Pan prezydent Lech Wałęsa porachował straty związane ze swą nieroztropną wypowiedzią w sprawie gejów i miejsca, jakie powinni zajmować w parlamencie. Ustalił mianowicie, iż z powodu odwołania z tej przyczyny dwóch spotkań z nim stracił 70 tysięcy dolarów. Suma niebagatelna, nic zatem dziwnego, że pan prezydent jest rozżalony i zapowiada: „Obliczę moje straty i wystawię rachunek”. Nie wiadomo jeszcze komu Lech Wałęsa wystawi rachunek. Można zgadywać, że wyjątkowo adresatem nie będzie schorowany Krzysztof Wyszkowski, suma wydaje się bowiem zbyt duża jak dla jednego emeryta. Nie będą to z pewnością sejmowi geje, bo prawo immunizuje ich przed takimi roszczeniami. Ale przecież, jeśli pan prezydent zechce rachunek wystawić, to ktoś go będzie musiał zapłacić, co do tego nie ma wątpliwości. Zanim zostaniemy zatem opodatkowani specjalną „daniną lapsusową”, może sami wyjdźmy panu prezydentowi naprzeciw. Stwórzmy fundusz, który będzie rekompensował mu straty z powodu następstw głupstw, którymi raczy nas obdarować w przyszłości. Gdy tylko kolejny amerykański instytut pozna się na Lechu Wałęsie i poinformuje o tym władze funduszu, ten wypłaci panu prezydentowi okrągłą sumkę ryczałtem. Nie wypada przecież by najlepiej rozpoznawalny współczesny Polak chodził głodny i bosy.
Jako pomysłodawcy przedsięwzięcia nie wypada mi uchylać się od przekazania pierwszej darowizny. Przeznaczam zatem na rzecz przyszłego funduszu 100 000 000 zł. (słownie; sto milionów złotych). [teraz słychać surmy, sypie się konfetti]. Będzie to to samo sto milionów, które niegdyś obiecał mi pan prezydent Wałęsa ale dotychczas nie zdążył wywiązać się z obitnicy. Proszę zatem, by już mi tych środków nie wpłacał, niech przeleje je bezpośrednio na konto swego funduszu, gdy tylko ten powstanie. Po co bowiem tracić pieniądze na wielokrotne opłaty bankowe.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)