9 obserwujących
228 notek
63k odsłony
  194   0

Odrodzenie Cenzury Prewencyjnej w Polsce - część II

Artykuł stanowi kontynuację cyklu Odrodzenie Cenzury Prewencyjnej w Polsce - część I oraz drugą  część artykułu "Świt wielkiej konwergencji – cenzura prewencyjna w Polsce"

JAKIE SZKODY WYRZĄDZIŁO WPROWADZENIE CENZURY PREWENCYJNEJ NA PRZYKŁADZIE PORTALU WOLNEMEDIA.NET?

Polski rząd za pośrednictwem – jak wskazuje przedstawiciel sieci Play – Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego postanowił poważnie ograniczyć dostęp do niezależnych lub opozycyjnych portali internetowych. Istnieją pewne narzędzia za pośrednictwem, których można obejść tę blokadę – są one wymienione w ostatnim rozdziale tego pisma. Niemniej jest pewne, że wiele osób z różnych przyczyn tego nie zrobi.

„Nastąpił wyraźny spadek wejść na nasz portal – dzisiaj jest to ok. 55% dotychczasowego ruchu, a jutro może być jeszcze gorzej” – informował administrator „Wolnych Mediów” w pierwszych dniach po tym jak stało się jasne, że portal padł ofiarą cenzury prewencyjnej.

Do czego można przyrównać informacyjny efekt zastosowanych środków? Mianowicie do próby zajęcia poważnej części nakładu wybranych dzienników i tygodników ukazujących się w Polsce. Możemy wyobrazić sobie scenę w której funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego podjechaliby na ulicę Czerską („Gazeta Wyborczab), ulicę Filtrową („Gazeta Polska”), ul. Prostą („Rzeczpospolita”), Al. Jerozolimskie („Newsweek Polska” i „Do Rzeczy”), Ul. Finlandzką („W Sieci”), po czym zajęliby 55% świeżo wydrukowanych egzemplarzy najnowszych numerów tych pism, mających w najbliższych godzinach trafić do rąk czytelników. Metafora dotycząca cenzury prewencyjnej w przypadku telewizji oznaczałaby wyłączenie sygnału TVP Info, Polsat News i TVN 24 w ośmiu wybranych województwach.

We wszystkich wymienionych przypadkach gazety i sygnał telewizyjny nie dotarłyby średnio, do co drugiego spodziewanego odbiorcy, a w pewnych okolicznościach jeszcze większej liczby. Działanie takie byłoby ze wszech miar naganne i zasługiwałoby na nasze potępienie. Nie ma wątpliwości, że wywołałoby to burzę społeczną i doprowadziło do demonstracji ulicznych w wielu miastach Polski. Podobnie gdy dzisiaj wprowadzana jest cenzura prewencyjna uderzająca w alternatywne media działające w przestrzeni internetowej, na prestidigatorów cenzury prewencyjnej powinien paść wzrok oburzenia społecznego i zarzut o próbę powolnego, zakulisowego demontażu praw i wolności obywatelskich.

Szkodom dotyczącym cenzury prewencyjnej towarzyszą także szkody natury ekonomicznej. Niektóre telewizje i portale internetowe posiadają swoich etatowych pracowników, a samo ich działanie jest możliwe dzięki zasadzie „value for value” (wartość za wartość). To czytelnicy i widzowie portali, będący odbiorcami treści, doceniając misje społeczną jaką on pełni, przekazują darowizny na rzecz jego utrzymania.

IMIONA I NAZWISKA TZW. „EKSPERTÓW DS. DEZINFORMACJI” POWINNY ZOSTAĆ UJAWNIONE. CZY ZASZEDŁ KONFLIKT INTERESÓW?

Opisywane wdrożenie środków cenzury prewencyjnej w aktualnej dobie nie zostało wprowadzone przez bezstronny organ poruszający się w bez emocjonalnej chmurze intersubiektywizmu. Sekretarz stanu ds. cyfryzacji w Kancelarii Premiera RP, ogłosił, że dotąd łącznie zablokowano kilkadziesiąt adresów, wskazanych przez „ekspertów do walki z dezinformacją”, nie wskazując, które witryny objęła cenzura. Dla nas szczególnie interesującym w tym oświadczeniu powinien być wątek anonimowych „ekspertów od walki z dezinformacją”.

Nie jest tajemnicą, że wielkie cyfrowe platformy takie jak Facebook usuwając niepożądane treści ze swoich platform, korzystają zarówno z usług skromnie opłacanych ghostworkerów, jak i profesjonalnych dziennikarzy, redakcji oraz agencji prasowych i telewizyjnych, które tworzą specjalne zespoły, aby sprostać oczekiwaniom swych zleceniodawców [4]. Przedstawiciele prasowych podmiotów wchodzących w układ z cyfrowymi platformami robiąc to pieką dwie pieczenie na jednym z ogniu. Zyskują dodatkowe źródło dochodów i otrzymują przestrzeń do cenzurowania i blokowania własnej konkurencji. Na przestrzeni ostatnich dwóch dekad tradycyjnej prasie drukowanej i koncesjonowanym telewizjom urosła w sieci niebotyczna konkurencja ogniskująca uwagę setek tysięcy odbiorców, a bocznymi torami rozchodzenia się treści, w niektórych kwestiach nawet milionów. Biorąc pod uwagę, że niektóre redakcje straciły w tym procesie znaczny procent udziału w rynku informacyjnym i wydawniczym, a co za tym idzie pieniądze, teraz gdy wcielają się w rolę kondotierów cenzury pracujących dla sektora Big Tech, wystawione są na pokusę zakulisowego eliminowania konkurencji korzystającej z przestrzeni internetowej. Mówimy więc o jawnym konflikcie interesów.

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale