W medialnych komentarzach po dzisiejszych obchodach przeważa ton, że może i przełomu nie było, ale sama obecność Putina w Katyniu i przyznanie, że rozkaz zabicia polskich jeńców wydał Stalin, to coś niezwykle istotnego.
Otóż, moi drodzy, nie ma się czym podniecać. Wystarczy przeczytać rosyjską konstytucję, żeby zorientować się, że jesteśmy rozgrywani jak małe dzieci.
Zgodnie z postanowieniami rosyjskiej konstytucji to Prezydent Federacji Rosyjskiej jako głowa państwa reprezentuje Federację Rosyjską w kraju i w stosunkach międzynarodowych oraz określa podstawowe kierunki polityki zagranicznej (art. 80 ust. 3 i 4). Ponadto polityką zagraniczną kieruje, w tym prowadzi rokowania i podpisuje umowy międzynarodowe (art. 86).
Tymczasem rosyjski premier jest pozbawiony jakichkolwiek samodzielnych kompetencji dotyczących polityki zagranicznej i reprezentowania państwa. Owszem, określa on podstawowe kierunki działalności Rządu Federacji Rosyjskiej i organizuje jego pracę zgodnie z , miedzy innymi, dekretami prezydenta (art. 113).
Owszem, do kompetencji rządu należy „podejmowanie działań w zakresie realizacji polityki zagranicznej Federacji Rosyjskiej” (art. 114). Jest to jednak funkcja wykonawcza w stosunku do decyzji Prezydenta.
Zatem, niezależnie od tego, że Putin być może dzierży w Rosji prawdziwą władzę, może on w Katyniu powiedzieć wszystko, a i tak nie ma to żadnego znaczenia. W sensie prawnym jego stanowisko nie jest i nie może być stanowiskiem Rosji. A my nie możemy się na jego słowa skutecznie powołać w żadnych postępowaniach i w żadnych organach międzynarodowych. Prawdziwe stanowisko Rosji zawarte zostało w odpowiedzi wystosowanej do Trybunału w Strasburgu i taki jest najbardziej aktualny stan tej sprawy.
Boli tylko, że nasze władze i nasi dziennikarze dają się tak rozgrywać. Rosjanie wiedzą, że Polacy ze względu na wewnętrzne rozgrywki polityczne łykną każdą bzdurę. I świetnie to wykorzystują.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)