Blog
Magia obłoków (Magellana)
unukalhai
unukalhai unuk.al.hayah@gmail.com
48 obserwujących 132 notki 194157 odsłon
unukalhai, 1 lipca 2015 r.

Na śmierć Romka Strzałkowskiego z Poznania

„ (…)
Za węgłem przecznicy przygotowywano się do nowego szturmu. Romek tymczasem przechadzał się po chodniku z drzewcem sztandaru na ramieniu. Ochłonął już z pierwszego lęku i nawet nie wzdragał się na odgłos pojedynczych strzałów, oddawanych zapewne na postrach.
(…).
Zza rogu dobiegały doń odgłosy przygotowań do szturmu, a do głowy cisnęły się niespokojne myśli. Wiedział, że gdy tylko tamci wyjdą wielką gromadą, to on nie pozwoli się wyprzedzić; poprowadzi ich. Wiedział też, że gdy z tamtych okien bluźnie ogień maszynowej broni i znów poleje się krew, a co mniej odważni zaczną się cofać, to wtedy on … Bo kto nie pójdzie za nim, takim chłopcem, wznoszącym skrwawione płótno?! Obrócił się plecami do najeżonej lufami warowni, wzniósł sztandar, pochylając go w stronę tych, co mieli za chwilę wylać się ławą, i zakołował nim nad głową. A tłum jakby go zrozumiał. Wyległ nagle zza węgłów, zza załomów, z bram i ruszył. Lecz już nie tak bezbronny: toczył przed sobą zapalone beczki ze smołą. Kryjąc się za ich dymną zasłoną, wznosił groźne okrzyki, zdesperowany parł przed siebie.

Romek przepuścił płonące beczki, a gdy ludzka nawała poczęła go ogarniać i wysunął się na jej czoło, poczuł zapach benzyny. Ci za nim nieśli napełnione nią butelki. To prawdziwe powstanie! – przemknęło mu przez myśl (…). Przypadek postawił go w jego pierwszych szeregach i rozpierała go duma. Nie chcąc stracić nic z niezwykłej okazji szedł śmiało przed siebie. W smolnym dymie, pod racami knotów płonących w szklanych szyjkach napełnionych benzyną butelek, wśród świszczących już z obu stron kul, wśród bitewnego zgiełku i bojowych przekleństw prowadził ten szturm, wysoko unosząc sztandar.

(…)

Płonące beczki zderzyły się właśnie z żelazną barierą opasującą znienawidzony gmach, a jednocześnie  kilka butelek z benzyną ciśniętych z czoła szpaleru sięgnęło celu.  W oknach bezpieki buchnęły tu i ówdzie jasne płomienie, wśród szturmujących rozległy się okrzyki entuzjazmu, lecz wkrótce ogień zgasł, a z okien drugiego piętra zionęło ogniem karabinowych salw. Zewsząd odezwały się jęki, wołania o pomoc i rzężenia konających. Wkrótce na placu boju pozostały jedynie żelazne beczki buchające czarnym kopciem smoły i kałuże krwi zmieszane z benzyną z rozbitych butelek. Romek (…), patrząc, jak ściągają za róg zabitych i rannych, z zarzuconym na ramię sztandarem przechadzał się naprzeciw gmachu bezpieki. Był pewny, że nastąpi kolejny szturm, i czekał, by go poprowadzić.

***

- Dokąd jedziesz, stalinowski pachołku? – zapytała dziewczyna siedzącego na czołgu polskiego oficera. Nie czuł się pachołkiem Stalina, więc zamiast obrazić się, pokazał w uśmiechu zęby. Lecz kiedy towarzyszący dziewczynie studenci zaczęli wskakiwać na pancerz, oddał kilka strzałów na postrach. Oni jednak się nie ulękli. Wyciągnęli ukryte worki z cementem i zasypali nim otwory wzierników. Trzeba było albo naprawdę strzelać, albo się poddać. Oficer wybrał to drugie. Czołg stanął (…) i reszta jego załogi poczęła wychodzić włazem. Oblegający tłum skandował:
- Wojsko z nami! Wojsko z nami!

I chyba nie mogło być inaczej. Robotnicy, wojsko …, i ja razem z nimi, myślał Romek i radował się w głębi duszy, widząc z jaką łatwością żołnierze przekazują demonstrantom swój bojowy wóz. Zanim podbiegł bliżej, stalowa skorupa drgnęła i ruszyła, tańcząc na gąsiennicach. Prowadzona niewprawną ręką nowej załogi posuwała się jednak z wolna w stronę ubeckiej warowni. Za nią, za osłoną jej pancerza, kryli się ci z butelkami. Romek szedł obok z rozwiniętym sztandarem.

(…)

Ale czołg zatrzymał się nagle. Oddał jedną, potem drugą serię z karabinu maszynowego i stał jak wrak. Nie otworzył ognia z działa. Naprowadził je na jedno z okien bezpieki i cisza. Wycelowane milczało, jakby je kto zaszpuntował.

- Nie ma czym strzelać! – rozległy się zawiedzione głosy. – Nie wierzyli wojsku i nie dali amunicji! – To i co?! Może wjechać w bramę, jak w pole kapusty! – wołał ktoś inny.  – No ruszaj, trzaśnij w te drzwi!

Czołg jednak ani drgnął i Romkowi przebiegło przez myśl, że nie tylko oni mają butelki z benzyną. Kryjącym się tam w oknach także pewnie jej nie brakuje, a mógłby zakląć się na wszystko, że mają też i granaty. (…) Karabinowa palba nie ustawała. (…). Dym z płonącej smoły, nagnany wiatrem, przysłaniał mu wszystko (…),  snuł się po jezdni, gryzł w gardło i szczypał w oczy. Otarł więc rękawem łzy i zakręcił nad głową sztandarem. Lecz nikt z tłumu nie spoglądał już w jego stronę. Wszyscy byli zajęci wprowadzonym do walki czołgiem. Czekali w napięciu, co zrobi, utoruje im drogę do znienawidzonej twierdzy, czy też nie. Mały chorąży poczuł się nagle opuszczony. (…), przez smolny dym popatrzył raz jeszcze w tamte okna. Przyglądano mu się z nich uważnie. Uważniej niż stąd, skąd oczekiwałby uznania. Wtem podeszło do niego jakichś dwóch mężczyzn, jeden chwycił go za barki, a drugi wyrwał mu z rąk drzewce sztandaru.

Opublikowano: 01.07.2015 12:21.
Autor: unukalhai
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Na ogół bawię się z losem w chowanego

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • wittek 17, ty nieszczęśliwa ofiaro reform edukacyjnych, napisz skąd wiesz , że to są...
  • Ulryk Niemcy za każdego obywatela Polski, który zginął w II wojnie, podeślą nam jednego...
  • londoncity (18.08., 12:17) no i od Ukraińców (za Chmielnickiego), nie wspominając o...

Tematy w dziale