Po tym, jak fakt przecieku od p. Rosoła do p. Sobiesiakówny w lokalu „Pędzący królik” zyskał niespodziewane potwierdzenie w zeznaniach p. Sobiesiaka ujawnionych przez „Rzeczpospolitą”, otwarte pozostaje pytanie, skąd Rosół czerpał swoją wiedzę?
Jedną z prób odpowiedzi na to pytanie jest teoria „aksamitnego przecieku” lansowana przez p. Arłukowicza. Spekuluje on, że nagłe zainteresowanie Tuska ustawą hazardową okazane na spotkaniach z pp. Drzewieckim, Chlebowskim i Schetyną na tyle ich zaniepokoiły, że zatrzymali oni starania Sobiesiaka związane z ustawą hazardową. Teoria ta jednak mnie nie przekonuje. Zachowania Sobiesiaka po otrzymaniu informacji od córki świadczą o tym, że wiedział, iż podsłuchuje go CBA. Gdyby wiedział wyłącznie o nagłym zainteresowaniu premiera ustawą hazardową, nie przestałby używać telefonu komórkowego i nie opowiadałby znajomym, że słucha go KGB, czy inne CBA.
Istnieje również teoria „przecieku bocznego”. Sobiesiak miałby dowiedzieć się o działaniach CBA od znajomych w Prokuraturze Krajowej (o ich istnieniu dowiedzieliśmy się z zeznań Kamińskiego) lub innych bliżej niezidentyfikowanych osób. Ta teoria nie znajduje jednak potwierdzenia w żadnych znanych nam faktach. Nie wyjaśnia ona ponadto zbieżności w czasie pomiędzy przeciekiem a spotkaniem Kamińskiego z Tuskiem. Działania CBA trwały już przecież od ponad roku. Dlaczego więc źródła Sobiesiaka nie poinformowały go o tym wcześniej?
Teorię „boczną” i „aksamitną” można ze sobą łączyć. Po tym jak Sobiesiak dowiedział się od córki o zainteresowaniu premiera ustawą, mógł sprawdzić tę informację np. u znajomych w Prokuratorze Krajowej i dowiedzieć się, że podsłuchuje go CBA. Byłaby to nawet prawdopodobna wersja zdarzeń, tyle że Sobiesiak nie miał na to czasu. Córka spotkała się z nim rano, następnego dnia po wieczornym spotkaniu z Rosołem. Natychmiast po rozmowie z córką Sobiesiak zaczął zachowywać się, jak człowiek, który ma świadomość, że jest podsłuchiwany. Zakładam, że uzyskanie dodatkowych informacji w tak wrażliwej kwestii musiałoby zająć co najmniej kilka godzin nawet komuś tak ustosunkowanemu, jak Sobiesiak.
Najbardziej prawdopodobna pozostaje zatem nadal teoria, że po spotkaniu z Kamińskim Tusk poinformował Drzewickiego i Schetynę o zainteresowaniu CBA sprawą oraz nakazał im zminimalizować straty. Pamiętajmy, że Tusk stanął w obliczu kryzysu jego władzy. Sprawa dotyczyła członków dworu Tuska, najbardziej wpływowych polityków Platformy, którzy wiedzieli niejedno o kulisach tej partii, np. o jej finansach. Tolerowanie dalszych działań CBA przeciwko tym ludziom mogło doprowadzić nie tylko do fiaska prezydenckich aspiracji Tuska (co i tak się stało), ale również do pogrzebania Platformy Obywatelskiej. Prawdziwość tej wersji zdarzeń potwierdzają również natychmiast podjęte działania zmierzające do odwołania szefa CBA. Tylko umieszczenie na tym stanowisku zaufanego człowieka mogło zagwarantować ukręcenia łba sprawie.
Podsumujmy: spotkanie Tuska z Kamińskim, przeciek w „Pędzącym króliku”, zachowania Sobiesiaka i działania w celu odwołania Kamińskiego. Niezwykle małe jest prawdopodobieństwo, aby korelacja czasowa tych wszystkich wydarzeń była przypadkowa, jak twierdzi Tusk.
W świetle tych zdarzeń kluczowe znaczenie ma fakt, czy w trakcie spotkania 14 sierpnia 2009 r. Kamiński powiedział Tuskowi o próbach umieszczenia Sobiesiakówny w zarządzie Totalizatora Sportowego. Nie było o tym informacji w materiale dostarczonym premierowi przez szefa CBA, a jednak pierwszym skutkiem przecieku było wycofanie się córki Sobiesiaka z konkursu.
Kamiński zeznał przed komisją śledczą, iż poinformował o tym premiera: „Premier powiedział również (…), że jest zwolennikiem zwiększenia monopolu państwa na rynku hazardowym i zwiększenia roli Totalizatora Sportowego. W tym kontekście – jest to nowa informacja i dosyć istotna, jak sądzę, z punktu widzenia tego, co się dalej wydarzyło – powiedziałem premierowi, że nie mam dla niego dobrych informacji, jeżeli chodzi o Totalizator Sportowy, gdyż trwają intensywne zabiegi Mirosława Drzewieckiego i jego asystenta Marcina Rosoła, żeby do władz totalizatora wprowadzić córkę pana Sobiesiaka – Magdalenę. Premier był bardzo zaniepokojony tą sprawą. Poprosił mnie o przekazanie, przygotowanie w najbliższym czasie informacji na temat sytuacji w totalizatorze, również w kontekście właśnie wejścia do totalizatora, de facto przedstawiciela konkurencyjnej branży hazardowej.”
Tusk i Cichocki nie zaprzeczają twardo słowom Kamińskiego. Obaj twierdzą po prostu, że nic takiego nie zapamiętali. Istotę tej subtelnej różnicy dobrze oddaje dialog między Cichockim a Arłukowiczem:
„Arłukowicz: Czy padło nazwisko Magdalena Sobiesiak?
Cichocki: Wydaje mi się, że nie.
Arłukowicz: Nie jest pan pewny?
Cichocki: W związku z tym, że minęło pół roku to nie jestem w stanie panu stwierdzić… znaczy ze względu na przysięgę, którą złożyłem na początku, nie chciałbym sformułować tutaj kategorycznego stwierdzenia[podkreślenie Defetyka].
Arłukowicz: Ale nazwisko Ryszard Sobiesiak padło?
Cichocki: Tak.
Arłukowicz: Czy padło… czy była rozmowa na temat tego, że Ryszard Sobiesiak próbuje jakkolwiek załatwić komukolwiek miejsce pracy w Totalizatorze Sportowym?
Cichocki: Cały ten wątek Totalizatora Sportowego był poruszony marginalnie przez ministra Kamińskiego, wskazując, że tam też mogą być problemy, i czy tam była[podkreślenie Defetyka]… nie powiem, nie umiem powiedzieć precyzyjnie w tym momencie po pół roku, czy rzeczywiście dokładnie wtedy wspominał pan minister o tym, że kogoś tam próbuje ulokować Ryszard Sobiesiak.”
I jeszcze fragment zeznań Tuska: „Nie pamiętam, żeby taki wątek się pojawił na spotkaniu 14 sierpnia, ale niewykluczam, że jako absolutnie poboczny mógł zostać wspomniany.”
Z punktu widzenia świadka lepiej jest nie pamiętać niż kłamać. Brak pamięci nie naraża go na odpowiedzialność karną, z czego – jak widać – Cichocki świetnie zdawał sobie sprawę. Dziwi tyko, że obaj panowie tak dobrze pamiętają inne szczegóły tej rozmowy.
Od razu zgodzę się z ewentualnymi oponentami. To nie są procesowe dowody przecieku. Ja jednak nie jestem sądem i nie zamierzam nikogo skazywać. Po prostu usiłuję na własny użytek sklecić prawdopodobną wersję zdarzeń.


Komentarze
Pokaż komentarze (33)