Jakiś czas temu, kiedy jeszcze mieszkałem z telewizorem, oglądałem w ciągu dnia obrady sejmu. Wiem, że to niemądry pomysł. Czekaliśmy jednak na ważne decyzje, coś się tam nadzwyczajnego miało dziać - więc oglądałem. W pewnym momencie pomyślałem sobie: fajnie by było, żeby coś wytrąciło tych debili z równowagi, żeby coś ich zdystansowało, zdjęło z codziennego taśmociągu frazesów i wzajemnych przepychanek. I wtedy akurat kamera przeniosła się na pewną, znaną z dezynwoltury, panią poseł. Nazwiska nie podam, ale kto ją kiedykolwiek widział, rozpozna. Tego dnia wyglądała wyjątkowo swawolnie, nawet jak na swoje możliwości: powiedzmy tak – hamburska dzielnica St. Pauli z początku epoki disco. No fajnie – myślę sobie – element komediowy już mamy, gdybyż to jeszcze madame zechciała zwrócić ma siebie uwagę jakimś niestandardowym zachowaniem np. wycinając hołubce albo chociaż uruchamiając swój, podobny do dźwięku piły tarczowej, głosik. A na żyrandolu… ziew… jak fajnie by wyglądała na żyrandolu… . Trochę jakby przysnąłem, trochę się rozmarzyłem, i oto doznałem satori i tekst utworku był gotowy. Wierszyk do zaśpiewania na melodię Seweryna Krajewskiego „Pogoda na szczęście”. Przepraszam, że dokonałem tak brutalnej parodii pięknego tekstu Agnieszki Osieckiej, ale z olśnieniami się nie dyskutuje.
Z komuszych sinych błot,
z neandertalskich grot
wyszła sobie posłanka,
rozpięła dół ubranka
zapadła w sen i śpi.
….
Pełna sala dziś w sejmie,
praca to nie przygoda.
Premier mówić chce właśnie,
a tu jak ktoś nie wrzaśnie,
spójrz! na lampie się buja koczkodan!
Tyle nudnych głosowań,
kraj jest znów na zakręcie -
a tu nagle koczkodan,
bardzo duży koczkodan,
dość zabawny koczkodan, na szczęście
….
Tysiąc męczących bzdur
powtarza karny chór.
A każdy z chóru marzy,
że już jest wśród włodarzy,
lecz to jest sen, więc śni.
….
Pełno prasy na schodach;
„parę słów panie Pośle”-
a tu znowu koczkodan,
stroi miny koczkodan…,
a jak patrzy na Posła wyniośle.
Z mównic leje się woda,
z każdą chwilą jest gęściej -
a tu nagle koczkodan,
znów, zielony koczkodan,
nieuchwytny koczkodan na szczęście.
Czy to pan prezes partii,
czy nadęty marszałek –
na nich wszystkich koczkodan,
jak remedium koczkodan
i jak bańka już pęka pyszałek
Skąd się wziął, komu służy?
Kto go złapie i kiedy?
Choć w obradach przeszkadza,
(denerwuje się władza),
może małpa wyciągnie nas z biedy?


Komentarze
Pokaż komentarze (3)