41 obserwujących
105 notek
117k odsłon
  783   0

Demonstracje uliczne Albo o królewiczu w płaszczu ze szmatek

(C) Muzeum Sztuk Pięknych, Antwerpia
(C) Muzeum Sztuk Pięknych, Antwerpia

 

Dobrze działa państwo,w którym sprawnie funkcjonują i harmonijnie współdziałają w powiązaniu z innymi wszystkie jego systemy. Czynią to wtedy i tylko wtedy, gdy wywiązują się z fundamentalnego obowiązku wzajemnego komunikowania wewnętrznych stanów. Aby to zapewnić, powstał cały wachlarz środków komunikowania społecznego, także literatury i sztuki w tym teatru (temu poświęciłem rozdział w książce zbiorowej dostępny częściowo tutaj, od s. 3)

Poprzedziłem ów tekst mottem wziętym z bajki flamandzkiej:

 

Królewicz rozpostarł płaszcz ze szmatek, a król zawołał w zachwyceniu:
- O, nigdy, nigdy nie widziałem piękniejszego miasta!

 

Jak to bywa z mottami,  nikt specjalnie nie docieka ich sensu i z reguły autor nie zadaje sobie trudu, aby objaśnić „co chciał przez to powiedzieć”, zostawiając rozgryzanie tego kawałka imbiru pilniejszym czytelnikom.

 

Bajka opowiada typową dla tego gatunku historię socjalizacji młodego człowieka. Udowadnia on swoją dojrzałość dokonując czynów ujawniających jego walory jako przyszłego władcy. W naszej bajce, którą poniżej w całości przytaczam za moim zbiorem baśni niderlandzkich,  Królewicz przywozi ze swojej podróży egzaminacyjnej kilka darów dla Króla, wśród nich magiczny płaszcz ze szmatek, czy też z łatek, który rozpostarty zamieniał się w cały piękny krajobraz z miastami i zamkami.

 

Bajka nie tłumaczy, jaką przewagę chciał tym płaszczem wykazać Królewicz. Posiadając go szczycił się czarodziejską mocą budowania a więc i posiadania całego państwa. Zapewne dlatego dar ten wielce się spodobał  Królowi, który znał się na swoich obowiązkach. Władca powinien umieć włożyć na siebie płaszcz uszyty z wielu kawałeczków i w razie potrzeby dać im się rozwinąć w osobne miasta.  I odwrotnie, ludzie schodzący się w dobrowolnym akcie wspólnej woli w jedno miejsce stają się na chwilę takim jednym płaszczem.

 

 


 

84. O SERWETCE, LASCE, SKRZYPCACH I PŁASZCZU

 

Był sobie raz potężny król, który miał trzech synów. Kiedyś z samego rana przywołał najstarszego syna i powiedział:

– Mój synu, chcę coś podarować tobie i twoim braciom, których obok ciebie bardzo miłuję. Kazałem zbudować dla każdego z was przepiękny okręt; idź sprowadź teraz swoich obydwu braci, niechaj mi każdy powie, jaki zrobi użytek z okrętu.

Kiedy trzej królewicze stanęli przed ojcem, król przemówił:

– Mój najstarszy synu, co zrobisz z okrętem, jaki ci chcę podarować?

– Ojcze – powiedział najstarszy. – Będę na nim tak długo podróżował, aż go sprowadzę załadowany skarbami.

– A ty,  jaki użytek chcesz zrobić z mojego daru? – spytał drugiego syna.

– Ojcze, ja popłynę hen daleko, aż nazbieram i przywiozę tyle samo skarbów, co mój najstarszy brat – brzmiała odpowiedź.

– A ty, mój najmłodszy synu, co przewieziesz swojemu ojcu?

– Ojcze – powiedział najmłodszy – spróbuję okazać się godnym ojcowskiej dobroci.

– Dobrze – odparł król.

Potem urządzili wielką ucztę i nazajutrz trzej bracia ruszyli na swoich okrętach na morze. Kiedy bardzo dużo upłynęli odkryli kopalnię srebra.

– Tutaj – przemówił najstarszy – załaduję mój statek.

– My chcemy mieć więcej albo nic – brzmiała odpowiedź młodszych braci. Najstarszy załadował statek srebrem i zawrócił w stronę domu, a inni popłynęli dalej. Kiedy zapłynęli naprawdę bardzo daleko, odkryli kopalnię złota.

– Tutaj – powiedział średni brat – załaduję swój statek.

– Ja chcę mieć coś więcej albo nic – odparł młodszy. Średni załadował statek złotem i zawrócił do ojca, a najmłodszy popłynął jeszcze dalej. Płynął znowu daleko, daleko, aż zaczęło mu brakować jedzenia. Wtedy wspiął się na najwyższy maszt statku, rozejrzał się przez lornetkę wokoło i zobaczył przed sobą małą wyspę. Śmiało skierował się w tamtą stronę i za sześć godzin dobijał do brzegu. Przez trzy dni przeszukiwał wyspę, a wciąż nie znalazł żadnego żywego stworzenia, ani jakiegoś owocu, żeby nasycić głód i ugasić pragnienie. Bardzo był tym zasmucony, usiadł na skale i wkrótce usnął. Kiedy się przebudził, stała przed nim młoda dziewczyna, która przyglądała mu się z wielkim upodobaniem.

– Skąd się tu wziąłeś, przyjacielu – zapytała – przecież tu nikt nie postawił nogi oprócz mnie i mojej matki.

Królewicz pokazał jej statek, którego bandera powiewała na wietrze.

– Pójdź za mną, biedny chłopcze – powiedziała dziewczyna i pociągnęła go za ubranie. Po kwadransie doszli do chatki. Dziewczyna otworzyła drzwi i przemówiła do swojej matki, która siedziała przy kądzieli:

– Matko, przyprowadzam nieszczęśliwego cudzoziemca, daj mu na miłość Boską coś do zjedzenia.

– Nie, nie, nie ma mowy – odparła stara – dopiero co odłożyłam serwetkę do kredensu i nie będę jej dla nikogo wyciągać.

Córka rzuciła się matce na szyję i poprosiła tak gorąco, że wreszcie stara mrucząc podniosła się, wyciągnęła serwetkę ze schowka, rozłożyła ją na stole i powiedziała: – Z mocy i władzy mojej serwetki, niechaj tu stanie jedzenie dla jednego człowieka! – I natychmiast stół zastawił się bogato. Królewicz ze smakiem się posilił, grzecznie podziękował matce i dziewczynie i poszedł.

Lubię to! Skomentuj23 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale