Właśnie obejrzałem sobie w telewizji gadającą głowę p. Zbigniewa Janasa, który zgromił liderów „oburzonych” i „zmielonych” zarzucając im podłe intencje. Zasugerował, mianowicie, iż celem tych ludzi, którzy nie załapali się na „Solidarność” i prawdziwą walkę o wolność, jest chęć wkręcenia się do władzy. Jego zdaniem, jedynym powodem powstania tego ruchu społecznego, są ambicje kilku facetów. Innych przyczyn brak.
Cóż za niezwykła symetria. Dokładnie tak samo argumentowali partyjni propagandyści w audycjach o działaniach Zbigniewa Janasa i jego przyjaciół z KSS KOR i„Solidarności”. Wówczas także wartości: wolność, suwerenność, demokracja, pluralizm światopoglądowy miały być jedynie zasłoną dymną, pustymi sloganami, którymi mącili oni w głowach naiwnym przedstawicielom ludu pracującego. Co więcej, dowiadywaliśmy się, że działacze opozycyjni, to tak naprawdę lekkoduchy, które nie mają frontowych doświadczeń Jaruzelskiego i Siwickiego i tylko dlatego tak łatwo przychodzi im wszczynanie głupawych awantur.
Dziś pan Zbigniew, jeden z idoli mojej młodości, posługuje się niemal dokładnie tą samą retoryką, co niegdysiejsi prezenterzy dziennika TV; Tumanowicz i Barański… Ale… może ma rację? Może po prostu wie na czym polega życie? W końcu sam, jako absolwent technikum kolejowego, zasiada w radach nadzorczych różnych spółek, był członkiem Fundacji Batorego, kilkakrotnie posłem.
Zbigniew Janas – przemiły, ciepły facet, świetnie ubrany, wyluzowany, uśmiechnięty. Przyjemnie się go ogląda. Usłyszeliśmy jednak głos z jądra establishmentu. Tłumacząc na ludzki brzmiałoby to mniej więcej tak: „Koledzy tak fajnie rządzą, żyje się tak wygodnie i miło, a tu jacyś szaleńcy rozrabiają, udając, że chodzi im o – strach pomyśleć – ZMIANY. W dodatku powołują się na nasze dawne ideały, na które mamy przecież copyright.”
Słusznie panie Zbigniewie, brońmy swoich pozycji!


Komentarze
Pokaż komentarze (7)