Dariusz Kozłowski Dariusz Kozłowski
429
BLOG

Rok 2020. Sprawozdanie z meczu hokejowego Polska-Benin

Dariusz Kozłowski Dariusz Kozłowski Rozmaitości Obserwuj notkę 4

Na lodzie wspaniałego Benin Ice Palace, jedynym krytym lodowisku w Afryce Zachodniej, rozpoczęto walkę o kwalifikacje do grupy R Mistrzostw Świata w Hokeju na Lodzie 2020. Przed turniejem w gronie faworytów do awansu wymieniano Tuwalu i Malawi. W tym kontekście wspominano także o Lesotho oraz reprezentacji Zakonu Kawalerów Maltańskich, ale niewielu liczyło, że młodzi reprezentanci Polski mogą włączyć się do walki o zwycięstwo. Teraz, po imponującym remisie z gospodarzami – Beninem (d. Dahomey), wszystko staje się możliwe. Najlepiej o tym świadczą czołówki tutejszych gazet internetowych, które właśnie podglądam; „Benin krwawi, czas zmienić trenera i czarownika”, „Fenomenalny mecz egzotycznych hokeistów z Polski”.

Reprezentacja Polski przystąpiła do walki skoncentrowana. Obaj gracze Beninu (w kraju tym nie ma, niestety, więcej hokeistów) grali twardo, na pograniczu faulu. Sędzia nie odsyłał ich jednak na ławkę kar, co wzbudza uzasadnione podejrzenia o stronniczość. Był to – dodajmy – ten sam sędzia, który wyrzucił z lodu napastnika Cipięgę w ubiegłorocznym meczu z Burundi (0:17); decyzja ta, zdaniem wielu fachowców, wypaczyła wynik całych poprzednich eliminacji.Pomimo przeciwności losu, trudnych warunków atmosferycznych oraz świetnej gry Mgugiego, który raz po raz raził naszą bramkę strzałami z 50 a nawet 40 metrów, Polakom udawało się nieraz odzyskiwać krążek. W pierwszej tercji przeprowadziliśmy dwie kapitalne, niemal składne akcje, zakończone groźnymi, choć jeszcze bardzo niecelnymi strzałami.Naszym celem w tej tercji było rozpoznanie przeciwnika oraz nie stracenie bramki– mówi obrońca Walenty Mątwa-Niemrawiec – Potrajaliśmy krycie Mgugiegi i dzięki temu ten szybki zawodnik nie mógł zbliżyć się do naszej bramki. Mimo to, wielokrotnie usiłował wyrwać się z naszych kleszczy.

Przystępując do drugiej tercji Mgugi zrzucił łyżwy, które jednak nieco krępowały jego ruchy, a do bosych stóp przyczepił sobie kaczany kukurydzy. Już w drugiej minucie rozpędził się na nich tak strasznie, że minąwszy, niczym gepard, wszystkich naszych zawodników łącznie z bramkarzem, wypracował sobie idealną pozycję do strzału. Szczęśliwie jednak, jak się okazało, nie zabrał ze sobą krążka, ponadto nie umiał wyhamować na końcu boiska. Po powrocie na nie sześć minut później Mgugi otrzymał krążek od swojego bramkarza i ponownie wymanewrował całą naszą drużynę. 0:1. Do końca tercji nie działo się już nic godnego uwagi. Graliśmy dobrze – skomentował tę tercję Walenty Mątwa – ale jak to mówią siła złego. Mieliśmy w tym okresie gry próbować wstrzelić się na bramkę przeciwnika. Jednak prawdopodobnie zbyt rzadko gościliśmy pod nią, trudno było wywalczyć krążek. Nie udało się, ale walczymy dalej.

Tercja trzecia. Mgugi szaleje na nowych kaczanach. Bramkarz Dżdżownica przechodzi samego siebie, ratując drużynę w nieprawdopodobnych sytuacjach. Pod naszą bramkę zapuszcza się także drugi z reprezentantów Beninu – nominalnie bramkarz, ale nawet we dwóch nie są w stanie pokonać wspaniale dysponowanego Dżdżownicy. Na 5 minut przed końcem staje się nieoczekiwane. Mgugi gubi krążek. Przejmuje go Cipięga, pędzi na pustą bramkę, przewraca się, ale utrzymuje krążek. Beniński bramkarz powraca na posterunek. Mgugi chce wyłuskać krążek Cipiędze, ale wtedy właśnie pęka sznurek i gubi on jeden z kaczanów. Cipięga leżąc podaje do Pleśniaka, a ten robi dziwny ruch kijem, jakby odganiał się od much, w efekcie trafia w krążek. Zmylony tym beniński bramkarz może tylko odprowadzić go wzrokiem do bramki, tzn. mógłby, gdyby przed chwilą nie zgubił okularów. 1:1.
Do końca meczu atakuje Mgugi, ale na jednym kaczanie nie idzie mu już tak dobrze, trafia jeszcze, co prawda, w słupek i dwa razy w poprzeczkę, ale szczęście jest dziś po naszej stronie. Jak wiadomo, szczęście sprzyja lepszym.
 
To jest zwycięski remis – powiedział po meczu trener Łupierz – w dodatku bramkowy i na terenie przeciwnika. Porównanie do Wembley nasuwa się samo. Pokazaliśmy dziś charakter prawdziwych wojowników. Postaramy się sprawić rodakom jeszcze niejedną niespodziankę.
Trzymamy za słowo, panie trenerze. Jutro mecz z Malawi. Będzie chyba jeszcze trudniej, Malawi ma aż trzech hokeistów.
 
* * *
Niedziela, 18 kwietnia 2010, Polska – Węgry 0:6. I to jest prawda, niestety!

 

Polecam się: Dariusz Kozłowski. Cała Nadzieja w korupcji. Felietony i rysunki. Łomianki, Wydawnictwo LTW, 2013, s. 208. Zamówienia: http://www.ltw.com.pl, tel. +48 22 751 25 18 Drodzy komentatorzy, na tej stronie zwalczam przejawy braku szacunku dla bliźniego. Szacunek jest ważny skoro nie umiemy kochać. Myślenie grupowe i partyjnictwo - niemile widziane. Zapraszam wszystkich z ambicjami do suwerenności. Arnold i Polinezja Etiopskie drogi: Odcinek 1 Odcinek 2 Odcinek 3 Odcinek 4 Odcinek 5 Odcinek 6 Odcinek 7 Odcinek 8 Odcinek 9 Odcinek 10 Odcinek 11 Odcinek 12 Odcinek 13 Odcinek 14 Odcinek 15 Odcinek 16 Odcinek 17 Odcinek 18 Odcinek 19 Filipiny: Ania i Józef, czyli seks w małe wiosce Grobowce z pełnym wyposażeniem Synkretyczny taksówkarz

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Rozmaitości