Blog
Dolina nicości
Bronisław Wildstein
Bronisław Wildstein To jest blog mojej najnowszej powieści "Dolina nicości".
130 obserwujących 53 notki 304631 odsłon
Bronisław Wildstein, 20 czerwca 2008 r.

Rozdział Szesnasty c.d.

Teraz, kiedy usiedli w kącie pokoju, nie było w niej śladu zwyczajnej wesołości.

Zaczynam się o niego bać – powtarzała, z trudem powstrzymując płacz. Jej oczy lśniły. – Właściwie boję się o niego cały czas. Nigdy nie wiem, czy wróci. Nie mówię mu, bo po co go jeszcze niepokoić. I wiem, że to, co robi... jest słuszne, ale nie tylko... odważne... kiedyś powiedzielibyśmy... bohaterskie. – Śmieje się nieco wymuszonym, smutnym śmiechem. – Ale ciągle pytam: dlaczego to musi być właśnie on? – Znowu podrzuca głowę. – To bez sensu. Przecież kocham go także za to albo może właśnie za to... Ale jesteśmy głupie...

Parę tygodni wcześniej Return rozstał się z Celiną. Wszystkie jego związki od czasu rozejścia się z Wiką były dość przypadkowe i w sumie obojętne. Myślał czasami, że może to z powodu Joli.

Myślą, że mogą mnie złamać – tokował Daniel po dwóch pięćdziesiątkach. Siedzieli w „Ordynackiej” na Placu Grunwaldzkim. Zapraszał Return. Że też nigdy nie zainteresuje go, skąd mam na to forsę, pomyślał.

Nie boisz się? – zapytał wprost. Daniel spojrzał na niego uważnie i zastanowił się.

Czasami... Trochę. Wiem przecież, że przy jakiejś okazji mogą mnie zabić... Kiedy tłukli mnie ostatnio... kopali i traciłem przytomność... myślałem, że to już koniec. Chyba nie bałem się nawet specjalnie, byłem otępiały i chciałem tylko osłonić się, uniknąć bólu... Ale potem, kiedy pozbierałem się, podnosiłem się i przewracałem, bardzo chciałem przeżyć i trochę się bałem, że to już koniec...

Daniel mówił bez zwykłego pajacowania, był skupiony na sobie i bardziej refleksyjny. Return wierzył mu. Chciał mu wierzyć. Nawet, kiedy jego przyjaciel jakby przebudził się i z buńczuczną miną, trącając go kieliszkiem, oświadczył:

Ale wiem jedno. Wiem jeszcze mocniej. Mogą mnie znowu pobić. Raz... wiele razy. Mogą mnie nawet zabić, ale mnie nie złamią. – Teraz Daniel był znowu sobą. Pewny siebie, prowokacyjny. Rozglądał się dookoła i wyzywał świat: – Jeszcze się taki nie narodził, który by mnie złamał!

Brązowa boazeria oplata restaurację. W jej wnękach można się ukryć. W półmroku pochowanych lampek drewno jest ciemne, nieomal czarne. Daniel jest tylko niewyraźną postacią, która porusza się przed Returnem gwałtownie. Musi nachylić się, żeby zobaczyć jego twarz. Chce wierzyć, że istnieje ktoś taki, jak Daniel, ktoś, kogo nikt nie złamie.

No i po co to zrobiliście? Po co pobiliście Daniela? – po raz pierwszy tak odważnie rzucił Szablińskiemu w „Masce”. – Ostrzegałem. To na nic.

Miałeś rację – niedawno przeszli na ty – gdybyśmy mogli dostać go na dłużej...

To było dziwne uczucie, którego Return nie był w stanie zidentyfikować. Podmuch podniecenia i obrzydzenie... Pomyślał o Joli.

To na nic. Daniela nie potraficie złamać.

Każdego można złamać – sentencjonalnie zauważa Szabliński. Zastanawia się. – Na dłużej, musielibyśmy go dostać na dłużej. A bez niego mielibyśmy waszą grupkę pod kontrolą. Twoją kontrolą. Sam to przyznałeś.

Return decyduje się. Myślał o tym tyle razy. Tyle razy przychodziło mu to do głowy. Mówi zdecydowanym tonem.

Z Danielem nie dacie rady. Nawet gdybyście wymyślili sposób na zamknięcie go na dłużej. Nawet za przestępstwa pospolite.

O czym ty mówisz? – Szabliński robi się czujny.

O niczym. Przecież potraficie preparować takie sprawy... – Return jest nieuważny. Patrzy przez okno na ulicę, po której starając się jak najmniej zabłocić buty przemyka paru przechodniów.

Potrafimy, ale musimy mieć jakiś punkt zaczepienia. Choćby środowiskowy. Wszystko da się zrobić, ale im mniej kombinowania, tym lepiej. A między wami nie ma kryminalistów...

To nie znaczy, że ich nie znamy.

Jakich kryminalistów zna Struna? – Szabliński robi się wyjątkowo rzeczowy.

Właściwie nie wiem, po co ci to mówię. Opowiadał mi niedawno, że właśnie z pierdla wyszedł jego kumpel z podwórka, ksywka Beton. Taka ich środowiskowa legenda. Podobno facet nie do złamania. Stąd ten pseudonim. Odsiedział kilka lat za jakiś skok. Popili ze Struną i Daniel śmiał się, że ten Beton proponował mu akcję ekspriopriacyjną. To znaczy skok z przeznaczeniem zysku na cele opozycyjne.

Rozmawiali jeszcze jakiś czas. Return opisał okoliczności, o których opowiadał mu Struna. Wyjątkowo dobrze pamiętał wszystko na temat Betona. Jego plany na najbliższą przyszłość; projekt wielkiego napadu i, mniej konkretny, ucieczki za granicę. To był pomysł przejęcia transportu pieniędzy. Daniel był zaskoczony, że akcję przemyślano tak dobrze. Chyba po raz pierwszy Szabliński zapisywał coś w małym notesiku.

Sprawa przygotowana została bardzo precyzyjnie. Napad na furgon z pieniędzmi i błyskawiczna interwencja milicji. Proces, w którym szef szajki i organizator napadu, Marian Kaczmarek, pseudonim Beton, przyznaje, że mózgiem akcji był student trzeciego roku polonistyki Daniel Struna. Chciał on – tak w każdym razie miał deklarować, zgodnie z zeznaniami Kaczmarka przeznaczyć łup na rewolucję w Polsce. Uzgodnione zostało w końcu, że Struna dysponować może wyłącznie swoją częścią, to znaczy jedną trzecią zrabowanych pieniędzy. Struna nie przyznawał się do niczego. Nie potrafił jednak wytłumaczyć swoich kontaktów z Kaczmarkiem, które po wyjściu tego ostatniego z więzienia były niezwykle intensywne. Nie potrafił przekonująco wyjaśnić, jak i po co powstał sporządzony jego ręką szkic sytuacyjny, który przygotowywał napad.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

"DOLINA NICOŚCI" JUŻ W KSIĘGARNIACH! Wierzę, że kolejne odcinki powieści będą zaczynem gorącej dyskusji. Liczę na Was, na Wasze uwagi i oceny. Proponuję Wam również zabawę. Zainteresowani mogą kontynuować powieść na własną rękę. Będą odgadywać intencje autora, a może tworzyć dla nich interesujące uzupełnienie, albo ważny kontrapunkt. Dla najciekawszych wypowiedzi przewidziane są symboliczne nagrody.

Ostatnie notki

Tematy w dziale