Blog
Dolina nicości
Bronisław Wildstein
Bronisław Wildstein To jest blog mojej najnowszej powieści "Dolina nicości".
130 obserwujących 53 notki 304541 odsłon
Bronisław Wildstein, 15 czerwca 2008 r.

Rozdział Szesnasty

    –Jesion, Bolek Jesion. Mówi panu coś to nazwisko? – Return miał kłopot, żeby sobie przypomnieć. Myślami był gdzie indziej. Przygotowywał kolejny program, dla którego punktem odbicia było Powstanie Warszawskie. Bogatyrowicz wezwał go tydzień temu. Spotkali się w pubie na Koszykowej.
To był dobry program – powiedział Bogatyrowicz, kiedy po raz pierwszy stuknęli się szklankami piwa. – Przygwoździłeś tych prostaków od polityki historycznej, od muzeum. Do muzeum z nimi – zaśmiał się.
    Pochwały od Bogatyrowicza miały dla Returna znaczenie najwyższe, choć zdawał sobie sprawę, że redaktor używa ich bardzo świadomie i rzadko kiedy są tylko efektem spontanicznego podziwu. Może zresztą spontaniczny podziw Bogatyrowicza wzbudzały wyłącznie zjawiska, które były zgodne z jego szerszymi projektami? Jak by nie było, pochwała od niego smakowała jak najlepszy trunek i Return poczuł gęsią skórkę na ciele.
    Z programu był zresztą zadowolony. Na początku dał się wygadać dwóm młodym entuzjastom. Jeden był współtwórcą muzeum Powstania Warszawskiego, drugi – publicystą wspierającym go żarliwie. Opowiadali o heroizmie i pamięci, na której Polacy mogą budować swoją tożsamość. Return wypytywał naiwnie czy tak wielka zbiorowa tragedia może być traktowana apologetycznie. Odpowiadali, że postawa powstańców jak najbardziej, a pamięci nie można podporządkowywać kryterium sukcesu, bo sama pamięć jest już zwycięstwem. Po jakimś czasie, kiedy młodzi zaczęli czuć się coraz pewniej, Return przerwał im i ceremonialnie zaprosił świadków historii: kulawą kobietę, która oprócz nogi straciła wówczas całą rodzinę i do teraz nie mogła podnieść się z traumy tamtych wydarzeń, i uczestnika powstania, który namiętnie, chrypliwym głosem domagał się sądu nad jego organizatorami i przywódcami. Kobieta wtórowała mu. Świadków wprowadzał dokument pokazujący ich losy, a na czas ich wystąpienia ściany zmieniły się w ekrany, na których przesuwały się zdjęcia obrazujące koszmar powstania.
Muzeum? Jakie muzeum?! Chcecie znowu oszukiwać ludzi! Wmawiać im dyrdymały! Sąd się należy! Sąd! Skazać tych, którzy wymordowali pokolenie! Powierzono im ludzi, a oni ich zabili! To ich zbrodnia, ich głupota – na śmierć, wysłała na śmierć! – krzyczał Rafalski. Pani Jagoda płakała. Jej rozpacz i gniew Rafalskiego unieważnił argumenty młodych, rozbroił ich i speszył, zwłaszcza że Return wraz z ekipą zadbali o dobór innych uczestników historii, którzy na ekranach na tle płonącej Warszawy i stosów trupów opowiadali o cierpieniu, zniszczeniu i śmierci. Młodzi, którzy deklarowali szacunek do powstańców, sami odebrali sobie możność polemiki. Jakie zresztą argumenty przeciwstawić można bólowi, rozpaczy i uzasadnionemu gniewowi?
Ale nie możesz na tym poprzestać – wywodził Bogatyrowicz, teraz już nad szklaneczką Black Label Johny Walker w swoim zawalonym książkami mieszkaniu. – Musisz iść za ciosem! Mam pomysł. Pokaż, że istnieją różne pamięci. Znajdź takich warszawiaków, a w każdym razie znajdź świadectwa o takich, którzy chcieli spokojnie przeżyć wojnę. Powstańcy zburzyli ich życie i faktycznie pozabijali ich. Przecież nie mieli do tego prawa! Trzeba to pokazać. Trzeba rozpierdolić to martyrologiczne spoiwo! Ludzie mają prawo do zwykłego życia, no nie?! Do życia, a nie do śmierci! No nie, panie redaktor? – Bogatyrowicz klepnął w kolano Returna, który zapalił się do pomysłu.
Bolek Jesion. Tak się przedstawił – powtórzyła pani Hania, asystentka Returna. Tak, to był facet z ich grupy. Ostatni raz spotkał go na jakimś zjeździe Solidarności. Umawiali się, że zrobią spotkanie ich towarzystwa, tych, którzy zostali z grupki zaczynającej opozycję jeszcze przed osiemdziesiątym. Nie zeszli się jednak nigdy. Return był zadowolony. Wybieram przyszłość – pomyślał rozbawiony.
Czego chce? – zapytał niechętnie.
Prosił o pana telefon. Jakiś wasz wspólny znajomy się powiesił. Jak on się nazywał? Struna czy jakoś podobnie?
    Tak musiało się to skończyć, tak musiało się skończyć, kołatało w głowie Returna. Ta kołatka odzywała się od miesięcy. Od kiedy spotkali się na rynku w Krakowie, pół roku temu. Nie była za głośna, ale uporczywa i męcząca. Odzywały się w niej niezrozumiałe słowa Struny i odpowiedzi Returna, dźwięk głosu, niejasny wyrzut... Kołatka niekiedy zaczynała stukać przed zaśnięciem, a potem tłukła się w snach. Czasami Return budził się z nią i kwaśnym smakiem sennych majaków w ustach. Umrzyj wreszcie, daj spokój sobie i innym – powtarzał w kierunku niknącej twarzy Struny, powtarzało coś w nim wtedy właśnie z pasją, z nienawiścią do tego kloszarda, degenerata, który tak uporczywie trzymał się życia. Bo przecież nie Return był winny tego, co spotkało jego byłego przyjaciela, nie Return, nikt nie był winny, chyba że on sam, sam Struna pieszcząc swoje rany... Tylko on, bo nie odpowiadamy za innych, jeśli nawet za siebie nie możemy wziąć odpowiedzialności, nikt nie jest winny, bo nie ma winy, jest tylko cierpienie, od którego powinniśmy się uwolnić, które człowiek rozumny potrafi przezwyciężyć, bo wie jak niewiele zależy od niego, jak blisko jest od heroizmu do podłości, od zdrady do poświęcenia, od miłości do nienawiści. Zbieg okoliczności wyznacza nasze role i jedyne, co potrafimy, to pogodzić się z tym, przyjąć nasze przeznaczenie. On, Return, był rozumny i dlatego kołatka w jego głowie stukała nie za głośno choć uporczywie. Chociaż odzywała się niespodziewanie, co jakiś czas i nie dawała zapomnieć. Myślał nawet, że powinien jakoś pomóc Danielowi, lecz wiedział, że jego byłemu przyjacielowi nie pomoże już nic i jedynie śmierć zgasi jego rozpacz. W sumie dobrze więc, że skończył się ten koszmar; dobrze dla Daniela; dla wszystkich, dla Returna też, bo może wreszcie ucichnie ta natrętna kołatka? Dawny przyjaciel przestał się przecież męczyć.
    Jakiś tydzień temu na adres telewizyjnej redakcji Returna przyszła przesyłka od Struny. Z rozrywanej koperty wyfrunęła ręcznie zapisana kartka:

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

"DOLINA NICOŚCI" JUŻ W KSIĘGARNIACH! Wierzę, że kolejne odcinki powieści będą zaczynem gorącej dyskusji. Liczę na Was, na Wasze uwagi i oceny. Proponuję Wam również zabawę. Zainteresowani mogą kontynuować powieść na własną rękę. Będą odgadywać intencje autora, a może tworzyć dla nich interesujące uzupełnienie, albo ważny kontrapunkt. Dla najciekawszych wypowiedzi przewidziane są symboliczne nagrody.

Ostatnie notki

Tematy w dziale