Koleżanka mojej córki wczoraj przynosła kiełbasę swojej roboty, ale tak autentycznie swojej, bo i świniak też był przez nich wyhodowany i zrobiły tą kiełbasę na grillu.
Wiecie, ja już dawno tak dobrego wyrobu wędliniarskiego nie jadłam, kiełbasa była pyszna, nawet nasz Krzyś, który jest niejadkiem, a mięsa to do buzi wziąść nie chce, zjadł całą kiełbasę.
W tej kiełbasie nie było nic oprócz mięsa i przypraw, a nie jak w przypadku kiełbasy sklepowej jakieś ulepszacze i tym podobne składniki i mi się młodość przypomniała, jak to kiedyś mama moja też świniaka hodowała i potem robiła wędliny, kaszanki i smalec.
Pamiętam, że po świnobiciu robiło się smażonkę, szynki i boczki peklowało, a reszta szła na wyroby typu kiełbasa, kaszanka, salceson i pasztetowa.
Dzisiaj jak się nawet taką niby swojską kiełbasę kupi, to nie jest to, a ta wczorajsza przypomniała mi tamte wędliny z przed lat.
Pozdrawiam.
Iwona Jarecka zwana Algą.


Komentarze
Pokaż komentarze (11)