Parada Schumana, baloniki, młode dziewczyny, mimowie, weseli ludzie na szczudłach. Prócz tego „jedność”, „nowoczesność”, „postęp” i kasa. Z drugiej strony „zagrożenie zachodnim zepsuciem”, „wykup ziemi przez Niemców”, krzywizna banana i dechrystianizacja. Tyle z grubsza większość z nas miała danych na temat Unii Europejskiej kiedy w referendum podejmowaliśmy decyzję o akcesji. Dziś od środka widać trochę więcej. Czy będąc mądrzejsi o dzisiejsze doświadczenia podjęlibyśmy taką samą decyzję?
Bez wątpienia Unia Europejska jest inną Unią niż ta, do której wstępowaliśmy. Ma swoje zalety. Handlujące ze sobą i przepychające się na europejskich szczytach państwa członkowskie nie planują wojen, nie opłaca im się to. Kasa okazała się za to całkiem realna. I jeszcze czas jakiś będzie. Zresztą nawet gdyby nie była to już nauczyliśmy się skutecznej konkurencji na jednolitym rynku, na którym radzimy sobie lepiej niż się spodziewaliśmy. Z drugiej strony Unia okazała się organizacją skrojoną pod tzw. „dobre czasy”. W złych, przerośnięta wysokimi podatkami i socjalnym tłuszczem sobie nie radzi. Hołduje zasadzie: „Jest problem? Powołajmy Urząd d.s Rozwiązania Problemu”. A problemów to nie rozwiązuje. Euro może okazać się projektem utopijnym. Dawne parytety przestają obowiązywać na rzecz dyktatu Niemiec z lekka tylko przyprószonego unijną nowomową. Przybierają na sile antyunijne nastroje. W Niemczech ze względu na konieczność finansowania unijnych darmozjadów a w Grecji z powodu prób zamachu na suwerenność.
No właśnie, suwerenność. Dziś rozumiejąc jej zagrożenie jesteśmy chyba w większej kropce niż przed referendum. Bo suwerenność, jak nas przekonywał w niedawnym expose minister Radosław Sikorski jest dziś pojęciem bardziej względnym niż kiedykolwiek wcześniej (znacząca większość państw na świecie jest powiązana ze sobą różnego rodzaju traktatami, które ich suwerenność w różnym stopniu ograniczają). To prawda. Czy jednak, jak z kolei w „Rzeczpospolitej” stwierdził red. Łukasz Warzecha, nie powinniśmy go zastąpić pojęciem podmiotowości? Czy, inaczej rzecz ujmując, lepiej jest podlizywać się najsilniejszemu na podwórku, czy też może dogadać się ze słabszymi żeby w dyskusji z nim uzyskać pewne argumenty? A może i szacun na dzielni?
Na ten i podobne tematy podczas „Dni Mediów” w Schwerinie 14-16 maja odbędzię się dyskusja w ramach bloku „Europa: światowa klasa czy druga liga? Zadłużenie państwowe i kryzys euro – jak stąd przejść do ofensywy?”
Przypominam również o konkursie na tekst na tematy poruszane na blogu oraz ogólnie dotyczące mediów, Niemiec czy stosunków polsko-niemieckich.


Komentarze
Pokaż komentarze (48)