Blog
Magia obłoków (Magellana)
unukalhai
unukalhai unuk.al.hayah@gmail.com
48 obserwujących 132 notki 194157 odsłon
unukalhai, 27 grudnia 2016 r.

O spotkaniu inteligenta z awanturnikiem w cyklistówce

585 3 0 A A A

Tekst ten stanowi co prawda rodzaj kanibalizmu, gdyż stanowi  fragment notki już zamieszczonej na tym blogu  (http://dawidowicz.salon24.pl/416082,co-nieco-o-znanych-postaciach-ii-rp.), ale ciekawostka w nim opisana pozostała praktycznie  niezauważona. A moim zdaniem warta jest przypomnienia. Oraz zapamiętania.

A zatem.

          Ale literat musi mieć talent: jak go nie ma, to nic tego niezbędnego elementu nie zastąpi. „Ikac" [Ilustrowany Kurier Codzienny] wiąże mi się najbardziej z Konstantym Srokowskim. Był on już za życia zapomniany; nikogo prawie nie widywał, siedział całymi dniami u siebie, w gabinecie po sufit wypełnionym książ­kami. Byt to człowiek niezwykle oczytany, szalenie wykształcony, który olśniewał mnie erudycją oraz znakomitą znajomością łaci­ny i greki i całej antycznej literatury i sztuki. Pisał zawsze anoni­mowo, więc wydanie jego pism jest niemożliwe. Wyglądał na So­kratesa ze swoją długą, siwą, starannie uczesaną brodą i ironicz­nym uśmiechem, błąkającym się na wargach. Odczuwał dla „Ikaca" największą pogardę: nigdy w redakcji się nie zjawiał, tylko ja­kiś goniec przychodzi! do niego po artykuł, zabierał go i raz na miesiąc przynosił mu czek. Srokowski pisał artykuły filozoficzne, polityczne, naprawdę intelektualne, ale nigdy ideologicznie o po­lityce nie pisał, zwłaszcza o polityce bieżącej, polskiej, personal­nej; w rozmowach oceniał politykę polską jako nierealną, wyśmie­wał się zarówno z planów międzymorza, przedmurza, jak i z pla­nów federacyjnych; co do Piłsudskiego, to mówił mi po jego śmierci, a w parę miesięcy przed swoją własną, nagłą śmiercią na serce, w Truskawcu: „Bez Piłsudskiego pisanie mnie jeszcze bar­dziej nudzi. Piłsudski pozostawił jakąś pustkę, a dzisiaj po nim nie ma w Polsce nic i nikogo". Prawie dosłownie to samo usłyszałem z ust Nowaczyńskiego. Piłsudski miał jakiś talent hipnotyczny, któremu wszyscy ludzie jego pokolenia ulegali, nawet gdy go kry­tykowali lub nie mieli do niego przekonania. Głównym okresem aktywności Srokowskiego był okres wojny 1914 roku, kiedy byt generalnym sekretarzem NKN [przypis], głównego przedstawiciela orientacji austrofilskiej i popierającego Legiony i Piłsudskiego, choć osobiście zarówno konserwatyści, jak i demokraci Srokowskiego woleli Sikorskiego od Piłsudskiego, ale byli na tyle wyrobieni, że zdawali sobie sprawę z różnicy kalibru obu tych ludzi. Wszelako inny wypadek ze wspomnień Srokowskiego zainteresował mnie o wiele bardziej niż to, co mówił o Piłsudskim.

„Panie prezesie - powiedziałem mu kiedyś (każdy Polak jest panem prezesem!) - dlaczego pan nie chce za nic powrócić do czynnej polityki?" „Jaką mam trybunę?” - żachnął się Srokowski. – „Dla kogo piszę? Po co? By naczelnik poczty w Trembowli miał temat do pogaduszki z panem aptekarzem przy kufelku piwa? Co to za czytelnicy? A poza tym, nie poznałem się na Leninie, które­go los był przez chwilę w moich rękach". Jakim cudem, jak to było możliwe? - zapytałem cały podniecony – Niech mi pan to opowie! -  I Srokowski mi opowiedział.

Więc było to tak... - zaczął, mrużąc omal figlarnie oczy i marszcząc brwi na jowiszowej twarzy - ...w Krakowie prawie nikt nie znał rosyjskiego. Byłem jednym z tych arcyrzadkich wyjątków. Emigranci rosyjscy odwiedzali mnie więc, gdy mieli jakieś trudno­ści, bo mogli się ze mną dogadać, a policja, czysto polska, choć nominalnie austriacka, choć bardzo praworządna i liberalna, z reguły nie miała do emigrantów rosyjskich, obojętne jakiej maści i tendencji, żadnego zaufania. Byłem przy tym posłem do parla­mentu wiedeńskiego i miałem tytuł Hofrata,czyli radcy dworu: to było mniej niż tajny radca, który dawał prawo do „ekscelencji", ale zawsze coś. Więc któregoś dnia, w 1913 roku, zjawił się u mnie rosyjski emigrant (Srokowski wymienił jego nazwisko, ale dzisiaj tego nazwiska nie pamiętam) i cały w ukłonach, lansadach, kurbetkach, powiedział: „Panie radco dworu, przybył tutaj do Krako­wa, a potem zamieszkał w Poroninie, koło Zakopanego, mój sta­ry znajomy, emigrant rosyjski, Lenin. Starszy już, schorowany, ubogi człowiek. Cichy, spokojny, skromny, do rany przyłożyć. Mól książkowy, cały dzień tylko czyta albo pisze. O, wyłącznie dzieła naukowe, filozoficzne, o filozofie niemieckim Marksie, któ­ry umarł 30 lat temu. I niech pan Hofrat raczy sobie wyobrazić, że teraz nagle policja chce go wysiedlić; wyobraziła sobie, że ten sta­ry bzik, trochę wariatuńcio, ale zacny, poczciwy, jest groźnym re­wolucjonistą! Dokąd ten biedak, który nie ma grosza przy duszy, który poza starą żoną, też niedołężną, nie ma żadnej rodziny, żadnych znajomych czy przyjaciół, dokąd ma się udać? A w Po­roninie znalazł jakichś dobrych ludzi, którzy go przygarnęli, i u których darmo mieszka. Panie radco dworu, panie Hofracie,niech się pan zlituje nad tym nieszczęsnym Leninem. Wpływy pana są potężne, policja się z panem liczy: jestem przekonany, że jedno słówko od pana radcy dworu do szefa policji w Krakowie uratuje mego znajomego, będzie on panu dozgonnie wdzięczny i wobec pana zobowiązany. Litości, panie radco dworu, jedno tyl­ko słówko od pana, i Lenin z żoną ocaleją od śmierci głodowej..."

Opublikowano: 27.12.2016 20:34.
Autor: unukalhai
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Na ogół bawię się z losem w chowanego

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • wittek 17, ty nieszczęśliwa ofiaro reform edukacyjnych, napisz skąd wiesz , że to są...
  • Ulryk Niemcy za każdego obywatela Polski, który zginął w II wojnie, podeślą nam jednego...
  • londoncity (18.08., 12:17) no i od Ukraińców (za Chmielnickiego), nie wspominając o...

Tematy w dziale Kultura