Jak to mam w zwyczaju postanowiłem spojrzeć na kwestię wyjaśnienia przyczyn katastrofy prezydenckiego samolotu trochę z innej perspektywy. Mianowicie, w rocznicę katastrofy smoleńskiej zastanawiałem, co by się stało gdyby jednak przypuszczenia Jarosława Kaczyńskiego i Antoniego Macierewicza okazały się słuszne i w przyczyną tej katastrofy był zamach? Co udowodnionoby ponad wszekie wątpliwości. A odpowiedzialnymi za niego okazałyby się ówczesny rząd polski i władze Rosji?
Polskich polityków można zdymisjonować, postawić przed Trybunałem Stanu etc. Ale jak rozwiązać kwestię Rosji? Czy zagrozimy atakiem? Ale czym mamy straszyć? Resztą sypiącej się armii, czy kilkoma sprawnymi F16? Może przestaniemy Rosjanom polskie produkty? A co my im możemy dostarczać? Ser, czy maszyny rolnicze? Przecież te produkty mogą importować od wielu innych państw świata, nie eksportujemy najnowszych technologii, bo ich nie wytwarzamy, jesteśmy montownią zachodnich koncernów, jedną z najmniej innowacyjnych gospodarek w Europie? Może zablokujemy dostawy rosyjskiego gazu do Europy? Przecież oni już sobie puścili rurę po dnie Bałtyku, skutecznie blokując przy okazji nasze plany dotyczące gazoportu.
Może pójdziemy po pomoc do naszych sojuszników: Amerykanów, czy UE. W związku ze sprawą rezygnacji budowy tarczy oraz faktu, że nasi żołnierze są coraz mniej potrzebni w Iraku i Afganistanie, Polska znów jest regionem peryferyjnym dla amerykańskiej polityki. Świadczy, o tym nawet fakt, iż mimo wielu obietnic składanych przez wielu amerykańskich polityków, a nawet prezydentów w dalszym ciągu nie zniesiono wiz dla Polaków. Chyba Amerykanie boją się, że młodzi Polacy z pokolenia „1500 brutto” zajmą miejsca na zmywakach i przy taśmach montażowych czarnoskórym mieszkańcom USA. Ponadto Stany Zjednoczone nie mają żadnego interesu w konfrontacji z Rosją. UE też nam nie pomoże, ponieważ dla najważniejszego jej członka (Niemiec) Rosja jest zbyt ważnym partnerem gospodarczym, a ponadto kraje strefy euro mają ważniejsze problemy, niż pomoc Polsce. Przpomną sobie o naszym istnieniu przy okazji kolejnej zrzutki na ratowanie Eurolandu.
Co gorsza, jeśli okazałoby się, że rzeczywiście Rosjanie z premedytacją dokonali zamachu na wówczas urzędującego Prezydenta RP, nasi wschodni sąsiedzi nie zawahaliby się, żeby użyć tego faktu przeciw nam. Pewnie obrażeni tymi oskarżeniami, zerwaliby z nami stosunki dyplomatyczne (patrz Katyń). A później odcięliby nam dostawy gazu, od których polska gospodarka jest uzależniona, ponieważ przez ponad 20 lat III RP nie udało nam się uniezależnić od dostaw surowców energetycznych z Rosji. Nie zbudowaliśmy elektrowni atomowej, połączeń naszych sieci przesyłowych z innymi krajami, gazoportu, nie zwiększyliśmy wydobycia z krajowych złóż. Woleliśmy zamykać kopalnie …
Co może niewiele znaczący kraj w środku Europy? Nic! I to jest właśnie tragiczne.
Przez ponad dwadzieścia lat podobno wolnego, demokratycznego państwa nasze elity nie zrobiły nic byśmy stali się ważnym graczem na europejskiej scenie. Nasza armia przed nikim nas nie obroni, gospodarka jest słaba i mało innowacyjna, nie jesteśmy nawet niezależni energetycznie. Z takim krajem nikt się nie liczy, a na pewno nie państwo położone na dwóch kontynentach, posiadające jądrowy arsenał i aspirujące do miana światowego mocarstwa…
Czy brzoza była pancerna, czy nie, czy były wybuchy, czy nie i tak zawsze rację ma silniejszy. A my niestety do silnych nie należymy…
Takie smutne refleksje mnie naszły w rocznicę 10.04…


Komentarze
Pokaż komentarze (15)