O tym, ze statystyki lubią kłamać, wiemy nie od dziś. Najlepszym przykładem są tu badania sondażowe, przy okazji wyborów. I błędy te często są większe niż „margines błędu statystycznego”, którym zawsze chronią się instytucje badawcze. Jednak od piątku uczestniczymy w największym przedsięwzięciu badawczym w kraju – tak, chodzi mi o Spis Powszechny.
Rzesze urzędników wyszły do ludzi, aby pomóc im w spisaniu się i trafieniu do ewidencji GUS. Co należy podkreślić, istnieje też opcja spisania się przez internet. Cóż nam jednak po tym badaniu, jak jest ono co najmniej bezsensowne? ( co zauważyli już różni blogerzy na s24)
Znowu dowiemy się o 98% katolików i różnych innych wynikach „reprezentatywnych”. Nie dowiemy się jak to wygląda tak naprawdę (i to nie jest kwestia jedynie wiary, która jest jedynie przykładem). Po raz kolejny sprawę potraktowano po macoszemu i uznano, że 1/5 z nas śmiało może reprezentować resztę.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)