Tysiące brutalnie wyrzuconych, wygonionych, siłą wysiedlonych z własnych domów Polaków zostało po wojnie zmuszonych do osiedlania się na Śląsku. Całymi rodzinami, często na bardzo małych przestrzeniach, mieszkali w nieludzkich warunkach. Rozprzestrzeniały się choroby, psychozy, lęki, które jak pchły przenosiły się na dzieci. Brak poczucia bezpieczeństwa plenił się i powodował nieodwracalne w skutkach zaburzenia osobowości.
Z jednej strony życie na walizkach i myśl, że przecież wrócimy do domu.
Z drugiej pewność, że powrót oznaczałby pęknięte serce.
Te emocje, uczucia i przeżycia potrafią opisać tylko Ci, którzy to przeżyli. Historycy natomiast powinni opisywać zdarzenia zgodnie z prawdą.
A tu, na stronie internetowej miasta, do którego wbrew woli trafiali Kresowiacy, czytamy notkę:
"19 marca 1945 roku władzę w Zabrzu przejęła z rąk radzieckich administracja polska. Na jej czele stanął prezydent Zabrza Paweł Dubiel. W Zabrzu, Grzybowicach, Mikulczycach i Rokitnicy rozpoczął się proces weryfikacji narodowościowej mieszkańców. Tych, którzy go nie przeszli pomyślnie, zmuszono do wyjazdu do Niemiec. Z kolei w Kończycach, Makoszowach i Pawłowie przeprowadzono rehabilitację tych, którzy w czasie wojny zmuszeni zostali do przyjęcia niemieckiej listy narodowościowej. Do Zabrza zaczęli napływać repatrianci z Kresów Wschodnich II Rzeczypospolitej, przybysze z Polski centralnej, a w następnych latach także górnicy, reemigranci z Francji, Belgii i Niemiec."
Repatrianci z Kresów razem z "przybyszami" z Polski centralnej, górnikami NAPŁYWALI sobie do Zabrza!
NAPŁYNĄĆ, szanowni państwo, którzy opracowaliście te jakże dokładne historyczne fakty to mogą sobie łosie co mają w nosie. Jak wy.




Komentarze
Pokaż komentarze