Blog
Tak myślę
Tadeusz Deszkiewicz
Tadeusz Deszkiewicz publicysta, dziennikarz muzyczny, społecznik
0 obserwujących 75 notek 84515 odsłon
Tadeusz Deszkiewicz, 31 maja 2017 r.

MIDAS Z BATUTĄ

174 0 1 A A A
Monika Wolińska
Monika Wolińska


 

Wróciłem właśnie z inauguracji znakomicie zapowiadającego się Festiwalu „Trzy/czte/ry. Konteksty. Kontrasty. Konfrontacje”. Niezwykły program: Mendelssohn, Britten, Morawski, Lutosławski i Messiaen. Zjawiskowe solistki: altowiolistka Katarzyna Budnik-Gałązka i śpiewaczka Agata Zubel. Ale ja chciałbym skupić się na Artystce, która swoją osobowością i kunsztem zdominowała ten wieczór. To dyrygentka Monika Wolińska do której odnosi się tytuł tego tekstu. Kolejny bowiem raz doświadczam, że czegokolwiek dotknie ta niezwykła dyrygentka zamienia się w złoto. Dziś także zasłużonym gratulacjom nie było końca. Niezwykła osobowość Artystki sprawiła, że wieczorny koncert ze szczególną siłą podziałał na nasze emocje, wrażenia i zmysły. Spod mistrzowskiej ręki Wolińskiej wypływały czytelne sygnały, bezbłędnie podejmowane przez doskonałych muzyków Sinfonii Varsovii. Zawarte w podtytule festiwalu kontrasty, konteksty i konfrontacje zrozumiała publiczność, która najpierw, niby nieśmiało, a dopiero po chwili nagradzała muzyków gromkimi brawami.

Pierwsza część koncertu to Uwertura Mendelssohna, opiewająca tajemniczą urodę jaskinii na archipelagu Hebrydy, inspirowane pieśnią Dowlanda wariacje Brittena a wreszcie „Don Kichote” ukochanego kompozytora Moniki Wolińskiej - Eugeniusza Morawskiego. Piszę ukochanego, bo jemu właśnie dyrygentka poświeciła wiele lat badań, by uwieńczyć je debiutancką płytą z trzema poematami tego kompozytora, w tym, właśnie „Don Kichotem”. Każdy z tych trzech kompozytorów stworzył własny, odmienny styl i oryginalny język muzyczny. Ta stylistyczna różnorodność wymaga od dyrygenta niezwykłego skupienia i głębokiej wrażliwości.

Gdy po pierwszej części Monika Wolińska wyszła do garderoby była zmęczona fizycznie i emocjonalnie. Na słowa gratulacji odparła cicho: „jeszcze Messiaen. Damy radę”.

Po przerwie messiaenowskie „Poemes pour Mi” poprzedziły utwory Witolda Lutosławskiego Interludium i Postludium I, dwa pozornie proste, ale jakże głębokie wyrazowo miniaturowe dzieła. Jakże pieknie Monika Wolińska wydobyła z orkiestry zagadkowe piana i pozornie nieruchome brzmienia genialnego kompozytora.

Na deser pozostał Messiaen i jego cykl pieśni. Głos Agaty Zubel jest jakby dla nich stworzony. Wspólnymi siłami dwie piekne damy polskiej muzyki stworzyły pełne emocji arcydzieło. Wyobrażam sobie, że własnie takie skontrastowane uczucia powodowały Olivierem Messiaenem gdy pisał utwór dedykowany swojej pierwszej żonie, którą pieszczotliwie nazywał „Mi”.

Słowa uznania należą się pomysłodawcom i dyrektorowi artystycznemu Maciejowi Grzybowskiemu, nie tylko za niezwykła zawartość programową festiwalu, ale także znakomity dobór wykonawców. Dzisiejszym wieczorem Monika Wolińska po raz kolejny udowodniła, że jest najbardziej wszechstronną i wybitną dyrygentką.

Tadeusz Deszkiewicz


Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Ostatnie komentarze

  • @PUBLICYSTA :-)
  • @TOMCIOB Bardzo dziekuję. Rzeczywiście jestem pod ogromnym wrażeniem tego wieczoru....
  • @DEDA Opera Nova to moja ulubiona, choć nie rusza mnie uroda statystów wnoszących choinki. Co...

Tematy w dziale Kultura