Wyobraziłem sobie, jak by to było, gdyby afera hazardowa przydarzyła się w USA. FBI nagrywa rozmowy ustosunkowanych polityków z Partii Demokratycznej z biznesmenami z branży hazardowej. Rozmowy te, wbrew przepisom regulującym lobbing, nie są odnotowywane. Co więcej, okazuje się, że jeden z polityków (sprawujący urząd federalny bardzo wysokiego stopnia), nazwijmy go Treemann, podjął próbę usunięcia z ustawy niekorzystnych dla biznesmenów przepisów opodatkowujących hazard, a jego asystent (Chickensoup), hojnie opłacany przez rząd federalny, wiele czasu poświęca na załatwianie prywatnych spraw tychże biznesmenów i ich rodzin. Podsłuchiwani dowiadują się, że inwigiluje ich FBI, przy czym poszlaki wskazują, że przeciek pochodzi od tegoż asystenta. FBI informuje o sprawie prezydenta, a kiedy ten nie reaguje, doprowadza do przecieku sprawy do prasy. Powstaje komisja senacka do wyjaśnienia sprawy i przesłuchiwany przez nią Treemann zostaje przyłapany na kłamstwie.
I gdy sobie to wszystko wyobraziłem, musiałem przyznać Drzewickiemu rację. Polska to rzeczywiście dziki kraj.


Komentarze
Pokaż komentarze (53)