Dariusz Kozłowski Dariusz Kozłowski
290
BLOG

Dzienniki autobusowe

Dariusz Kozłowski Dariusz Kozłowski Rozmaitości Obserwuj notkę 3

 

Warszawskie autobusy zawsze potrafiły sprawić mi przyjemność. Nie tyle nawet same pojazdy, ile ich niebanalni kierowcy, o nieortodoksyjnym stosunku do pasażerów i innych użytkowników ulic. Gdzież jednak te czasy, kiedy to, jako młode pacholę, przysłuchiwałem się, gdzieś na Woli, pogwarkom kierowców autobusu i taksówki. Ach, co to był za koncert! Obaj panowie, ewidentnie Warszawiacy autentyczni, nie importowani, rozważali zawiłości kodeksu drogowego w kontekście pierwszeństwa przejazdu ich środków lokomocji. Szczęśliwie pojazdy mechaniczne nie występowały wówczas w takiej obfitości jak obecnie, mogli więc, nie popędzani przez nikogo, rozkoszować się wymianą wyrafinowanych deskrypcji cech charakterologicznych i cielesnych przeciwnika oraz perwersyjnych roszczeń wobec niego, jednocześnie śledząc dzieje swoich rodzin. Szczególnym przedmiotem zainteresowania obu artystów języka były losy zawodowe pań z rodu adwersarza. Dowiedzieliśmy się, że niewiasty obydwu rodzin, jakby w karnym ordynku, w komplecie pracowały w przemyśle rozrywkowo-zdrowotnym, rozładowując napięcia seksualne tubylczej ludności i dostarczając jednocześnie uciechę spracowanym tłumom robotniczej Woli i Pragi. Panowie niespiesznie opisywali metody ich pracy, zdumiewając, nas młodych, pomysłowością technik i skrupulatnością opisu anatomicznego. Bluzg był wielo-wielopiętrowy, słowa nie powtarzały się zbyt często, a pomysłowość frazeologii zdawała się nie mieć granic. To była prawdziwa poezja, którą my – dzieciaki – chłonęliśmy w niemym zachwycie. Po kilku minutach rywalizacji, Panowie uznali rzecz za zakończoną, rozjechali się spełnieni i niemal zaprzyjaźnieni. Jeśli komuś opisywane zdarzenie wyda się gorszące, to spieszę donieść, że kilkunastu młodzieńców, w tym autor niniejszej notatki, po tej lekcji zaprzestało popisywania się używaniem „słownictwa” w miejscach publicznych, dochodząc do wniosku, że muszą się jeszcze trochę doszkolić.

Historia ta przypomniała mi się gdy usłyszałem wczoraj, zupełnie innego typu, rozmówkę między młodą, wyraźnie rozeźloną pasażerką, a kompletnie zrelaksowanym kierowcą.

 

A do pana to specjalne podanie trzeba pisać, żeby pan raczył drzwi otworzyć!

W okresie zimowym drzwi otwierają sami pasażerowie w miarę potrzeb. Panna sobie poparzy, tam jest taki guzik.

Jaki znów guzik do cholery, wsiąść do autobusu nie można, od drzwi do drzwi każe mi pan biegać. Poza tym grzeczniej proszę –  nie panna, tylko pani.

Niech się Panna nie podszywa za kogoś kim nie jest. Gdyby Panna była mężatką, to by Panna wiedziała, gdzie trzeba nacisnąć, żeby się otworzyło.

Polecam się: Dariusz Kozłowski. Cała Nadzieja w korupcji. Felietony i rysunki. Łomianki, Wydawnictwo LTW, 2013, s. 208. Zamówienia: http://www.ltw.com.pl, tel. +48 22 751 25 18 Drodzy komentatorzy, na tej stronie zwalczam przejawy braku szacunku dla bliźniego. Szacunek jest ważny skoro nie umiemy kochać. Myślenie grupowe i partyjnictwo - niemile widziane. Zapraszam wszystkich z ambicjami do suwerenności. Arnold i Polinezja Etiopskie drogi: Odcinek 1 Odcinek 2 Odcinek 3 Odcinek 4 Odcinek 5 Odcinek 6 Odcinek 7 Odcinek 8 Odcinek 9 Odcinek 10 Odcinek 11 Odcinek 12 Odcinek 13 Odcinek 14 Odcinek 15 Odcinek 16 Odcinek 17 Odcinek 18 Odcinek 19 Filipiny: Ania i Józef, czyli seks w małe wiosce Grobowce z pełnym wyposażeniem Synkretyczny taksówkarz

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Rozmaitości