130 obserwujących
53 notki
306k odsłon
171 odsłon

Rozdział Szesnasty c.d.

Wykop Skomentuj12

Możemy wywalić pana ze studiów. Nie musimy nawet wsadzać do więzienia. W Krakowie będzie pan bez szans. Nie dostanie pan żadnej pracy, mieszkania. Wróci pan do swojej dziury, do chorej mamusi, a my wiemy, jaka ona potrafi być nieznośna; między sąsiadów, którzy nie darują panu, że tylko dobrze się pan zapowiadał. Wcześniej rówieśnicy mieli z pana niezły ubaw, pamięta pan? My wszystko wiemy. Teraz ci sami zabawią się panem znowu. Moglibyśmy się o to postarać. Wie pan, co moglibyśmy rozgłosić o panu? Mam kontynuować? Ale my nie chcemy pana zniszczyć. Tu może się pan rozwijać i przydać się, także i nam. Z obopólnym pożytkiem.

Po raz pierwszy Return zaczyna myśleć o konsekwencjach tego, co się stało ostatnio. Powrót do Rabki. Co będzie mógł robić, co będzie mógł ze sobą zrobić bez studiów, bez pracy, wśród tych, którzy dotąd patrzyli na niego z niechętną zawiścią, a teraz dostaną go w swoje łapy? Ci, o których będzie musiał ocierać się w korytarzu, mijać, słysząc ich uwagi, kiedy będzie przechodził przez podwórko... Życie w jednym pokoiku z matką, przy stałym akompaniamencie jej płaczu... Miasteczko zatrzaskuje się jak dobrze strzeżone więzienie... Strach przeradza się w rozpaczliwą nadzieję. Return liczy na niego, na tego człowieka ukrytego poza kręgiem światła. Lampa razi i odbiera trzeźwość myślenia. Ten człowiek uratował go przecież już raz, już raz mu pomógł. Przecież Return podpisał już współpracę! Ze strachu był gotów na wszystko. Jest zmiażdżony, upokorzony. Ten przy stole pozwala mu odzyskać godność. Proponuje mu wybór. Przekonuje go. I Return daje się przekonać. Przecież od początku wiedział, że cała ta działalność – jaka tam zresztą działalność, kolportowanie na małą skalę przepisywanych w niewielkich ilościach informacji i banalnych komentarzy, zbiórka drobnych pieniędzy i gadanina, właściwie wyłącznie gadanina – cała ta aktywność nie ma najmniejszego sensu i musi się źle skończyć. Właściwie jego zaangażowanie było tylko efektem fascynacji Struną, rodzajem hipnozy, pod wpływem której stracił zdrowy rozsądek. Brutalni strażnicy systemu złamali go i upokorzyli, ale ten chce nawiązać partnerskie relacje. Argumentuje rzeczowo. Proponuje wyjście z sytuacji bez wyjścia. Upłynie trochę czasu, zanim Return zacznie rozumieć, jak łatwo dał się rozegrać. Ale nawet później, kiedy powracał będzie do tego momentu, a raczej moment ten powracał będzie do niego, pomimo napadających go wątpliwości, ostatecznie dochodził będzie do wniosku, że dokonał jedynego możliwego wyboru. W pierwszym jednak momencie, wybór jego, choć jedyny możliwy, nie był świadomy. W słusznej sprawie Return pozwolił sobą manipulować. To dlatego, z czasem, pod sympatią do Szablińskiego ujawni się głucha niechęć, która spowoduje, że Return złamie mu karierę. Ale do tego czasu, do chwili, gdy niespodziewanie dla siebie Return poczuje mściwą satysfakcję, upłyną prawie dwa lata, a wcześniej miną długie miesiące, zanim zrozumie, że do Szablińskiego nie żywi wyłącznie pozytywnych uczuć.

Jakieś pół roku później zaproponował Szablińskiemu, aby – zamiast męczyć się z Moczydłą – zająć się jego narzeczoną, która zjechała właśnie do Krakowa. Była niepewna i chyba nie rozumiała za dobrze, co dzieje się dookoła. Zwierzała się Returnowi ze swoich lęków. Zaczął rozważać przed Szablińskim jak najłatwiej można by ją podejść, gdy ten przerwał mu rozbawiony:

Najlepiej to klasycznie. Zły i dobry ubek. Najpierw ostro. Tak, żeby nie wiedziała, gdzie stoi, żeby myślała, że już po niej. Wtedy pojawia się wybawca. Najlepiej ja – Leon zaśmiał się – i panna już nasza! Prawie zawsze skutkuje. Nie pamiętasz, jak było z tobą? Nawet wobec ciebie zadziałało.

Return wyciąga papierosa z leżącej na stoliku paczki, chwilę szuka zapałek, potem wolno zapala, zaciąga się dymem, zanurza się w środek błękitnawej mgły. Wtedy dopiero podnosi wzrok i patrzy na śmiejącego się Szablińskiego, który spoza dymu nie zobaczy w jego oczach nienawiści.

Teraz, dwadzieścia osiem lat później, Return przechodzi obok nieistniejącej już „Płachty”, w której ze Struną w grupce przyjaciół żeglowali w białej pianie piwa snując plany zbawienia świata. Ciemnieje i siąpi cienki deszcz. Return owija się ciasno płaszczem. Wchodzi do Parku Jordana, w noc drzew.

Odwieziemy pana – zaordynował Szabliński, nie pytając go o zdanie. Wysadzili pod bramą akademika. Z trudem przypomina sobie wspinaczkę na trzecie piętro. Schody skręcały się bez końca, uciekały. Starał się zapomnieć o tym, co stało się, ale pamięć wracała. „To już koniec” – myślał. Kiedy uświadamiał sobie, na co zgodził się, co podpisał, chciał już tylko zasnąć. Ale sen nie nadchodził. Z papierosem w ustach, w gęstej ciemności chrapania i posapywania współmieszkańców, starał się utonąć w nocy. Budził się po kilka razy. I kiedy wreszcie ocknął się, półprzytomny, blisko godziny dziesiątej, pomyślał, że budzi się ze złego snu. Przesłuchanie, jego podpis, strach i upokorzenie było tylko sennym koszmarem. Jednak wystarczył krótki moment przed zapaleniem papierosa, aby uzmysłowił sobie, że wszystko to zdarzyło się naprawdę. Przypominał sobie scenę po scenie. A jednak trzeba było się umyć, ubrać i wyjść na zajęcia. Spotykał ludzi. Czuł się obco, jakby to nie on słuchał wykładu o micie sarmackim, a potem uczestniczył w zajęciach, i nawet zabrał głos w rozmowie na temat międzywojennego katastrofizmu. Dziwnie obojętni ludzie, nieważne sprawy, nieistotne rozmowy. Trójwymiarowe obrazy, przez które mógł przechodzić na wskroś. Z czasem zaczął widzieć wyraźniej. Pod wieczór zrobił się nawet głodny i razem z Mirkiem zjadł płucka na kwaśno, najtańsze danie w akademickim barku. Codzienność zaczęła przesączać się przez spowijający go kokon. Wydarzenia tamtej nocy z wolna traciły realność.

Wykop Skomentuj12
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale