Bezpośrednio po wyborze nowego papieża red. Maciej Stasiński z „Gazety Wyborczej” postawił mu na antenie TVN24 zarzut kolaboracji z wojskową juntą w latach 1976-83. Sposób sformułowania tego zarzutu i jego moment mógł zaszokować i zaszokował nawet obecnego w studio red. Hołownię, który niejedno już przecież w TVN widział i słyszał. Ważniejsze jednak od formy wypowiedzi redaktora „Gazety Wyborczej”, jest odpowiedź na pytanie, czy była ona uczciwa. Rozumiem, że pozwalając sobie na drastyczny komentarz dotyczący postawy o. Jorge Mario Bergoglio redaktor posiada na swoje tezy niezbite dowody. Co prawda w programie ich nie przedstawił, ale liczę, że niebawem naprawi to niedopatrzenie. Ze swojej strony postanowiłem poszperać w literaturze i internecie.
Okazuje się, że faktycznie kardynał Bergoglio spotykał się już wcześniej w swoim kraju z zarzutami dotyczącymi jego postawy w tym okresie. Najpoważniejszym z nich było oskarżenie sformułowane przez ks.Orlanda Yorio o wydanie go wraz z ks.Francisco Jalicsem „szwadronom śmierci” . Tych dwóch księży-Jezuitów, było zwolennikami teologii wyzwolenia, pracowali w slumsach i stamtąd zostali uprowadzeni. Sam Bergoglio, ani uwolnieni po długotrwałych torturach księża obecnie nie komentują tej sprawy (i tym się różnią od red. Stasińskiego). Natomiast biograf obecnego papieża, Sergio Rubin, udowadnia, że zostali oni wypuszczeni jedynie dzięki energicznemu, zakulisowemu działaniu właśnie ojca Bergoglio.
Innym zarzutem stawianym o. Jorge M. Bergoglio, było brak jego reakcji na zjawisko masowego porywania dzieci z rodzin opozycyjnych, lub po prostu ubogich. Przedstawicielka jednej z doświadczonych tą zbrodnią rodzin, p.Estela de la Cuadra, zeznała, że późniejszy dostojnik „odwrócił się do nich plecami” odmawiając pomocy. Prawdopodobnie nie było to zeznanie fałszywe, trzeba jednak uznać, że jego głos w owym czasie po prostu nie mógł zabrzmieć dostatecznie mocno, by nieść realną pomoc. Dopiero po uzyskaniu sakry biskupiej Bergoglio wypowiadał się, iż jest obowiązkiem każdego, w tym także byłych urzędników państwowych, kto wie cokolwiek o losie porwanych dzieci i miejscu ich pobytu, jest informowanie o tym Komisji ds. Zaginięć. Wówczas już otwarcie krytykował metody junty, ale także przywódców lewackiej partyzantki, były to już jednak inne czasy.
Jako kardynał był aktywny politycznie i krytyczny wobec prezydentury populistki Cristiny de Kirchner.Jak pisze jego biograf dziedzictwem kardynała jest jednak naprawa reputacji kościoła, który stracił wielu zwolenników nie podejmując próby krytyki zbrodniczych metod junty. Kardynał m. in. doprowadził w październiku 2012 r. do zbiorowych przeprosin biskupów argentyńskich za postawę kościoła w tym okresie.
A zatem jak potraktować ów zdumiewający atak red. Stasińskiego na wybranego pół godziny wcześniej Papieża? Z krótkiego przeglądu dostępnych materiałów nie wynika nic, co by było dowodem kolaboracji. Być może można by stwierdzić, że nie był on w owych latach 1976-83 księdzem jawnie walczącym z wojskową juntą. Nie był kimś takim, przenosząc tamte postawy na realia polskie, jak nasi księża Popiełuszko czy Małkowski, raczej bliżej by mu było do postawy prymasa Glempa. Tyle tylko, że jeśli nasz ks. Prymas w duchu sprzyjał opozycji, to dla ks. Bergoglio musiała być ona równie wroga ideowo jak sprawująca władzę junta. Z pewnością metody ludzi Videli nie mogły być akceptowane przez chrześcijanina, jednak plan przerobienia Argentyny na drugą Kubę też nie mógł wzbudzić jego sympatii. Wiem, że jest trudne do zrozumienia dla redaktorów „Gazety Wyborczej”, dla której, jak się zdaje, idolami wciąż pozostają działacze kolejnych międzynarodówek.
Argentyna nie zaniedbała rozliczeń ze zbrodniczą władzą, choć, jak zwykle w tego typu sprawach idzie to ciężko. Przedstawiono jednak zarzuty ponad 1400 wojskowym i pracownikom SB. 170 z nich, w tym najważniejsi Jorge Rafael Videla, Antonio Bussi, Luciano Menéndez, od wielu lat przebywa w więzieniach lub aresztach domowych. Proces leczenia ran trwa, organizacje rodzin, takie jak „matki” i „babki z Placu Majowego”, wciąż poszukują dzieci, mężów i krewnych. Większość z nich zaginęła bezpowrotnie, a jednak wciąż zdarzają się cudowne odnalezienia. W tym procesie dochodzenia do normalności kardynał Bergoglio brał już czynny udział. Ludzie mają różne misje i talenty. Przyszły papież wykazał się talentem pojednawczym.
Wracając wszakże do Polskich realiów zauważmy, że działacze „naszej” tubylczej junty, także winni różnorakich zbrodni, pozostali całkiem bezkarni, a tej bezkarności kibicowała „Gazeta Wyborcza” i jej waleczni redaktorzy. Mam zatem dla red. Stasińskiego, skoro opanowała go nagła gorączka rozliczeniowa, kilka znacznie bliższych geograficznie i organizacyjnie, a także łatwiejszych dowodowo kandydatur do zlustrowania.


Komentarze
Pokaż komentarze (18)