Defetyk Defetyk
42
BLOG

Odzyskiwanie kompetencji

Defetyk Defetyk Polityka Obserwuj notkę 0

Publicystyka to taka fajna dziedzina, w której różni ludzie wypowiadają się na tematy, na których się nie znają. Nie jest to broń Boże zarzut pod adresem publicystyki. Takie świeże spojrzenie z zewnątrz bywa cenne, bo zdarza się, że uwzględnia aspekty, których ludzie zafiksowani na danym problemie nie biorą pod uwagę. Ta wartość jednak nie zaistnieje zapewne w dzisiejszym wykwicie mojej amatorskiej publicystyki. Zamierzam się bowiem zająć tematem, na którym się trochę znam. Na szczęście tylko trochę.

Badacze prawa, głownie amerykańscy, jakiś czas temu zajęli się tematem funkcjonowania prawa w społeczeństwie. Odróżnili prawo spisane w książkach od funkcjonowania prawa w praktyce i zauważyli, że istnieją pomiędzy nimi znaczne różnice. Prawo spisane jest interpretowane przez sędziów, adwokatów, urzędników i innych ludzi działających w różnych realiach społecznych i często stosowane w sposób do tych realiów dostosowany, jednak różniący się od brzmienia i sensu prawa spisanego. Ci amerykańscy badacze są bardzo łebscy, więc zapewne zwrócili uwagę, że prawo w praktyce zmienia się również pod wpływem ścierania się poglądów politycznych i publicystycznych, a także na skutek bieżącej walki politycznej. Jeżeli jednak to zjawisko nie zaistniało w ich kraju dość mocno, żeby poddać je zadawalającej analizie, to dobrze byłoby zwrócić im uwagę, że istnieje pewien średniej wielkości kraj w środkowej Europie, w którym właśnie pojawiły się doskonałe warunki do przeprowadzenia badań nad zmianami w praktyce stosowania prawa konstytucyjnego.
 
Wiele osób zapewne pamięta obowiązujący model prezydentury, który zaistniał w głównym nurcie przekazu medialnego w Polsce od listopada 2007 r. W pewnym uproszczeniu można powiedzieć, że oczekiwano do ówczesnego Prezydenta zamknięcia się w pałacu i podpisywania wszystkich przysłanych mu przez rząd lub parlament dokumentów. Krytykowano wyrażanie przez Prezydenta opinii w sprawach państwa, a nawet przejawy zainteresowania podległych mu urzędników tymi sprawami. Zdarzało się zresztą, iż nie był on informowany o istotnych wydarzeniach. Co ciekawe, nie stanowiło to przeszkody w żądaniu od Prezydenta, aby sformułował konkretne programy reform finansów publicznych, systemu emerytalnego, czy też służby zdrowia. W polityce międzynarodowej oczekiwano od Prezydenta bezwzględnego wykonywania poleceń rządu, najlepiej pod ścisłym nadzorem urzędników ministerstwa spraw zagranicznych. Odmawiano też Prezydentowi prawa do samodzielnego podejmowania decyzji dotyczących wizyt zagranicznych, co zresztą doprowadziło do sporu zakończonego orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego. Interesujące jest przy tym, że orzeczenie to, mimo że potwierdzało w całej rozciągłości interpretację dość jasnych zresztą przepisów Konstytucji prezentowaną przez prezydenckich urzędników, odebrane zostało powszechnie jako potwierdzenie poglądów głównego nurtu. I to nawet przez znajomych mi bardzo dobrych prawników (choć przyznaję – nie byli to konstytucjonaliści).
 
Ciekawe było zwłaszcza podejście do kompetencji Prezydenta w zakresie podpisywania dokumentów. Konstytucja zawiera kilka postanowień, w których jasno stwierdza, że Prezydent ma obowiązek podpisania dokumentu (np. ustawy budżetowej). Rozsądna byłaby zatem konstatacja, że w innych sytuacjach Prezydent może samodzielnie podjąć decyzję, czy dany dokument podpisze, czy nie, a także kiedy to uczyni. Jednak wszelkie odmowy natychmiastowego podpisania przez Prezydenta np. nominacji generałów, ambasadorów, szefów służb specjalnych itp. traktowane były jako działania bezprawne wynikające z jego złośliwości, małostkowości i dążenia do absolutyzacji władzy. Taka sytuacja w sposób realny ograniczała zapisane w Konstytucji i ustawach kompetencje Prezydenta. Powodowała bowiem, że Prezydent, licząc się ze stratami politycznymi wynikającymi z takich zarzutów, korzystanie z uprawnienia do odmowy podpisania dokumentu musiał traktować jako coś wyjątkowego.
 
Od 4 lipca 2009 r. postanowienia prawa konstytucyjnego są w głównym nurcie przekazu wyraźnie reinterpretowane. Przywracany jest ich sens obowiązujący przed listopadem 2007 r. Ciekawym przykładem jest odmowa podpisania przez Prezydenta kilku nominacji generalskich. Jeszcze rok temu byłaby ona interpretowana jako złośliwe nadużycie władzy. Dziś pozostaje niemal niezauważona, a szczątkowa dyskusja na ten temat dotyczy merytorycznej zasadności tej decyzji lub prognozowania ewentualnych tarć pomiędzy Prezydentem a szefem MON. Wszystko wskazuje więc na to, że to uprawnienie Prezydenta zaczyna się słusznie traktować jako jeden z instrumentów zwierzchnictwa nad siłami zbrojnymi. Zwierzchnictwa, które jeszcze rok temu rozumiano wyłącznie jako symboliczne prawo do odbierania defilad i firmowania wszystkich decyzji Ministra Obrony Narodowej.

 

Niewątpliwie amerykańscy socjologowie prawa znaleźliby u nas ciekawy materiał do badań. Chociaż z drugiej strony zastanawiam się, czy mieliby z tych badań jakikolwiek pożytek. Państwo, w którym uprawnienia Prezydenta zmieniają się w zależności od wyniku wyborów, byłoby zapewne dla nich egzotyczną ciekawostką. Jego studiowanie nie wniosłoby jednak zbyt wiele do badań nad funkcjonowaniem prawa w stabilnej demokracji.

Defetyk
O mnie Defetyk

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka