Zazdroszczę Władysławowi Frasyniukowi jego wolności. To dziś jeden z nielicznych w Polsce ludzi – a może jedyny – który bez oporów mówi to, co naprawdę myśli– napisała Katarzyna Kolenda-Zaleska. Ponieważ temat wolności jest dla mnie podstawowy, nie mogę nie skomentować tej wypowiedzi.
Katarzyna Kolenda-Zaleska jest popularną dziennikarką jawnie wspierającą partię rządzącą w jej walce z opozycją. Stanowi ona narzędzie procesu politycznego. Faktycznie, jest to pozycja, która nie daje wielkich szans aby mówić „co się myśli”. Stare powiedzenie głosi, iż żaden adwokat nigdy nie wejdzie do Królestwa Niebieskiego. Nie wiem czy jego autor pragnął potępienia dla adwokatów – pewnie nie – zwracał natomiast uwagę, że rola społeczna zmusza ich do mówienia i potwierdzania nieprawdy, a to jest szkodliwe dla ludzkiej duszy.
Rola społeczna adwokata władzy także nie skłania do mówienia samej prawdy i tylko prawdy. Z przykrością przypominam sobie kilkakrotne przyłapanie red. Kolendy-Zaleskiej na przekazywaniu nam nieprawdziwych danych. Dopisała niegdyś Jarosławowi Kaczyńskiemu zmyślone przez siebie słowa „prawdziwi Polacy”, sugerując tym samym nacjonalizm Prezesa PiS. Efektem była kilkudniowa nagonka na tego polityka. Przekręciła sens i zmanipulowała wypowiedź Jana Pospieszalskiego na temat katastrofy kolejowej pod Szczekocinami. Red. Pospieszalski nie jest, łagodnie mówiąc, pieszczoszkiem władz telewizji, za ten błąd Kolendy-Zaleskiej – przyjmijmy, że to był błąd – mógł ponieść poważne konsekwencje.
W tym kontekście zrozumiałe jest westchnienie pani Redaktor za wolnością do mówienia tego, co naprawdę się myśli i uważa za prawdziwe. To marzenie nie jest wszakże niespełnialne. Zupełnie śmiało można go realizować, także w Polsce. Nie trzeba ani zapisywać się do opozycji, ani kochać Kaczyńskiego. Wystarczy się nie załgiwać. Jest to trudne, lecz możliwe. Mam dla pani Redaktor, jeszcze lepszą wiadomość. W Polsce jest znacznie więcej osób, niż jeden jedyny Wł. Frasyniuk, które mówią a nawet piszą, to co chcą, bez wskazówek politycznych i przesadnej autocenzury. Owszem, z reguły nie pracują one w głównych mediach, ale pewnie nawet i tam można wyrzeźbić sobie niszę, w której nie trzeba posługiwać się metodami „propagandowej abrabotki”.
Nie jest też tak – jak w konkluzji napisała red. Kolenda-Zaleska, że „Frasyniukowi wolno więcej”. Daję słowo, że nie posiada on żadnych nadludzkich atrybutów w dziedzinie wolności do prawdy. Przeciwnie, korzysta z tego samego katalogu możliwości i powinności, które, w zakresie intencjonalnej zgodności z rzeczywistością wypowiadanych zdań, dotyczą nas wszystkich i wręcz definiują nasze życie.
Chciałbym widzieć w tym dzisiejszym westchnieniu pani Zaleskiej, apologię niezależności dziennikarskiej, rozpoznanie celu swego zawodowego działania i życiowych dążeń. Być może tak właśnie jest, choć zbieżność czasowa peanu na cześć Frasyniuka, z dość podłą i mocno nagłośnioną insynuacją, jaką obdarzył on ostatnio lidera opozycji, sugerując, bez śladu dowodu, iż podpisał on niegdyś „lojalkę”, może nie być przypadkowa. A zatem akt strzelisty wiary w prawdę i wolność czy kolejna koniunkturalna agitka? Poznamy to niebawem, po owocach autorstwa Katarzyny Kolendy-Zaleskiej.


Komentarze
Pokaż komentarze