Film jak film. Szczerze mówiąc nieszczególnie mi się podobał. Pomieszanie tematów od ważnych (sprawa Tylickiego) po banalne (picie w sejmie), brak myśli przewodniej, chaos, męczące dłużyzny i nadużywanie schematu konfrontacji katów z ofiarami. Była tam wszakże jedna scena, dla której warto było poświęcić te bezcenne dwie godziny życia.
Widzimy oto Donalda Tuska jak prężnym krokiem przechodzi przez hall, chyba budynku TVN-u (słabo znam te okolice – za wysokie progi). Zaczepia go Sekielski. Tusk wita się z redaktorem serdecznym uśmiechem, mocnym uściskiem dłoni i dziarskim „cześć!”. Jest to więc kwintesencja wizerunku premiera: młody, energiczny, władczy, ale serdeczny, kochany przez ludzi i odwzajemniający to uczucie. Później jednak coś zaczyna zgrzytać. Sekielski prosi o wywiad, mówi że stara się od pół roku. Tusk z każdą sekundą coraz mniej serdeczny opędza się od redaktora i w końcu całkowicie porzucając swój świetnie opracowany wizerunek cedzi, że jego ministrowie byli zmuszani do udziału w „Teraz My”. Miano im mówić, że zostaną zniszczeni jeśli odmówią. Sekielski zaprzecza. Padają słowa o konfrontacji. Koniec sceny. W filmie już się więcej do tego wątku nie wraca.
I tak sobie myślę, że była to rzadka okazja zajrzenia za kulisy władzy. Możliwe, że Tusk miał rację i redaktorzy TVN-u w ten sposób zachęcali polityków do udziału w programie. Dowiadujemy się więc, że politycy rządu miłości żyją w strachu przed mediami, które kierują w ich kierunku groźby (czy prokuratura została zawiadomiona?). I nie słyszymy tego z byle jakich ust. Tego nie mówi jakiś oszołom z głębin pisowskiego ciemnogrodu, tylko sam Donald Tusk. Ten sam, który nieustannie przekonuje nas w jakim normalnym i wspaniałym kraju obecnie żyjemy.
Możliwe też, że Tusk się myli. Ktoś go wprowadził w błąd. Jednak skoro wypowiada te słowa, to zakłada, że są prawdziwe. Nie wydaje mu się więc dziwne, że dziennikarze jednej z największych stacji telewizyjnych kierują groźby pod adresem najwyższych urzędników państwowych. Jest to sytuacja, która mieści się w jego obrazie świata.
Można też przyjąć, że Tusk po prostu kłamie. W końcu o tym podobno był film. Mamy więc człowieka, który nie umie odmówić wywiadu bez rzucania oskarżeń na dziennikarza. I tak może być. Tyle że, dotychczas zupełnie innym politykom przypisywano takie zachowania.
Tak, czy inaczej, mieliśmy okazję zobaczyć kawałek prawdziwego Donalda Tuska. I to właśnie było w tym filmie bezcenne.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)