Kiedy kupuje polską gazetę czuje się jak na zakupach w tandetnym sklepie. Oczywiście nawiązuje do aktualnej okładki tygodnika „Do rzeczy”, ale nie tylko. Oczyma wyobraźni widzę reakcję redakcji, która zobaczyła efekt finalny…
Coś nieprawdopodobnego. O zgrozo to naprawdę trafiło na półki w kolporterze.
Zawsze myślałem, że opakowanie – chyba można przyjąć, że okładka jest opakowaniem gazety - ma olbrzymie znaczenie dla sprzedającego. Produkt ładny, efektowny zawsze sprzeda się lepiej. Ludzie jakoś tak mają, że wolą rzeczy dobrze się prezentujące.
Na rynku polskiej prasy >>czytanej<< w ostatnim czasie mamy do czynienia z dziwnym trendem. Tandeta, brzydota, głupota bije po oczach tydzień, w tydzień. Nie widać perspektyw na zmianę kierunku, występuje totalny regres w tym segmencie. Owszem Playboy ma ładną okładkę, mimo odejścia od rozbieranych zdjęć, oczywiście bardzo dobrze wyglądają periodyki dla pań. Tygodniki opinii to jest zaś istna katastrofa. W „Do rzeczy” „pijany” grafik ubrał Kaczyńskiego w struj supermana i było za późno, żeby coś zmienić? Albo Ziemkiewicz dorabia na boku i robi okładki w paintcie. Karnowscy przeginają równie często, nawet częściej. Newsweek tworzy okładki estetycznie najlepsze, za co chapeau bas. Wprost się nie wychyla. W dobrą stronę poszła Rzeczpospolita ze swoim weekendowym wydaniem, zero krzykliwych okładek, wszystko stonowane i jak najbardziej zachęcające do kupna. Niepokorni, ci najbardziej niepokorni powinni chyba coś przemyśleć.
Żeby ocenić zawartość poszczególnej gazety, musiałbym ubrać się w zbroję jednego ze zwaśnionych plemion. Nie tego miał dotyczyć ten wpis.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)