Blog
Refleksje długodystansowca
długodystansowiec
długodystansowiec historyk książki, artysta, pro
55 obserwujących 61 notek 130309 odsłon
długodystansowiec, 6 grudnia 2015 r.

MAREK BARAŃSKI - JUŻ NIESKUTECZNY

MAREK BARAŃSKI: "Zwalczałem waszą propagandę i w pewnym sensie nadal to robię. I jestem skuteczny".

Doprawdy panie Barański? Ja śmiem twierdzić, że nigdy nie był pan skuteczny.

Wczesny ranek 7-go lipca 1982 roku. Do wynajmowanego przeze mnie mieszkania we Wrocławiu na Kwiskiej 41/28 ostre pukanie do drzwi. Zwlekam się z łóżka zmęczona nieprzespana nocą. Jestem w końcu ósmego miesiąca ciąży. Tamtego roku lato było bardzo upalne – ponoć lato stulecia – i gorąco na dziewiątym piętrze betonowego bloku było czasami trudne do zniesienia. W drzwiach dwóch funkcjonariuszy SB znanych mi już wcześniej z dowożenia mnie na przesłuchania do gmachu wrocławskiej SB. Każą się ubierać. Pytam na jak długo, czy mam zabrać swoje rzeczy. Nie odpowiadają. Umieszczają mnie między siebie na tylnym siedzeniu samochodu tak jakbym mogła im gdzieś uciec po drodze.

Już w gmachu SB prowadzą mnie zawiłymi korytarzami gdzieś na górne piętro. Cały czas nie wiem, o co im chodzi. Kolejne przesłuchanie? Przynoszą krzesło i każą czekać. Widzę jak z pokoju naprzeciwko wychodzi sekretarka Zarządu Regionu Solidarności. Mała korpulentna pani zawsze przez wszystkich lubiana. Jak się okazało zaraz po stanie wojennym była podstawionym pracownikiem służb specjalnych. Teraz moja kolej. Wprowadzają mnie do pomieszczenia, w którym ustawiono kamerę i reflektor. W cieniu siedział mężczyzna z dziobatą twarzą. Znałam go z telewizji – Marek Barański, reżimowy dziennikarz produkujący propagandowe programy dla telewizji. Natychmiast zakryłam twarz rękoma. Jeżeli filmowali to chciałam, aby było widoczne, że nie jestem tu z własnej woli. Barański miał scenariusz tego, co chciał abym powiedziała. Miałam obciążać Władysława Frasyniuka, Piotra Bednarza i Józefa Piniora. Nie odzywam się ani słowem.

Barański pokazuje mi fakturę na 700 tys złotych podpisaną przeze mnie. Prowadziłam we wrocławskim Zarządzie Solidarności bibliotekę związkową i księgarnię z niezależnymi wydawnictwami. Biorąc pod uwagę tamtejsze warunki było to duże przedsięwzięcie. Kolportowaliśmy i sprzedawaliśmy ogromną ilość książek. Zarząd regionu zgodził się na zbudowanie od podstaw biblioteki związkowej, która gromadzić miała nie tylko potrzebną związkowcom literaturę prawną, ale także archiwum kolekcjonujące wszystkie pozycje, jakie ukazały się w drugim obiegu. Było to duże przedsięwzięcie gdyż zbieraliśmy wydawnictwa nie tylko z regionu, ale z całej Polski. Pieniądze te były wyasygnowane na tę działalność. Faktura była rozliczona, ale Marek Barański chciał mnie nią szantażować mówiąc, że gdy nie obciążę Frasyniuka, Bednarza i Piniora to wykorzysta ją przeciwko mnie. Cały czas siedzę zakrytą twarzą i się nie odzywam. Próba wymuszenia fałszywych zeznań trwa kilka godzin. W końcu Barański podchodzi do dwóch funkcjonariuszy SB przysłuchujących się całemu wydarzeniu. Nie słyszę, o czym rozmawiają. W końcu jeden z nich poirytowany podniesionym głosem rzuca w stronę pozostałych: Ta k…a i tak niczego nie powie.

Wyprowadzają mnie i każą czekać na zewnątrz. Zaczynam mieć zawroty głowy i bóle brzucha. Jeden z funkcjonariuszy wychodzi i mówi, że mogę wracać do domu. Myślę o tym jak pokonam te parę pięter w dół. Na schodach tracę przytomność. Kiedy się ocknęłam stał nade mną starszy SB-ek, który mnie kiedyś przesłuchiwał. Zapamiętałam go gdyż o nic nie pytał tylko opowiadał o przeczytanych książkach historycznych zarekwirowanych z drugiego obiegu. Chwalił się, że jest historykiem i ma ich niezłą kolekcję. Powiedział, że już zawezwał karetkę pogotowia.

Po dwóch tygodniach po głównym dzienniku telewizyjnym ukazał się półgodzinny program spreparowany przez Marka Barańskiego. Ukazał w nim Frasyniuka, Bedanarza i Piniora jako złodziei, którzy zawłaszczyli związkowy majątek, zwykłych pospolitych przestępców. O mnie powiedział, że ukradłam 700 tysięcy. Miałam za to niby kupić jakiś dom i chodzić w drogich futrach. Na drugi dzień w Trybunie Ludu i Gazecie Robotniczej, która była organem prasowym wrocławskiej PZPR, ukazał się artykuł z tymi samymi insynuacjami.

Dlaczego piszę o tym właśnie teraz? Dlatego, że tenże sam Marek Barański, pseudo dziennikarz na usługach poprzedniego reżimu, aktywnie działający później z Millerem i lewicą, współzałożyciel i dziennikarz „Nie” demonstruje przeciwko łamaniu demokracji przez PiS. A jakże, i to dumnie z opornikiem w klapie. Członek, działacz i zapewne jeden z organizatorów Komitetu Obrony Demokracji.

Gazeta Wyborcza wspiera KOD, wrzeszczy o zagrożeniu polskiej demokracji przez Kaczyńskiego, Dudę, przez PiS. Jeszcze niedawno gdyż w 2012 Gazecie Wyborczej przeszkadzała przeszłość Barańskiego, gdy Miller włączył go aktywnie w swoje szranki, jako dziennikarza lewicowego „Po Prostu”. Teraz nie przeszkadza?  Teraz działanie pod hasłem „Wszystkie szuje na pokład”?

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Ostatnie komentarze

  • Przecież ten cały cyrk Frasyniuka był zaplanowany pod zachodnie media aby można było...
  • Ten wpis powinien być zatytułowany bardziej biblijnie, np. "Miłosierny komornik" gdyż...
  • @Autor Kolejna zmiana i znowu wielu blogerów odejdzie od S24. Rosnącym problemem S24 jest to,...

Tematy w dziale