Blog
Magia obłoków (Magellana)
unukalhai
unukalhai unuk.al.hayah@gmail.com
48 obserwujących 132 notki 194157 odsłon
unukalhai, 31 grudnia 2014 r.

Porodówka zamiast polityki

                W poprzedniej notce zatytułowanej „Sztuczna szczęka” przedstawiłem wyimek z opowiadania emigracyjnego pisarza rosyjskiego Siergieja Dowłatowa. Opowiadanie nosi tytuł „Jubileuszowy chłopiec”  i traktuje o pewnym epizodzie, który zdarzył się pisarzowi  w trakcie wykonywania przez niego zawodu dziennikarza w  jednym z dzienników wydawanych w Tallinie (wówczas Estońska Socjalistyczna Republika Radziecka) w pierwszej połowie lat 70-tych ub. stulecia.

                 Jako że czas końca roku jest bardziej stosowny dla lżejszego repertuaru blogowego, zatem przedstawiam zasadnicze fragmenty ww.  opowiadania, oczywiście z pominięciem wspomnianego już wyimka.  Natomiast kontynuacja notek z cyklu o Piłacie, Kajfaszu, Herodzie Antypasie i Jezusie Nazarejczyku  nastąpi  po Nowym Roku.

W nawiasach (…) zaznaczyłem kwestie,  które  pominąłem z wersji  istniejącej w wydaniu książkowym. Nieistotne dla zasadniczej fabuły. Ponadto dodałem kilka przypisów wyszperanych  własnym sumptem.

„(…)

                Było tak.
 Naczelny Turonek wezwał mnie i powiedział: - mam konstruktywną myśl. Może z tego być efektowny reportaż. Omówimy teraz szczegóły. Tylko bez impertynencji.

- Jakich impertynencji? To przecież i tak nic nie da.
- Właściwie to już jesteście impertynenccy – spochmurniał Turonek.
- Jesteście nieustannie impertynenccy, Dowłatow. Wygadujecie impertynencje nawet na walnych zebraniach. Nie jesteście impertynenccy tylko wtedy, kiedy was długo nie ma… Myślicie, że jestem zwykłym przeciętniakiem? Że czytam tylko gazety? Wpadnijcie do mnie. Zobaczycie, jaką mam bibliotekę. Przedrewolucyjne wydania też się tam znajdą…
-Po co mnie pan wezwał? – spytałem.
Turonek nie odpowiedział. Wyprostował się gwałtownie, jak gdyby zmieniał liryczny punkt widzenia na rzeczowy. I powiedział pewnie i dobitnie:
- Za tydzień przypada rocznica wyzwolenia Tallina. Dzień ten będzie uroczyście obchodzony. Między innymi w prasie. W różnych aspektach – gospodarczym, kulturalnym, obyczajowym. Materiały przygotowują wszystkie działy redakcyjne. Jest zadanie także dla was. A mianowicie, wedle danych biura statystycznego, w mieście jest około czterystu tysięcy mieszkańców. Liczba ta jest w pewnym sensie umowna. Jako że umowne są także same granice miasta.
A więc odbyliśmy naradę i podjęliśmy następującą decyzję. Czterystutysięczny mieszkaniec Tallina powinien się urodzić w przeddzień jubileuszu.
- Nie bardzo rozumiem…
- Pójdziecie na porodówkę. Zaczekacie na pierwszego nowonarodzonego. Zapiszecie dane. Przeprowadzicie wywiad ze szczęśliwymi rodzicami. I z lekarzem, który odbierał poród.
Oczywiście zrobicie zdjęcia. Reportaż pójdzie do numeru jubileuszowego. Honorarium – wiem, że nie jest to wam obojętne – podwójne.
- Od tego trzeba było zacząć.
- Merkantylizm to jedna z waszych nieprzyjemnych cech – powiedział Turonek.
- Długi – odparłem. – Alimenty.
-Dużo pijecie.
- Zdarza się.
-Do rzeczy. Ogólny wydźwięk ma być następujący: urodził się szczęśliwy człowiek. Powiedziałbym nawet:  człowiek skazany na szczęście!
To głupie określenie tak się spodobało naczelnemu, że wykrzyknął dwa razy:
-Człowiek skazany na szczęście! Myślę, ze to niezłe. Może wykorzystać to na nagłówek? Człowiek skazany na szczęście!...

- Potem się zobaczy – powiedziałem.
- I pamiętajcie – Turonek wstał, kończąc rozmowę – niemowlę musi być publikowalne.
- To znaczy?
- To znaczy pełnowartościowe. Nic wstydliwego, ponurego. Żadnych cesarskich cięć.
Żadnych samotnych matek. Zdrowy, pełnowartościowy społecznie chłopiec.
- Koniecznie chłopiec?
- Tak, chłopiec jest bardziej symboliczny.
- Henryku Francewiczu, ale co się tyczy zdjęć… Proszę pamiętać, że noworodki są dosyć niefotogeniczne…
- Wybierzecie najlepszego. Bez pośpiechu, czasu jest sporo.
- Trzeba by czekać ze cztery miesiące. Wcześniej raczej nie będzie podobny do człowieka.
A niektórym to i pięćdziesięciu lat za mało. Zdarzają się takie smutne przypadki…
- Dosyć tej demagogii – rozzłościł się Turonek.  - Otrzymaliście zadanie. Materiał ma być gotowy na środę. Jesteście profesjonalistą. Więc po co tracimy czas?...
Rzeczywiście, pomyślałem, po co?

(…)

Wsiadłem do autobusu i pojechałem na ulicę Karola Marksa. (…). Przechodząc przez hall porodówki, spojrzałem przelotnie w lustro i odwróciłem się… Naprzeciw mnie szła kobieta w białym fartuchu.
- Osobom postronnym wstęp wzbroniony.
- A bezstronnym nie? – zapytałem.
Pielęgniarka osłupiała. Pokazałem jej legitymację prasową. Wszedłem na piętro. Na podeście paliły papierosy kobiety w za obszernych szlafrokach.
- Gdzie jest gabinet dyrektora?
- Wyżej, na wprost windy.
Na wprost windy – a więc człowiek skromny. Na wprost windy jest hałaśliwie, trzaskają drzwi…
Wszedłem. Estończyk około sześćdziesiątki gimnastykował się przed otwartym lufcikiem. Estończyków odróżniam natychmiast i to bezbłędnie. Nie ma w ich wyglądzie nic krzykliwego, ekscentrycznego. Nieodmiennie  krawat i kanty na spodniach. Smutna linia podbródka i spokojny wyraz oczu. A poza tym któryż Rosjanin będzie się w samotności gimnastykował?

Opublikowano: 31.12.2014 02:38.
Autor: unukalhai
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Na ogół bawię się z losem w chowanego

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • wittek 17, ty nieszczęśliwa ofiaro reform edukacyjnych, napisz skąd wiesz , że to są...
  • Ulryk Niemcy za każdego obywatela Polski, który zginął w II wojnie, podeślą nam jednego...
  • londoncity (18.08., 12:17) no i od Ukraińców (za Chmielnickiego), nie wspominając o...

Tematy w dziale