Że jest chory dowiedziałem się dopiero kilka dni temu. Nie miałem nawet telefonu do Beaty, ale wiedziałem, że jest bardzo źle. Dziś wracając z Zakopanego do Warszawy usłyszałem w wiadomościach, że nie żyje.
Jest mi niewyobrażalnie smutno, choć od dawna się nie widzieliśmy. Spotykaliśmy się sporadycznie, ale zawsze była to serdeczna i ciepla rozmowa. Gdy zacząłem pracować w radiu on tam był już od roku. Zawsze niepokorny, pewnie wygłaszający swoje – nierzadko kontrowersyjne - poglądy.
Gdy stworzył „Kontrapunkty” miał zaledwie 25 lat. Imponował mi swoją erudycją, wiedzą i muzyczną intuicją. Słuchałem jego felietonów zafascynowany, choć… niewiele rozumiałem. Dlatego byłem zaskoczony, ale i dumny, gdy zaproponował mi współpracę przy robieniu tego legendarnego radiowego magazynu.
Gdy nastał mrok stanu wojennego w czasie radiowej weryfikacji próbowano nas poróżnić. Weryfikatorzy każdego z nas ostrzegali przed drugim. Nie udało się.
Andrzej był humanistą pełną gębą. Przez długi czas siedzieliśmy w jednym pokoju i dużo rozmawialiśmy. Nie tylko o muzyce. Miał gigantyczną wiedzę o literaturze, filmie, teatrze. Gdy powiedziałem mu, że zrobiłem wywiad z Kantorem natychmiast zadzwonił do swojego brata Jurka, który był wówczas naczelnym nie istniejącego już „Ekranu”. I tak – dzieki Niemu - mój tekst ukazał się w ostatnim numerze przed stanem wojennym.
Pozycja jaką Andrzej wyrobił sobie we współczesnym świecie muzycznym sprawiła, że z jego opiniami liczyli się najwięksi. Tylko On mógł krytykować twórców, których nikt inny nie ośmielał się nawet oceniać.
Bardzo mi smutno, że widywaliśmy się tak rzadko. Myślałem, że jeszcze jest czas,że znowu spotkamy się na Warszawskiej Jesieni i wymienimy kilka zdań.
Tymczasem Warszawska Jesień przyszła, a Andrzej odszedł. Smutna ta jesień, a Warszawska bez Andrzeja Chłopeckiego będzie o wiele uboższa.




Komentarze
Pokaż komentarze