Tak oto nad Wisłą zapanowała moda na Putina. Zgodnie z najnowszą doktryną strategiczną donaldystów – wiecznych klakierów i wielbicieli politycznego establishmentu spod znaku Donalda „Uprzejmego inaczej” Tuska – każdy, kto ośmieli się zagłosować na „pisiora”, czyli w istocie na kogokolwiek spoza genialnej KO-Alicji chłopców od kart do głosowania i dziewczynek od medialnych przecieków, automatycznie zostaje agentem Putina. Wstajesz rano, głosujesz na kogoś innego niż Koalicja Obywatelska? Bam! Z automatu cię wciągają w rejestr GRU.
Gdyby tylko Lenin wiedział, że wystarczy ulotka Platformy i komentarz u Moniki Olejnik, żeby rozbroić całą polską opozycję etykietką „rosyjskiego agenta”, to zamiast wysyłać czekistów, zleciłby druk broszurek na Czerskiej.
Bo w tej opowieści, którą nam tu serwują donaldyści w telewizyjnych okienkach i na portalikach udających media, Putin jest już nie tylko w Smoleńsku czy Donbasie, ale też w twojej lodówce, w sypialni i w urnie wyborczej. Siedzi tam, mruga okiem, oblizuje się jak kot na wieść o kolejnym polskim wyborze „nie po ich myśli” i czeka tylko na dzień wyborów, żeby z hukiem wkroczyć na Lubelszczyznę. Straszenie nim stało się tak groteskowe, że nawet dzieci na TikToku się już z tego nabijają memami.
Jak to się mówiło kiedyś w wojsku? „Nie straszcie nas Rosją, my tu Rosję mamy na co dzień – w polskiej biurokracji”. Zamiast robić z Putina straszydło, może warto wreszcie zapytać wprost zainteresowanego? Bo przecież zamiast brać na poważnie wiecznie przestraszone miny ekspertów Platformy z teczkami pełnymi „wiedzy tajemnej” od nie wiadomo kogo, lepiej zadzwonić do ludzi z Kremla i zapytać Władimira Władimirowicza: „Kiedy nas zamierzasz napaść? Bo chcielibyśmy wiedzieć, żeby w grafiku uwzględnić i wziąć urlop.”
A skoro już idziemy w tej konwencji, to i lista „ruskich agentów” powinna być przygotowana przez najbardziej zainteresowanych: niech Rosjanie siądą sobie w towarzystwie Amerykanów, Chińczyków, Niemców, Francuzów, Anglików i Izraela – może nawet w Brukseli przy winku – i ustalą po koleżeńsku, kto w Polsce komu służy. Będzie przynajmniej wiadomo, z której ambasady kto na kogo donosi, a nie że co wybory nowe rewelacje, nowe „taśmy prawdy” i nowe kabotyńskie konferencje.
Donaldyści chcą dziś, żebyśmy uwierzyli, że ich własne słabości, ich własne rządy nieporadności i kabaretowość koalicji da się przykryć bajką o złym Putinie, co tylko czeka za Bugiem, żeby napaść nas w nocy albo tuż nad ranem jak jakiś Niemiec. A my mamy się bać, patrzeć na opozycję jak na „V kolumnę” i kreślić X pokornie na karcie wyborczej tam, gdzie trzeba.
Więc może w końcu przestańmy się bać Putina bardziej niż głupoty własnych elit. Bo to już nawet nie jest strach – to jest hucpa w stylu trzeciorzędnej propagandy. I to już nawet nie śmieszy. To tylko żenuje.
Jak mawiał mój dziadek: „Wisła się paliła, słomą ją gasili, a spalone szczupaki do lasu uciekały”. Czy nasz Donald znowu wygoni nas do lasu i będziemy śpiewać zakazane piosenki?
A więc oddech, Polacy, i głowy do góry. Putin nie siedzi w waszej urnie wyborczej ani w lodówce. On ma braki kadrowe, co pokazują obrazki z fabryk jego Shahedów, gdzie pracują nawet 12 letnie dzieci. Zatem, nie mamy się kogo bać. W naszych urnach wyborczych możemy tylko złożyć swoje tchórzostwo i nadzieję na lepsze jutro. Wybór należy do was.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)