0 obserwujących
20 notek
27k odsłon
  60   0

Kto bardziej wzmocni lewą nogę?

Pytanie zawarte w tytule, wydaje się fundamentalne dla przebiegu i ostatecznego rozstrzygnięcia II tury wyborów prezydenckich. Grzegorz Napieralski, który uzyskał ok. 14% głosów będzie mieć decydujący wpływ na to, kto obejmie po 4 czerwca urząd prezydenta.

Zarówno Jarosław Kaczyński, jak i Bronisław Komorowski w swoich przemówieniach, na krótko po publikacji pierwszych sondaży, wykonali już ukłon w stronę wyborców lewicy. Na razie subtelny, delikatny, w kolejnych dniach próby persfazji będą na pewno bardziej konkretne.

Teoretycznie większe szanse na pozyskanie elektoratu Grzegorza Napieralskiego ma marszałek Bronisław Komorowski. W praktyce sytuacja wydaje się nad wyraz skomplikowana, wiele czynników może wpłynąć na ewentualne pozyskiwanie głosów lewicy.

Po pierwsze, czy nie nastąpi pewna demobilizacja najbardziej pożądanego dziś elektoratu w Polsce. Czy wyborcy dojdą do wniosku, że obaj kandydaci byli budowniczymi IV RP(oczywiście Jarosław Kaczyński w większym stopniu), którą politycy SLD przez 5 lat masakrowali w mediach, przy każdej nadarzającej się okazji, zatem nie warto uczestniczyć w wyborze mniejszego zła? Sam Napieralski podczas debaty w telewizji publicznej wyraźnie akcentował współodpowiedzialność za ten projekt dwie, obecnie najliczniej reprezentowane, partie w parlamencie. Wyniki sondażów pokazują, że największe poparcie Grzegorz Napieralski uzyskał wśród osób młodych(ok. 43% od 18 do 34 roku życia). Czy ta część jego elektoratu, ze względu na swoją mobilność i trwające wakacje, zjawi się gremialnie w lokalach wyborczych 4 czerwca?

Ciekawy jest również aspekt wizerunkowy – Jarosław Kaczyński i Bronisław Komorowski są postrzegani jako politycy konserwatywni. Który z nich bardziej zliberalizuje swój image? Pierwszy z nich tuż przed I turą skutecznie, choć populistycznie, zarysował podział między PO a PiSem, jako wybór między zwolennikami prywatyzacji a zwolennikami koncepcji socjalnej. Z kolei Bronisław Komorowski, od czasu prawyborów w swojej partii, wyraża poparcie dla metody zapładniania in vitro. Na ile skutecznie obu politykom uda się zamaskować swoje poglądy w sferze obyczajowej?

Jaki wpływ na wynik wyborów będzie mieć debata telewizyjna? Na tej płaszczyźnie, w mojej ocenie, większe szanse ma, pod względem merytorycznym, Jarosław Kaczyński, mając w pamięci konfrontację marszałka z Radosławem Sikorskim w prawyborach. Tylko czy prezes PiS będzie potrafił stworzyć, jak się modnie mówi, własną, czytelną dla odbiorców, narrację? Czy znów góry nad wyrachowaniem nie wezmą emocje? Komorowskiemu łatwiej będzie atakować wizerunek swojego oponenta – jego diametralną przemianę, odrzucenie ostrej retoryki i koncepcji IV RP. W tej sferze może odgrzewać nastroje społeczne, na których Platforma oparła swoją zwycięską kampanię w 2007 roku.

I wreszcie zasadnicze pytanie – czy Grzegorzowi Napieralskiemu opłaca się poparcie dla jednej ze stron? Skoro politycy SLD tej partii mówili, że najistotniejsza jest odbudowa pozycji tego stronnictwa, można zakładać, że patrzą na te wybory z szerszej perspektywy. Chodzi o przygotowanie dobrej „bazy”, która umożliwi gonitwę za tandemem PO i PiS w wyborach samorządowych oraz parlamentarnych. W tej optyce opowiedzenie się po jednej ze stron byłoby strategicznym błędem, spaleniem ewentualnego koalicyjnego mostu.

Hipotetycznie, gdyby Grzegorz Napieralski poparł kandydata Platformy, a ten objął urząd prezydenta, SLD straciłoby do czasu kolejnych wyborów parlamentarnych status języczka u wagi. Oręż, który pozwałał przebić się przez dwugłos PO i PiS. Te kilka chwil, kiedy wszyscy spoglądali w stronę SLD, oczekując na decyzję ws. odrzucenia weta prezydenta.

Z kolei poparcie Jarosława Kaczyńskiego mogłoby generować w łonie partii Napieralskiego niepotrzebne tarcia, niesnaski, konflikty z frakcją największych krytyków prezesa PiSu i jego polityki. W kontekście budowy silnej lewicy, takie incydenty nie mogą mieć miejsca.

Wszystko wskazuje na to, że przez najbliższe dwa tygodnie Grzegorz Napieralski będzie grzał się w świetle reflektorów, jako przegrany zwycięzca. Nie zajmie konkretnego stanowiska, prowadząc już kampanię SLD, obliczoną na bardzo długi dystans.

Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale