Mojej ukochanej Polsce, podobnie jak wielu innym miejscom na Ziemi, zagraża wiele żywiołów. Woda - powodzie, ogień - pożary w czasie suszy... Jednak tylko w Polsce, może poza republikami bananowymi, szaleje żywioł obcy demokracjom - żywioł rządzenia. Rządzenia za każdą cenę. Nawet za cenę bezpieczeństwa, życia i zdrowia obywateli. Wydawało się, że przegnany, przegoniony przez strajkujących w Sierpniu '80 robotników.
Żywioł utrzymania się przy władzy, przy "korycie”. Szalejący na co dzień w mediach. Tworzący Polskę wirtualną.
Z okien gabinetów jej twórców widać raj na zielonej wyspie. Z mojego okna: niedożywione dzieci w szkołach, zrozpaczonych powodzian, marmury pokrywające siedziby urzędów, agencji i banków, chylące się ku ziemi podlaskie chałupy, siedzących na murkach, popadających w alkoholizm bezrobotnych, kroczących śmiało i odważnie w myśl złego prawa - komorników i windykatorów...
Państwo prawa i bezprawia. Za nic mające prawa naturalne, podstawowe. Za nic mające godność jednostki.
Tej Polski nie widzę wieczorami w tiwi. Tam - igrce i igrzyska. Przed telewizorami widzę zmęczonych, bezradnych kilka milionów, z kromką co raz droższego chleba. Podobno - także Obywateli R. P. Czy mamy pozostać jedynie mięsem wyborczym?
Niech się nam powodzi, także po powodzi... hipokryzji rządzących.
Zdzisław R. Mac
Ostatnio zajrzałem...


Komentarze
Pokaż komentarze (1)