Grupka partiotycznie nastawionych rodaków-warszawiaków wraz z Tomaszem Sokolewiczem, podjęła akcję; „Inka zamiast zakapiorów”, której celem jest usunięcie straszącego nas od lat pomnika „czterech śpiących” i zastąpienia go pomnikiem bohaterskiej sanitariuszki „Inki”. Piszę o grupce warszawiaków, bo jeśli wierzyć sondażom większość mieszkańców mego heroicznego miasta wyprowadzenia sowietów z praskiego monumentu sobie nie życzy, zapewne z wdzięczności, że powstrzymali się oni przed kolejną rzezią Pragi. Ja akurat nie bardzo wierzę w sondaże zamawiane przez panią prezydent Warszawy, niemniej muszę przyjąć, że znaczna część rodaków przedkłada niewolnicze hołdy ponad wyraz czci dla własnych bohaterów. Jak może być zresztą inaczej skoro prezydent kraju, który wielu swych nadzwyczajnych w skali światowej obrońców jeszcze nie zdążył uczcić, a nawet choćby o nich wspomnieć, wystawia pomnik ojcom tych „uśpionych” krasnoarmiejców, którzy w 1920 roku przybyli by część naszych przodków wymordować a resztę zmienić w niewolników. Panu prezydentowi pomyliły się zapewne znaczenia słowa „pomnik”, bo faktycznie zmarłego wroga, jak każdego człowieka, trzeba pochować i zapewnić mu miejsce pamięci. Mogiłę ma cmentarzu też nazywamy pomnikiem i takie mogiły żołnierzom wrogich armii się należą. Jednak to, co, pod protektoratem B. Komorowskiego, zbudowano w Ossowie, przekracza granicę zachowania pamięci, a raczej nadaje tej pamięci i jej adresatom znamiona czci. W tym kontekście można już śmiało oczekiwać, idei budowy na Pradze pomnika Aleksandra Suworowa. Przypuszczam, że działacze SLD (może poza panem Jońskim, któremu zwykle mieszają się w głowie epoki i osoby, więc pewnie pomylą mu się też Suworowie) zagłosują za.
Czepiam się akurat posłów SLD, a nie innych, ze względu na ich wczorajszą szarżę sejmową. Jak wiadomo, zablokowali oni uchwałę, którą Sejm chciał uczcić Grzegorza Przemyka. Podobno nie spodobało im się zdanie „Na polecenie najwyższych władz partyjnych i państwowych fabrykowano [dowody]”. Ciekawe czy zdaniem postkomuchów, dowodów w sprawie zamordowanego chłopca nie fabrykowano, bo jeśli mieliby rację, to winni muszą być wciąż sanitariusze i lekarka? …Nie, oczywiście nie, personel medyczny jest tym razem bezpieczny. Sprawa jest całkiem oczywista, dowody, może i fabrykowano, ale z pewnością nie na polecenie władz najwyższych, gdzieżby tam, do sprawy musiały się włączyć jakieś władze niskie, choć też skuteczne. Najwyższe władze stanowili bowiem wówczas Jaruzelski, Kiszczak i Urban. A to są przecie prawdziwi święci naszych czasów, to oni położyli podwaliny pod te wszystkie geszefty i przemianę własności jure caduco, we własność prawdziwą i niepodważalną. Właściciele III RP nie dadzą skrzywdzić jej ojców-założycieli. Im też, niczym krasnoarmiejcom z pomnika należy się cześć i chwała na wieki. Kilka tygodni temu z najwyższymi honorami państwowymi pochowano, ważnego członka junty – Floriana Siwickiego. Wyobrażam sobie jaki festiwal sławy urządzą w przyszłości Jaruzelskiemu.
Skoro „śpiące zakapiory” miały by zostać zastąpione przez pomnik Danuty Siedzikówny – „Inki”, bestialsko męczonej i zamordowanej przez ub-owców młodziutkiej sanitariuszki, przypomnijmy, że popiersie tej dziewczyny zostało niedawno zniszczone w Krakowie. Spośród wszystkich pomników i pomniczków zdobiących naszą ziemię, akurat ten komuś przeszkadzał najbardziej. Taki czysty symbol walki o niepodległość. Musimy spojrzeć prawdzie prosto w oczy, są wśród nas osoby, którym bardziej podoba się postać mordercy Ireneusza Kościuka niż poety Przemyka, a postawę sędziego mjr. Adama Gajewskiego i mordercy, ppor. Franciszka Sawickiego cenią sobie bardziej od niezłomnego bohaterstwa „Inki”. Co więcej, osoby te nie muszą mieć wcale po 100 lat i rosyjskich korzeni. Środowisko „Antify” np. regularnie wypisuje na murach hasła skierowane przeciwko – jak ich nazywają – „żołnierzom przeklętym”, czyli tym, którzy zasiedlali ubeckie katownie, a teraz, w większości spoczywają na różnych znanych i nieznanych „łączkach” i w dołach z wapnem. Dla „Antify, to są waśnie groźni wrogowie ideologiczni. Tak umiejscowiona historycznie idiosynkrazja, gdyby jej przedmiot ze swej natury nie należał do poważnych, mogłaby wyglądać groteskowo, zaznaczam więc że tego sobie nie wymyśliłem, a ludzie ci chwalą się wręcz swoimi akcjami na stronie internetowej i publikują zdjęcia efektów swej pracy. Każdy może te napisy zobaczyć, proponuję tylko, nie po posiłku, bo się może wrócić. Skoro oni takie rzeczy piszą w roku 2013, bezczeszcząc pamięć żołnierzy z pokolenia swoich dziadków i pradziadków, to ta nasza niepodległość musi być jednak ideą strasznie niebezpieczną.
Ps. Śledztwo w sprawie zniszczenia pomnika „Inki” w pośpiechu umorzono. Ciekawe czy ktokolwiek ze środowiska „Antify” został choćby przesłuchany?


Komentarze
Pokaż komentarze (7)