Postaram się odpowiedzieć na dramatyczne pytanie red. Terlikowskiego. Zacznę od przypomnienia, jak wyglądała polityczna jesień:
W połowie września „Rzeczpospolita” ujawniła stenogramy z nagrań CBA w sprawie afery hazardowej. Donek, który o sprawie wiedział od miesiąca, zareagował na publikację w sposób piarowsko mistrzowski:
- zdymisjonował Zbycha i Mira po tym, jak nie udało się im obronić na konferencjach prasowych;
- odwołał Kamińskiego, który najwięcej wiedział o sprawie;
- obiecał dogłębne wyjaśnienie sprawy przez komisję śledczą;
- ogłosił wojnę z PiS i wysłał na nią do sejmu żołnierzy, w tym miedzy innymi Grześka;
- wykonał ucieczkę do przodu przygotowując i błyskawicznie uchwalając ustawę hazardową.
Jednocześnie PO i sprzyjający jej dziennikarze rozpowszechniali narrację, że w sumie nic takiego się nie stało. Może Zbych i Miro zachowali się nieetyczne oraz nieestetycznie, ale przecież nie było przestępstwa. Z tym hazardem to już tak jest, bo przecież wszystkie rządy tak miały. A w ogóle to była polityczna akcja PiS-u z pułapką zastawioną przez CBA na Donka. W elektoracie PO, który we wrześniu zamarł na chwilę z przerażenia, narracja ta została przyjęta z dużą ulgą.
Bomba została w ten sposób w dużej części rozbrojona. Pozostało tylko kontrolowane „wyjaśnienie” afery przez komisję śledczą działającą pod czujnym nadzorem Grześka, który, jak teraz sądzę, przede wszystkim w tym celu został wysłany do sejmu.
Pomysł był następujący: komisja kontrolowana przez większość z PO w równym stopniu skupi się na zabiegach wokół afery hazardowej kolejnych ekip rządzących począwszy od 2003 r. W ten sposób uda rozmyć się odpowiedzialność PO. W razie potrzeby poświęci się Zbycha i Mira, a może nawet Rosoła, Kapicę i Szejnfelda, ale nie powinno być to dla PO zbyt kosztowne. Przy tym wszystkim podkreślane przecież będzie, że Donek wyciął wrzody gorącym żelazem. Wersja ta nie trzyma się wprawdzie kupy (Donek spóźnił się ze swoją reakcją o miesiąc), ale elektorat PO zwykle nie zwraca uwagi na takie subtelności. Często rozmawiam z wyborcami PO i wierzcie mi, że większość z nich wszystkie wątpliwości rozstrzyga na korzyść swoich ulubieńców. Nawet, jeżeli nie jest to logiczne. Po prostu nie przyjmują do wiadomości faktów, które nie są zgodne z ich wyobrażeniami.
I wszystko przebiegłoby według założonego planu, ale niespodziewanie zawiódł koalicjant. Otóż PSL poparł jedną z poprawek opozycji do uchwały powołującej komisję śledczą. W konsekwencji „do zakresu działania Komisji należy również ocena przestrzegania przepisów ustawy z dnia 22 stycznia 1999 r. o ochronie informacji niejawnych (Dz. U. z 2005 r. Nr 196, poz. 1631, z późn. zm.) w trakcie prac nad ustawą.” Oznacza to, że na skutek interwencji PSL komisja ma zająć się między innymi sprawą przecieku z kancelarii premiera*.
Obecnie PO wyraźnie zmierza do sparaliżowania prac komisji, nawet za cenę spadku notowań i strat wizerunkowych. Nie przekonuje mnie hipoteza red. Terlikowskiego, że powodem jest zamiar ukrycia skali i zasięgu powiązań PO z biznesem i ustaw pisanych na zamówienie. Komisja przecież nie musiała powstać i, gdyby PO miała takie obawy, na pewno by nie powstała. Elektorat Platformy bez problemu kupiłby wyjaśnienie, że komisja byłaby tylko kolejną pisowską rozróbą. A przy tym z prac komisji śledczych nigdy nic wyjaśniły i lepiej, żeby sprawą zajęła się bezstronna prokuratura. Dlatego myślę, że obecne nerwowe działania PO wynikają z niespodziewanego wmieszania się w PSL w pięknie opracowany scenariusz piarowskiego rozbrojenia afery hazardowej. Wszystko wskazuje bowiem na to, że sprawa przecieku z kancelarii premiera jest dla PO, rządu lub osobiście Donka wyjątkowo niebezpieczna.
I jedyne, co pozostaje w tej sytuacji do wyjaśnienia, to powód, dla którego PSL zdecydowała się wbić koalicjantowi nóż w plecy. Mam tu kilka hipotez, ale żeby wiarygodnie odpowiedzieć na to pytanie trzeba jeszcze chwilę poobserwować obecne wydarzenia.
***
* Przeciek - hipotetyczny przebieg zdarzeń ustalony na podstawie publicznie dostępnych dokumentów:
12 sierpnia 2009 r. szef CBA wysłał do premiera materiał analityczny dotyczący afery hazardowej. Materiał opatrzony był klauzulą „tajne” i zawierał wyraźną sugestię, że ujawnienie jego treści osobom trzecim może utrudnić operację CBA i pociągnięcie winnych do odpowiedzialności karnej. Jako urzędnicy, którzy mogą być uwikłane w sprawę, wymienieni są: Drzewiecki, Chlebowski, Rosół, Szejnfeld, Schetyna, Kapica.
14 sierpnia 2009 r. odbywa się w tej sprawie spotkanie premiera, szefa CBA i min. Cichockiego.
19 sierpnia 2009 r. odbywa się spotkanie premiera z min. Drzewieckim i z min. Schetyną. Dotychczas nie opublikowano notatki z tego spotkania. W kalendarium opublikowanym przez min. Cichockiego pominięto udział w spotkaniu min. Schetyny.
24 sierpnia 2009 r. wieczorem córka Sobiesiaka spotyka się z p. Rosołem – podwładnym min. Drzewieckiego, który pilotuje jej starania o posadę w zarządzie Totalizatora Sportowego.
25 sierpnia 2009 r. rano córka Sobiesiaka spotyka się ojcem. Chwilę później Sobiesiak dzwoni do Sławomira Sykuckiego, żeby poinformować go, że córka Sobiesiaka nie będzie starać się o posadę w zarządzie TS. Informuje go również, że za chwilę zadzwoni z innego telefonu. W późniejszej rozmowie z adw. Bedryjem stwierdza, że „Magda wycofała się z projektu po wczorajszym spotkaniu”


Komentarze
Pokaż komentarze (2)