Palmową niedzielę mamy dzisiaj, która jest przypomnieniem tryumfalnego wjazdu Jezusa Chrystusa do Jerozolimy i choć jak wiemy nad entuzjazmem, górę wzięła wówczas nienawiść skutkująca myciem rąk przez pewnego prokuratora, a potem śmiercią samego Tryumfatora, to nie zmienia to postaci rzeczy, że tryumf pozostał tryumfem, podczas gdy śmierć pokonało życie, a bardziej wtajemniczeni wiedzą, że chodzi o życie wieczne.
Co tryumfuje dzisiaj u nas?
Nie można rzec, że nie ma tryumfu, ale jakże różny ów jest od tego, który zapanował w Jerozolimie ponad dwa milenia temu.
Można dostrzec tryumf wszystkiego i żeby wymienić choć część tryumfujących czynników, to notka zamieniłaby się w pokaźnych rozmiarów wolumin, stąd też łatwiej zapewne będzie wymienić to, co tryumfu dzisiaj nie odnosi.
Mądrość - niebawem termin ten będzie można odnaleźć jedynie w słowniku pana Brücknera i dowiedzieć się stamtąd na przykład, że “nasza mędrochna siła mężnych czyni”, co zbyt wiele nikomu nie powie, bowiem zaraz należałoby poznać znaczenie słowa “mężny” i tak wkoło Macieju.
Wiara - choć ta istnieje i ma się dobrze, to jednak różni się ona znacząco w poszczególnych przypadkach i podczas gdy ktoś w niedzielę palmową ku jej zamanifestowaniu weźmie udział w Mszy św., to ktoś inny założy w tym czasie “gacie w Jezuski”, do czego szczerze zachęcał niedawno jeden z liderów kabaretu Limo i tu słowem krótkiego komentarza a propos wiadomego skeczu, przy którym kabaret Limo nabił sobie limo, nad czym ubolewa bardzo mentor duchowy, pasterz dzisiejszej inteligencji w postaci medium o komicznej nazwie “Gazeta Wyborcza”, rzeknę słów kilka.
Nie powiem, ażebym osobiście ubolewał nad faktem zrywania podpisanych wcześniej umów na występu kabareciarzy, ale podpowiem im przy tej okazji, co powinni oni zrobić, ażeby ich występy były bardziej atrakcyjnymi i przyciągały jednak publiczność.
Panom (i paniom?) z Limo zabrakło konsekwencji, gdyż w swoim skeczu ograniczyli się oni jedynie do szydzenia z religii katolickiej i islamu, pomijając trzecią z monoteistycznych religii - judaizm.
Po tym jak przyodziano postać papieża w “gacie w Jezuski”, a ze “starej” Mahometa zrobiono praczkę (nie jest istotnym, kto kryje się pod kryptonimem “stara”), to myślę, że zabawnym by było przy tej okazji wspomnieć o pewnej nacji, która pod jedną ze ścian postanowiła zdezawuować teorię, że “głową się muru nie przebije”. Myślę, że byłoby to bardzo zabawne i aż dziw bierze, że panowie z Limo nie wpadli na tak prosty, a jakże genialny pomysł. Dodam, że kto był w Jerozolimie, to powinien wiedzieć w czym rzecz.
Swoją drogą, to ciekawy jestem, czy po niewybrednych skeczach, szydzących z judaizmu, wspomniany periodyk wziąłby w swój protektorat członków Limo, czy może limo okazałoby się jeszcze większym?
Co by jednak nie mówić, to podobne zabiegi medialne nie są żadnym zagrożeniem dla wiary, która w doskonały sposób potrafi się obronić sama i nie potrzebuje polskich - pożal się Boże - mecenasów.
Miłość - tu dopiero zaczynają się schody, a to z uwagi na to, że słowo “miłość” zatraciło na swoim pierwotnym znaczeniu i stało się mało pojętym archaizmem, który w większości przypadków kojarzony jest li tylko z seksem.
Oczywiście nie świadczy to o tym, że takowa nie istnieje; istnieje, a odniosłem się jedynie do medialnej interpretacji pojęcia “miłość”.
Narzędzie jakim są dzisiejsze media (czyim - tu pozostawię czytelnika samemu sobie), jest skutecznym narzędziem do destrukcji umysłów, a zwłaszcza umysłów młodych.
Kończąc o miłości, warto wskazać jak my, Polacy nawzajem się miłujemy.
Co jeszcze nie tryumfuje?
Nie tryumfują nadzieja i tradycja.
Przy nadziei dochodzi do swoistego paradoksu, kiedy młodzi ludzie właśnie nią się kierując, opuszczają swój własny kraj, gdzie ową nadzieję stracili, nie posiadając najmniejszych perspektyw na godziwe życie.
O nadziei i tradycji wspomniałem razem, a wynika to z faktu, iż te dwa zjawiska powiązały się z sobą i nie sądzę, ażeby to był przypadek.
Przechodząc do tradycji, jako do zanikającego zjawiska, wspomnę o pucherokach - zwyczaju przypisanemu dla Krakowa i okolic, a wywodzącemu się z ongiś organizowanych przez żaków kwest w palmową niedzielę.
Nie będę tu szczegółowo opisywać owej tradycji, a jedynie przytoczę słowa przyśpiewki, podczas której kwestujący uderzali swoimi pucherskimi laskami o podłogę:
“Ja żaczek maluty,
Pogubiłem paputy.
Chodziłem do nieba,
Za kawałkiem chleba.
Chciałem się wrócić,
Nie chcieli mnie puścić.
Przyjmijcie mnie państwo za ciurę,
Będę ja łapał sąsiadowe kurę;
Stoi ciura w płocie,
Będzie kij w robocie...”
Gdzie dzisiaj młodzi i u kogo na ciurów się najmują, przyczyniając się tym samym do depopulacji kraju, to myślę, że każdy sam sobie potrafi odpowiedzieć, jak również każdy potrafi sobie odpowiedzieć, dlaczego się tak dzieje? No może nie każdy jednak, ale z pewnością większość z nas.
Można zapytać, czy to już tradycja?
Dzisiaj wszyscy niesiemy palmę; palmę pierwszeństwa w dyscyplinie, w której postanowiliśmy być mistrzami - w głupocie, co również jawi się już wśród nas tradycją.



Komentarze
Pokaż komentarze