Nie jestem już niestety bardzo młody i kilka rzeczy na tym świecie widziałem, a moja skłonność do zdziwień zmniejsza się z każdym miesiącem (od kwietnia proces ten gwałtownie przyspieszył). Jednak poziom hipokryzji panujący w naszej tak zwanej domenie publicznej jest czymś, co potrafi mnie wprawić w najwyższe zdumienie.
Prezes wypowiedział się o Białorusi i zaraz odezwał się chór autorytetów różnej maści krzycząc o skandalu. Główny nurt argumentacji jest taki, że rozmowa z Rosją o wewnętrznych sprawach Białorusi osłabia suwerenność tej ostatniej, a to nie jest w naszym interesie. Nieco rzadziej słychać głosy, że pomysł Kaczyńskiego jest dobry, ale nie należy o tym mówić głośno, bo to obraża Białorusinów. Inni mówią z kolei, że pomysł aby z Rosją rozmawiać o prawach człowieka jest głupi, bo przecież w Rosji tych praw się nie przestrzega.
Wszystkie trzy poglądy nie mają nic wspólnego z polityczną rzeczywistością.
Po pierwsze Białoruś nie jest w pełni suwerenna. Pozostaje w strefie wpływów Rosji. Nie jest to oczywiście w naszym interesie, bo wolimy być od Rosji oddzieleni państwami pozostającymi w zachodniej strefie wpływów. Nie mniej taka właśnie jest prawda. Pomysł, że udawanie przez nas, iż Białoruś jest suwerenna, zmieni ten stan rzeczy, jest zupełną aberracją. To jakaś postpolityka posunięta do absurdu.
Skoro Białoruś jest w strefie wpływów Rosji, to rozmawiając z Rosją można uzyskać koneksję na Białorusi. To chyba podstawowy polityczny alfabet. Oczywiście Rosja musi mieć jakiś interes w wywarciu na Białorusi pożądanego przez nas oddziaływania. Ten interes to jednak zupełnie inna para kaloszy. Nie można wykluczyć, że w konkretnej sytuacji interes taki zaistnieje.
Zauważyć przy tym trzeba, że warunkiem do osiągnięcia pożądanego przez nas wpływu wcale nie jest nienaganne przestrzeganie prawa człowieka w Rosji. Prawa człowieka mogą być (i są) w Rosji w zupełnie opłakanym stanie, a jednak wcale to nie wyklucza interwencji Putina u Łukaszenki w naszej sprawie. Co innego, gdybyśmy chcieli zmienić coś w samej Rosji. Tam nic nie osiągniemy. Natomiast drobne ustępstwa na Białorusi mogą być w naszym zasięgu.
I wreszcie sytuacja Białorusinów jest dla większości rozsądnych obserwatorów najzupełniej oczywista. Żyją pod rządami satrapy sponsorowanego i częściowo sterowanego przez Rosję. Nie wiem, czemu prawdziwe przedstawianie tego stanu rzeczy akurat przez Kaczyńskiego miałoby ich jakoś szczególnie obrażać. Inni mówią o tym otwarcie i jakoś nie słychać głosów sprzeciwu.
Trudno jest być Kaczyńskim w Polsce. Niemal każda jego wypowiedź może zostać podchwycona, rozdmuchana, okrzyknięta skandalem i zwalczona załganymi argumentami. Jego przeciwnicy chętnie posługują się przy tym kłamstwem i nie przejmują się tym, że mieszają niezorientowanym ludziom w głowach. Grunt, żeby zakrzyczeć Kaczyńskiego, bo jeszcze nie daj Boże głupi lud go znowu wybierze.


Komentarze
Pokaż komentarze (47)