Dwa tygodnie temu Sejm przegłosował Ustawię o nasiennictwie. Umieszczono tam zapisy pozwalające na zniesienie zakazu rejestracji w Krajowym Rejestrze Upraw odmian roślin modyfikowanych genetycznie, oraz umożliwiające sprzedaż w naszym kraju produktów zawierających GMO.
Przez te dwa tygodnie media głównego nurtu nie miały czasu szerzej zająć się tą kwestią. Ciekawe, że większość spraw, które ja uważam za ważne, tysiące polskich dziennikarzy ma za nic. Naprawdę zaczynam się czuć dziwnie. Może to coś ze mną nie tak? Na wszelki wypadek oświadczam, że nie znam się na środkach wybuchowych, wysadzać mam zwyczaj jedynie pelargonie na balkonie, a i to nie o tej porze roku. Media zajęte były ostatnio śledzeniem łowów na redaktorów „Rzeczpospolitej”, budzących grozę „faszystów” ulicznych i na mamę Madzi. Wszystko to są oczywiście ważne sprawy, nie przeczę.
Na Genetyce się nie znam, drosophili melanogaster z pipetką nie ścigam, ale żyjąc tyle lat pod tą męczącą szerokością geograficzną, wiem co nieco o technikach manipulacji. Wiem też, że cudowna synchronizacja braci dziennikarskiej, czy to w gdakaniu czy w milczeniu, przypadkowa nie jest. Etos dziennikarza pielęgnowany jest już zaledwie przez garstkę zmarginalizowanych maniaków, główne media stały się zaś normalnym ośrodkiem władzy i generatorem procesów społecznych zamawianych przez inne jej organa.
Jak to jest, że tyle środowisk, tysiące ludzi włączyło się z walkę z GMO. Na Świecie dyskusja na ten temat jest bardzo zaawansowana, argumenty obu stron są łatwo dostępne. Te, które głoszą przeciwnicy modyfikacji są na tyle poważne że większość krajów Unii Europejskiej uchwaliła akty prawne zakazujące GMO. Setki uczonych polskich, obcych i mieszanych przestrzega, że jest to puszka Pandory, a Sejm, bez zbędnego gadania – pierdulut – otwiera ją sobie cichaczem, zapisując tę niefrasobliwość gdzieś głęboko w akcie prawnym bardziej ogólnej natury. Nawiasem mówiąc ukrywanie ważnych zapisów w dziwnych miejscach aktów prawnych jest przypadłością częstą ostatnio występująca u prawodawców – vide ACTA.
Ponieważ koncerny wytwarzające żywność GMO mają z reguły na zbyciu trochę koralików i perkalu, zachodzi we mnie podejrzenie, że jakaś tubylcza urzędniczyna, dopisała ten temat do ustawy do na zasadzie „lub czasopisma”. Większość posłów nie zauważyła a reszta uznała, że widocznie tak trzeba. (Darujcie im, oni naprawdę nie wiedza co czynią.) Media zaś powstrzymały się jedynie przed naruszaniem autorytetu bratniej władzy.
A my, …no cóż, możemy, póki co, podpisywać apele.
http://www.alert-box.org/petycja/rozporzadzenie-zakazujace-gmo/


Komentarze
Pokaż komentarze (2)