Defetyk Defetyk
746
BLOG

Państwo prawne

Defetyk Defetyk Polityka Obserwuj notkę 24

Żyjemy w państwie prawnym co najmniej od 1997 r. Uchwalił to sejm i senat, przyklepał prezydent wszystkich Polaków, a my gremialnie zatwierdziliśmy w referendum. Państwo prawne, najogólniej i teoretycznie rzecz biorąc, to taki twór, w którym obowiązuje konstytucja i ustanawiane prawo musi być z nią zgodne. W państwie prawnym władze działają wyłącznie na podstawie prawa i w jego granicach, a obywatele mają wolności, które przez władze są przestrzegane.

Ale państwo prawne to również coś więcej. Te dwa słowa umieszczone w konstytucji są źródłem wielu zasad prawnych, które wprawdzie nie są w konstytucji wprost zapisane, ale prawni mędrcy uważają, że wynikają one wprost z tych słów. A ponieważ mędrcy ci zasiadają w Trybunale Konstytucyjnym, jedynym w Polsce organie władzy, którego decyzję nie mogą być w żaden sposób zweryfikowane, są w stanie przekuć swoje poglądy w prawo obowiązujące nas wszystkich.
 
Weźmy taką na przykład zasadę prawa karnego, że w przypadku zmiany prawa stosuje się ustawę względniejszą dla sprawcy. Oznacza to, że jeżeli ktoś dajmy na to popełni przestępstwo, które w chwili jego popełnienia było zagrożone wysoką karą, ale potem kodeks się zmienił i kara została zmniejszona, a ten nowy kodeks obowiązuje w chwili skazywania tego kogoś za to przestępstwo, to wymierza się mu tą niższą karę. W teorii to bardzo ładne i humanistyczne, ale w praktyce przynosi dość nieoczekiwane rezultaty.
 
Nie dalej jak wczoraj obejrzałem na przykład w TVN24 materiał o ludziach, którzy w PRL zostali skazani na karę śmierci, ale żyją nadal, bo od 1988 roku wyroki nie były w Polsce wykonywane. Jest takich osób kilkadziesiąt. Okazuje się oto, że po 1995 r. ludziom tym zamieniono wyroki na 25 lat pozbawienia wolności, bo to wtedy był najdłuższy wymiar kary (dożywocie wprowadzono dopiero w 1997 r.) i ci ludzie niedługo będą wychodzić na wolność. Materiał był zilustrowany przykładem jakiegoś nieprawdopodobnego zboczeńca, w swoim czasie seryjnie gwałcącego i zabijającego kilkunastoletnich chłopców. Wypowiadała się pani psycholog, która go dwa lata badała i jej zdaniem facet tylko czeka, żeby wyjść i znowu zacząć zabijać. Potem pojawił się pan Zoll, który w światku prawniczym ma pozycję mędrca nad wszystkim mędrcami i powiedział, że nic się nie da zrobić, bo takie jest prawo. Że nie można nawet zboczeńca zamknąć na przymusowe leczenie, bo w tamtym czasie takiego środka w prawie nie przewidywano, więc on po prostu wyjdzie i koniec. Panienka z TVN24, jak zwykle wtedy gdy dziennikarze wypowiadają się na temat prawa, w posumowaniu wszystko pomieszała twierdząc, że chodzi o zasadę niedziałania prawa wstecz (tymczasem w takich wypadkach prawo często jak najbardziej działa wstecz). Ja jednak nie miałem czasu się nad tym zastanawiać, bo sobie uświadomiłem, że w 2014 r., kiedy zwyrodnialec wyjdzie z więzienia, mój synek będzie dokładnie w tym wieku, który zboczeniec sobie najbardziej upodobał. I założę się o dowolną kwotę, że nikt nie będzie zwyrodnialca pilnował, bo po pierwsze to zbyt kosztowne, a po drugie byłoby chyba niezgodne z prawem inwigilowanie wolnego człowieka tylko na podstawie opinii jakiejś tam pani psycholog.
 
Ta piękna teoretyczna konstrukcja prawna działa więc w taki sposób, że chroni prawa zboczeńca, a wystawia na największe możliwe ryzyko dzieci w wieku mojego synka. A najgorsze jest to, że nic nie można zrobić, bo w konstytucji wpisano dwa słowa: „państwo prawne”, a to oznacza, że zwyrodnialec musi wyjść z więzienia i najprawdopodobniej będzie gwałcił i zabijał.

 

Mam nadzieję, że ten przykład dobitnie pokazuje, w jaką pułapkę się wpuściliśmy oddając ostateczną decyzję we wszelkich sprawach prawniczym autorytetom. Mogliśmy sobie chociaż zostawić wentyl bezpieczeństwa w postaci referendum takiego jak w Szwajcarii. Ale nie, myśmy prawo podejmowania definitywnych decyzji zostawili w rekach pana Zolla i kilku jego kolegów, których głowy są pełne pięknych, humanistycznych, teoretycznych konstrukcji prawnych. I nie wydają się szczególnie poruszeni tym, że konstrukcje te chronią głównie prawa gwałcicieli i morderców.

***

Wpis skorygowany po słusznej uwadze Ksymenesa. Zawsze lepiej jest sprawdzić niż polegać na pamięci.

Defetyk
O mnie Defetyk

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (24)

Inne tematy w dziale Polityka