Już niedobrze się robi od ciągłego powtarzania, że nakłady na kulturę to nie nieuzasadnione koszty Państwa, ale inwestycja. Inwestycja w przyszłość, w to abyśmy przestali być zaściankiem Europy. Powtarza się ciągle, że Polska jest zieloną wyspą w czasie kryzysu. Zieloną? To, że finansowy kryzys dotknął nas mniej niż inne kraje powinno zmotywować rządzące elity, by zaczęły inwestować w to co mamy najlepsze - naukę i kulturę. Tymczasem to dziedziny, które nieustannie borykają się z kłopotami finansowymi. Bo cóż urzędnikom mówi nazwisko Mozart (pewnie jak byli na nartach w Austrii zajadali się Mozartkugeln), nie wspomnę już o jakichś tam Haendlach, Rossinich, Monteverdich itd.
Jerzy Waldorff kilkadziesiąt lat temu powiedział, ze rośnie nam pokolenie głuchych. I wyrosło! Weszło do urzędów i rządzi. Jak w starej anegdocie o nietoperzu który „nie widzi, nie słyszy, a się czepia”. Tak więc doczekaliśmy się zemsty nietoperzy. W ministerstwie kultury, podczas składania pisma w sprawie Marii Fołtyn, urzędniczka zażądała dołączenia CV i wyjaśnienia kto to jest? W Ministerstwie Kultury!!! Teraz tacy sami urzędnicy wydają wyrok w sprawie przyszłej egzystencji Warszawskiej Opery Kameralnej.
U progu drugiego półwiecza istnienia placówki, która rozsławiła Warszawę i Polskę w świecie, zapada decyzja o odłączeniu jej od respiratora. Władze Mazowsza obcięły bowiem dotację dla Warszawskiej Opery Kameralnej o 23.5%. Pieniędzy nie wystarczy nawet na wynagrodzenia dla artystów. W tej sytuacji pod znakiem zapytania znalazła się tegoroczna edycja prestiżowego Festiwalu Mozartowskiego, a jest to wydarzenie na skalę co najmniej europejską (ile takich mamy?). Od 20 lat do Warszawy ściąga publiczność z całego świata. W żadnym innym kraju, podczas jednego festiwalu nie prezentuje się wszystkich dzieł scenicznych Wolfganga Amadeusza Mozarta. W prestiżowym rankingu „Financial Times” Festiwal znalazł się w pierwszej dziesiątce „Must see” na świecie. Na domiar złego festiwalowa dotacja MKiDN też w tym roku jest mniejsza i wynosi zaledwie 10% całkowitych kosztów wydarzenia.
U progu drugiego półwiecza istnienia placówki, która rozsławiła Warszawę i Polskę w świecie, zapada decyzja o odłączeniu jej od respiratora. Władze Mazowsza obcięły bowiem dotację dla Warszawskiej Opery Kameralnej o 23.5%. Pieniędzy nie wystarczy nawet na wynagrodzenia dla artystów. W tej sytuacji pod znakiem zapytania znalazła się tegoroczna edycja prestiżowego Festiwalu Mozartowskiego, a jest to wydarzenie na skalę co najmniej europejską (ile takich mamy?). Od 20 lat do Warszawy ściąga publiczność z całego świata. W żadnym innym kraju, podczas jednego festiwalu nie prezentuje się wszystkich dzieł scenicznych Wolfganga Amadeusza Mozarta. W prestiżowym rankingu „Financial Times” Festiwal znalazł się w pierwszej dziesiątce „Must see” na świecie. Na domiar złego festiwalowa dotacja MKiDN też w tym roku jest mniejsza i wynosi zaledwie 10% całkowitych kosztów wydarzenia.
Paradoksalnie Warszawa przygotowując ofertę dla przyszłych turystów w ramach Euro 2012 chełpi się w przygotowywanych przewodnikach Festiwalem Mozartowskim i Warszawską Operą Kameralną. Piłka jest przecież najbardziej demokratyczną dyscypliną sportu i na ważne mecze przyjeżdżają nie tylko kibole, ale także lekarze, prawnicy, naukowcy. Dla nich oferta bez WOK-u z pewnością będzie mocno zubożona.
Jeżeli Polska będzie tak dalej rządzona, to zostaniemy narodem głuchym i prymitywnym. Narodowa kultura jest systematycznie i świadomie niszczona, a zalewa nas wszechobecna prymitywna popkultura. Ale czego wymagać od władz które o kulturze wysokiej - podobnie jak o własnej - nie mają pojęcia. Narodzie obudź się zanim stracimy wszystko!!!!!!!
Zachęcam do podpisywania petycji w obronie Warszawskiej Opery Kameralnej.
Tadeusz Deszkiewicz




Komentarze
Pokaż komentarze (7)