Blog
Magia obłoków (Magellana)
unukalhai
unukalhai unuk.al.hayah@gmail.com
48 obserwujących 132 notki 194157 odsłon
unukalhai, 27 czerwca 2015 r.

Wygrane ćwierć ćwiartki

Tekst z 1936 roku, a wcale aktualny.  Oczywiście nie mój, a Adolfa Nowaczyńskiego. 
Zamieszczam oryginalny tekst bez żadnych poprawek, przypisów, skrótów czy wyjaśnień.
 „Zmoderowałem” nieco jedynie tytuł, bo kto wie ten i tak wie, a kto zechce wiedzieć,  ten się dowie. A kto nie zechce, temu przecież wszystko jedno.

Fabuła niczym z Dnia Świstaka.

„W dziesiątym roku  panowania Cesarzowej Megalomalarji nad narodem płodnych,  urodzajnych, dostatnich,  szczęśliwych Analfabekonów, pewien niejaki Cezary Rudzik z Liszeniec uległ fatalnemu zderzeniu z rozpędzonem kołem Fortuny. Był to sobie człowiek także szary, ale w miarę, bo brunet, pyknik, trochę stary kawaler, ale więcej stary kawalarz, w każdym razie jeden z  krajowych tuziemców i z  większościowej mniejszości. Uzębienie posiadał wedle rysopisu  zdrowe, zato humor niesztuczny tylko wrodzony i rodowity chociaż, jak nadmieniono z Liszeniec nadwiślańskich  pochodzący i cały żywot w Liszeńcach i z Liszeńcami,  aczkolwiek o zdobyciu i pobyciu w  Warszawie marzący. No ale co to się z motyką porywać na  słońce, no i za wysokie progi na Liszeńców nogi. Cezary Rudzik z profesji i z powołania był sobie amanuensis. Znaczyłoby po polsku bibljotekarz względnie bibljotekarza pomocnik.

W Liszeńcach bowiem bibljoteka stara od wieków stała przez książąt Sieniawskich ze Zbaraża  ufundowana, dla uczonych i  publiczności otwarta i kilka razy na rok przez ciekawszych oraz  cudzoziemców odwiedzana. W bibljotece za czasów prastarych i doniedawna pracował liczny personel. Ale gdy nastało panowanie najjaśniejszej Megalomalarji a z niem ogólny  dobrobyt z dołu i z góry, wtedy cały personel wraz musiano wydalić a posady objęli członkowie zbiedniałego rodu; księżniczka Adelajda wydawała książki  gościom do czytelni, księżniczka Marja Anuncjata zajmowała się introligatorstwem, a książę — Eugenjusz Eustachy został odźwienym na dole przy bramie i w tym charakterze wpuszczał gości lub nie wpuszczał według swego widzimisię, czyli jak  popadło.

Spoza familji tedy  funkcjonował w Bibljotece zbaraskiej tylko jeden cywil Cezary  Rudzik jako fachowy mól  książkowy i szperacz, w wolnym  czasokresie rymem też się  parający, okolicznościowe wiersze i kolendy na imieniny, urodziny, chrzciny, srebrne wesela, złote plomby, jubileusze, pogrzeby, rozwody, zaręczyny, toasty,  pisując, często udałe ale często chowskie także. Za swoją pracę bibljofilską pobory pobierał z roku na rok, z miesiąca na  miesiąc skromniejsze aż już i  doszło do pobierania niedoborów i dosłownej nędzy wstydzącej się żebrać. Długów miał conieco na wszystkie boki i strony. Tu i ówdzie niepozapłacane  rachunki i nieuiszczone kwoty, a to za konsumcję przygodną, a to za estetykę wnętrza czyli umeblowanie, a to za białe  kruki w bibljotece podręcznej, a to za czerwone wino oraz złotą renetę nie tylo swojską ile obcą. W banczkach, w bratniakach i spółkach powierniczych i po kantorach i po kantorkach i u starozagonników też się tam  wisiało ale bardzo, bardzo oddawna, tak że poczciwe instytucje finansowe, tak prywatne jak  publiczne, straciwszy kolejno  resztki cierpliwości i nadziei poprostu i pozapominały i  wykreśliły z regestru.I był spokój i  cisza na tle ogółowego pogłębienia położenia, zrównania w dół,  stabilizacji demotoryzacyjnej i wogóle sytuacji bez wyjścia dla wszystkich i dla nikogo.

Do  pana Rudzika już nie  przychodziły z wizytami wezwaniami i  nakazami ani te rewizory ani sekwestratory ani regestratory ani woźniowie z banków ani wogóle żaden duch Banka  (Handlowo - Przemysłowego) nie  zjawiał się w apartamentach  zastępcy generalnego  bibliotekarza w Muzeum książąt Sieniawskich w Liszeńcach. Ale Kryzys sobie tyła tak w środku  mocarstwa jak i na peryferiach, więc z nią i frekwencja w bibliotece wzrastała olbrzymio,  szczególnie w zimie z powodu  kaloryferów nagrzanych i względnie jasnego oświecenia ubikacyj. Cezary Rudzik miał tedy coraz więcej klienteli łakomej wiedzy do obsłużenia, przy dochodach znikomych a rozchodach  rosnących.

Aż mu się to wreszcie  zaczęło wszystko przykrzyć i do pewnego stopnia go  denerwować. Wtedy to po raz pierwszy ten z wykształcenia humanista i klasyk usłyszał o Loterji  Klasowej i Państwowo - Twórczej równocześnie. Coraz to gdzieś jakoś ktoś coś wygrywał z  nieznajomych, a to miljon okrągły, a to okrągłe 25 tysięcy, a to wreszcie 20 tysięcy i to samych złotych bez drobnej monety obiegowej i bez żadnej fatygi, ot tak sobie z powietrza.  Poszedł taki, kupił, wrócił do  domu, czekał cierpliwie, poczem następowało jakieś ciągnienie i to dodatkowe i cywil nieznany wygrywał, albo telegrafista,  albo fortancerka, albo astronom, albo rybak z Jastrzębiej Góry, względnie juhas z Morskiego Oka, kilka razy nawet ktoś ze znajomych zecerów, czy  cenzorów...

Opublikowano: 27.06.2015 12:46.
Autor: unukalhai
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Na ogół bawię się z losem w chowanego

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • wittek 17, ty nieszczęśliwa ofiaro reform edukacyjnych, napisz skąd wiesz , że to są...
  • Ulryk Niemcy za każdego obywatela Polski, który zginął w II wojnie, podeślą nam jednego...
  • londoncity (18.08., 12:17) no i od Ukraińców (za Chmielnickiego), nie wspominając o...

Tematy w dziale