ZIOBRO wziąć, takie jak w moim sklepie sprzedają.
( choć mogą być zwykłe albo wędzone - ale te od razu do duszenia są sposobne)
Nie wiem dlaczego nie są to tzw. paski ale coś takiego jak bekon razem z ziobrem. Trzy kostki o długości jakiś 20 cm, z kawałem mięsa grubości 5cm ważą ok 1 kg.
No tom zakupił, poczciwie myśląc, że to unijny nakaz jest, pryncypialnie oprotestowany przez FYM-a i Nicponia ( awansem wpisuję tu Parakalejna). To twardziele są, oni na żaden ochłap nie dadzą się złapać, a jak mięsa potrzebują to idą do lasu i z finką/bagnetem ( a nawet gołymi rękami ) na dzika, jelenia albo królika się rzucają i swoim kobietom ( znającym swoje miejsce i mores, w odróżnieniu od Follow OT) krwawy kawał rąbanki, do sprawienia, rzucają na stół.
Oczywiście przywleczone zwłoki pozbawione są wątroby, bo tę jako prawdziwi faceci sami na surowo w lesie, po upolowaniu, zeżarli jako trofeum i bez soli.
No tom przywlókł te ziobra do dom i cisnąłem na stół. Nie wzbudziło to żadnej sensacji wśród śliniących się, wyglądających z pokojów pysków, oprócz wzmożonego ruchu na Gadu-Gadu, że stary znowu jakieś pieprzone zakupy do domu przyciągnął. Szlag.
No to com miał zrobić, obmyłem te ścierwo, solą peklową żem słusznie potraktował, potem czosnkiem, ziołami prowansalskimi i pieprzem kajdźeńskim( ostrożnie ) i na koniec paroma kroplami whisky Grant wyżętymi z butelki. W torebkę żem owinął i do lodówki wrzucił. A niech tam pocziwaja w pokoju ać ja pobruczę.
I dziś znalazłem, po tygodniu. Pachniały dobrze.
No tom wzion brytfankę żeliwną, na jej dnie na smalcu własnej roboty ( odsyłam do przepisu) obsmażyłem te ziobra z każdej ze stron. Potem dodałem cebulę pokrojoną i pieczarki, podlałem leciutko jareckim, bo te szanować trza. Jak już się poddusiło, tom kapustą kiszoną przykrył, suszonych grzybków dodał i jeszcze troszkę jareckiego. Przykryłem, dusi się.
Zapachy takie, że Ciapek wyje na pół wsi. Może jaką kostkę dostanie, cienias?
Na koniec duszenia, utartego ziemniaka dodam i z chlebem, to na stół, razowym wyjedzie. Sosu ma być trochę.
Przyprawy: oczywiście pieprz świeżo zmielony ( a mam młynek przedwojenny po babci Fredzi ), listek i ziele, jak kto lubi to można dodać papryki czerwonej, majeranku, a jest jeszcze odmiana ( węgierska) żeby na koniec śmietaną to wszystko podlać i chwilę poddusić.
Idę teraz siorbnąć z garnka pitosu.
Gości za tydzień mam mieć, to dobre przyjecie będzie, jako powtórka.
Smacznego
IGŁA


Komentarze
Pokaż komentarze (3)