6 IV 2013, Wrocław. Ul. Św. Antoniego, centrum miasta, dookoła lewackie knajpy, duże multikino, kilka zakładów pogrzebowych, piękne acz zaniedbane poniemieckie kamienice. Dzielnica "czterech świątyń" ponieważ w bliskim sąsiedztwie są kościoły katolicki, prawosławny, protestancki i synagoga. Kościół św. Antoniego, niepozornie wkomponowany w front ciągu kamienic.
Nie ma wątpliwości , że w tym pięknym barokowym kościółku , wypełnionym po brzegi ludźmi, stojącymi w ścisku i siedzących w kucki, zgromadzonych wokół ognia z 96 świec, ze świec z wizerunkami ofiar największej powojennej katastrofy państwowej będącej bez precedensu w skali świata, że byli to ludzie głodni prawdy, koneserzy wolności, spora z nich część jeszcze doskonale pamiętała lata 80-te, kiedy to właśnie tylko w świątyniach można było usłyszeć wolne słowo, mówione i śpiewane. Tak jak dzisiaj na Wołyniu gdzie jedyne miejsca polskości to zrujnowane mniej lub bardziej polskie kościoły, wystające ponad dziką ziemię, bezpański ugór - tak w Kościele schroniła się dzisiejsza niezależna sztuka, kultura słowa, najprawdziwsza wolność.
To właśnie sztuka dodaje nam, bez względu na wszystko, otuchy, wiary i nadzeję na przekór tej mgle, rozpylanej medialnym "hell'em" po którym chałście łyku wszyscy śmiesznie popiskują coś o błędzie pilota, pijanym generale i polskim bałaganie. Zgromadzeni tu artyści wystają ponad te dźwięki, ponad przycięty brunatny las.Tu forma jest przedłużeniem treści, a treścią tkwiący za ich plecami niewzruszenie ołtarz z przed nimi płonącymi świecami przeplatanymi zakazanymi na Krakowskim Przedmieściu tulipanami.. Szukają sposobu opowiedzenia tej potwornej historii, jak w odwiecznym chórze od setek leci, swoim oddechem, barwą głosu , nasycają tę przestrzeń pomiędzy kresami bytu, istnienia i Polski. To dzięki m.in: ich twórczości możemy ocalić resztki honoru i godności w sobie, w tej sytuacji w której przychodzi nam się mierzyć z kłamstwem i pogardą na codzień a w tle z prawdziwą śmiercią będącą efektem szczucia i nienawiści, małostkowości ludzi opętanych żądzą władzy i zemsty. Prawdziwa , żywa pamięć przetrwa właśnie dzięki sztuce. Winni jesteśmy to tym , których już nie ma i tym których jeszcze nie ma a którzy kiedyś nas zapytają: "a co wyście zrobili dla sprawy, gdzieżeście byli kiedy większość się bała i kłamala?"
Koncert rozpoczął słowem ze swojego Raptularza ks. Mirosław Drzewiecki, wspominając ubiegłoroczny koncert: "Wychodziłem z kościoła spokojny, mając w oczach tak wiele gitar trzymanych w młodych rękach, a w uszach muzykę słowa poetyckiego, świadectwa wewnętrznej wolności i nie poddawania się propagandzie rządowej i bezwstydnym manipulatorom medialnym. I jeszcze to było piękne, że skrzyknęli się z całej Polski i potrafili zorganizować cudowny wieczór żyjącej pamięci o tych, których nie pokonała nienawiść."
Jako drugi wystapił pieśniarz Marcin Skrzypczak, powtarzając swoje ubiegłoroczne trzy genialne piosenki do słów Wojciecha Wencla ("In hora mortis", "Pani Cogito") oraz "Golgotę" Marcina Wolskiego. Po nim wystapił słynny autor "Golgoty" od niej zaczynając a kończąc podzielił się wiarą w to ,że będzie jeszcze Polska wielka i solidarna. Następnym wykonawcą był dyskretny ale jakże wnikliwy obserwator Przemysław Bogusz (kultowy już utwór ,"Ballada smoleńska" czy "Smoleńskie wdowy") , po nim legendarny Leszek Długosz w kilku wierszach i w piosence "Śpieszmy sie kochać". Kolejnym świetnym artystą , wyjątkowo oddanym w swej twórczości tragedii smoleńskiej był Roman Misiewicz. Warto dodać, że Roman Misiewicz jako jeden z niewielu już dzisiaj, konsekwentnie drąży temat Smoleńska, na dniach ma ukazać się drugi tomik poezji, wydany oczywiście za granicą. Następnie wystapił wspaniały Jacek Kowalski jeden z największych polskich bardów, prezentując m.in: swój nowy wiersz i poruszającą "Antyfonę dla lemingów" {"(..)Odkąd, Jedne i te same słowa jednym z nas brzmią śmiesznie, A drugim wiekuiście urągają; Odkąd podzieliło nas dziewięćdziesięciu sześciu, Dziewięćdziesięciu sześciu nas złamało.(..)}. Kolejnym wykonawcą był fenomenalny Krzysztof Koehler; jego "Odpowiedź" wstrząsa realizmem (byłem tam tego dnia na Rynku i widziałem naród) {(..)Widziałem, jak wznosi flagi W łopocie na Rynku w Krakowie, Jak intonuje pieśń, aż szyby drżą, Jak szuka miejsca, by w przykucu Najświętszy Sakrament, gdzieś Na drugim końcu placu, we wnętrzu, Wznoszony rękami kardynała, Adorować.Widziałem, widziałem, widziałem. (..)} W zasadzie możnaby tu wkleić wszystkie jego wiersze, które czytał tego wieczora. Po nim wystapił mój serdeczny przyjaciel Remigiusz Szuman szorstko i wzruszająco zarazem opowiedział w trzech przejmujących utworach dotykających tego co ukryte, niewidzialne dla nas tu na ziemi. Kolejnym wykonawcą był Witold Gadowski, przeczytał wiersze będące utworami muzycznymi do których muzykę stworzyła jego wrocławska przyjaciółka Konstancja Kochaniec. Następnie wystapił najmłodszy (ale tylko ciałem) uczestnik koncertu, Antoni Kamiński, w charakterystycznym dla siebie stylu zaśpiewał piękny wiersz Szymona Babuchowskiego oraz własny tekst do muzyki czeczeńskiego barda Amchadowa. Po nim wystapił Mateusz Rulski-Bożek, który zachwycił wiele osób swoim bardzo dobrym warsztatem wokalno-muzycznym, przy okazji będąc przykładem artysty "ponad podziałami". Nie identyfikując się specjalnie z prawą stroną (podobnie jak Marcin Skrzypczak) miał wrazliwośc i odwagę wystapić w tak dla wielu lemingów "straszliwym przedsięwzięciu". Radosław Książek to kolejny ambitny, młody wykonawca związany ze sceną niezależną Fundacji Pieśniarzy, który specjalnie na ten koncert przygotował piosenkę "Pytania".
Po nim wystąpił drugi wrocławianin Wojciech Popkiewicz z własnym utworem "Panorama". Przedostatnia pozycja koncertu to Marcin Kurowski, który odczytał w stroju ułana z kampanii wrześniowej, fragmenty przemówienia Lecha Kaczyńskiego , które było przygotowane na uroczystości w Katyniu , 10 IV 2010. Koncert zamknął Marcin Pawlikowski w swojej niezwykłej kompozycji wykonanej na kościelnych organach "Ostatni lot".
Po koncercie prawie wszyscy artyści wraz z grupą przyjaciól i wiernych "fanów" udali się do restauracji na poczęstunek.
Pozostaje po wszystkim lekki niedostatek, nienasycenie medialne. Mając za patrona medialnego świetny skądinąd tygodnik "Sieci" czy "GP" trudno było tam znaleźć choćby zapowiedź tego wyjątkowrgo koncertu. A już zupelne zdumienie budzi fakt braku jakiegokolwiek wsparcia redakcyjnego. Naszym naturalnym środowiskiem są media prawicowe, ktorych nie ma tak dużo. Jeżeli i one zamilczą tak cenne i delikatne inicjatywy, odbywające się tylko i wyłącznie dzięki różnorakim "zapaleńcom" to raczej prędzej niż później one się skończą (żeby nie być gołosłownym dzisiaj w "Sieci" na całą stronę jest artykuł o ..Maleńczuku i Timberlake'u.)
502
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (1)