19 obserwujących
119 notek
332k odsłony
2889 odsłon

Agentura przeciw "Solidarności"

Wykop Skomentuj83

Poparcie społeczne dla strajków i rodzącej się „Solidarności” zaskoczyło władze nie tylko w Polsce, ale także w Moskwie. Dlatego, by sytuacja nie wymknęła się spod kontroli natychmiast skierowano rzesze tajnych i jawnych agentów, wśród których niezwykle istotną rolę odgrywali dziennikarze. 

- Wiele osób albo zapomina albo po prostu nie wie, że w mediach byli nie tylko tajni, ale również jawni agenci, którzy współpracowali z SB i ówczesnym reżimem bez podpisywania żadnych zobowiązań. Już sam fakt pracy w komunistycznych mediach na odcinku kształtowania i przekazywania informacji był dowodem na spolegliwość wobec władzy – mówi nam Grzegorz Majchrzak z Biura Badań Historycznych Instytutu Pamięci Narodowej, badacz między innymi dziejów aparatu represji, zwłaszcza organów bezpieczeństwa; opozycji demokratycznej w PRL - głównie NSZZ „Solidarność“; funkcjonowania mediów publicznych przed 1989 r.

Pod patronatem SB

Wystarczy obejrzeć Dziennik Telewizyjny czy posłuchać archiwalnych nagrań Polskiego Radia, by się przekonać jaki wpływ miała komunistyczna władza na dobór i przekazywanie informacji. Podobnie wyglądała polityka medialna w prasie – związani z komuną dziennikarze otwarcie krytykowali ruch związkowy i rodzącą się „Solidarność” - prym wiódł Jerzy Urban, felietonista tygodnika „Polityka”.

Bardzo aktywna w kształtowaniu a przede wszystkim w zbieraniu informacji była „Trybuna Ludu” - organ prasowy Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej.

To właśnie dlatego jedynym dziennikarzem, który spisał dokładnie, co działo się 16 sierpnia 1980 roku w Stoczni Gdańskiej był Tadeusz Strumff, kierownik działu reportażu Trybuny Ludu. To właśnie w tym dniu Komitet Strajkowy pod przewodnictwem Lecha Wałęsy postanowił zakończyć strajk a wiadomość o tym przez radiowęzeł dociera do strajkujących w innych zakładach. Grupa strajkujących m.in. Anna Walentynowicz, Maryla Płońska, i Alina Pienkowska, nie chcąc dopuścić do zakończenia strajku, zatrzymują wychodzących stoczniowców. W IPN zachowała się teczka personalna Tadeusza Strumffa– dziennikarz został zarejestrowany jako kontakt operacyjny ps. „Bard”. Nic więc dziwnego, że był on w stoczni, gdy został powołany Międzyzakładowy Komitet Strajkowy (MKS) pod przewodnictwem Stanisława Kani powołano zespół koordynujący działania władz na rzecz likwidacji strajków. Komunistyczne władze powołały specjalny sztab do kierowania operacją Lato 80, mającą na celu” zapewnienie bezpieczeństwa, ładu i porządku publicznego w kraju” . Kierownikiem sztabu składającego się z „gwiazd” Służby Bezpieczeństwa został wiceminister gen. Bogusław Stachura, a jego zastępcami płk Władysław Ciastoń oraz gen. Józef Beim; w sztabie znaleźli się też Adam Krzysztoporski i Konrad Straszewski. Wszyscy mieli „wybitne” zasługi w zwalczaniu niepodległościowych dążeń - np. Bogusław Stachura wcześniej kierował Operacją Lato`76, przez co był odpowiedzialny za brutalne stłumienie demonstracji robotników przez oddziały ZOMO oraz istnienie tzw. ścieżek zdrowia w czasie wydarzeń czerwcowych w Radomiu.

W tym samym dniu, gdy Tadeusz Strumff spisywał dokładne wypowiedzi uczestników strajku w stoczni, na posiedzeniu Komitetu Obrony Kraju gen. Florian Siwicki został upoważniony do podjęcia prac studyjnych nad koncepcją stanu wojennego. W końcu sierpnia nastąpiło zacieśnienie współpracy pomiędzy MSW a MON - u - wytypowano do nadzoru przez wojsko obiekty będące w strukturze Radiokomitetu czyli radio i telewizję.

W centrum wydarzeń w sierpniu 1980 r. w Krakowie znalazł się Lesław Maleszka – TW Ketman, który we wrześniu 1980 roku wszedł w skład Międzyzakładowego Komitetu założycielskiego. Jak sam napisał w tekście "Byłem Ketmanem": "W końcu sierpnia 1980 r. zacząłem zbierać i przekazywać do kolegów z opozycji w Warszawie informacje o strajkach krakowskich."

Gry komunistów

Prasa, przy pomocy oddanych władzy dziennikarzy pisała służalcze władzy krytyczne teksty o "Solidarności" i strajkujących robotnikach - ukazywały się one m.in w tygodniku "Polityka", który był całkowicie podporządkowany komunistom i w której pracowali ludzie zarejestrowani jako TW - m.in zastępca redaktora Naczelnego Jerzy Szeliga ( KO "Aligator") - w IPN zachowały się pokwitowania odbioru przez niego pieniędzy od Służby Bezpieczeństwa. Do mediów były przekazywane informacje opracowywane w MSW - kierowani się dyrektywą MSW z 16 sierpnia 1980nr. dotyczącą działalności resory spraw wewnętrznych na "wypadek zagrożenia bezpieczeństwa i porządku publicznego prowokacyjna działalnością zorganizowanych grup antysocjalistycznych i żywiołowych wystąpień" .

Pozytywny dla władzy przekaz pilnowali dziennikarze radiowi i telewizyjni m.in Aleksandra Lubańskiego, pracownika Naczelnej Redakcji Informacji Polskiego Radia, o którym w MSW mówiono, że można na niego liczyć po podjęciu przez służby działań siłowych. Jednym z najbardziej lojalnych wobec komunistów dziennikarzy był Marek Barański, po 1989 współpracownik Jerzego Urbana w brukowym tygodniku "Nie". Na czele Radiokomitetu w 1980 roku stali zagorzali komuniści- po odsunięciu w atmosferze skandalu Macieja Szczepańskiego w fotelu prezesa Radiokomitetu zasiadł związany z wydziałem propagandy KC PZPR Józef Barecki a następnie Zdzisław Balicki, także z PZPR. Jedyne media, które wówczas nadawały, były media państwowe, dlatego też w sierpniu powstał pomysł profesjonalnego posługiwania się zakładowymi radiowęzłami. Jednym z pomysłodawców był dziennikarz telewizyjny Marek Chlebowicz, figurujący w archiwach Służby Bezpieczeństwa jako tajny współpracownik "Mikołaj". Dziąki niemu w dużym stopniu w 1981 roku powstało Radio „Solidarność" Regionu Mazowsze a SB dzięki jego informacjom doskonale wiedziała, co się dzieje w jądrze opozycji. Powołanie niezależnych mediów było jednym z głównych postulatów rodzącej się "Solidarności" - oficjalne media, które całkowicie były pod kontrolą władz, posuwały się nawet do preparowania teriałów dotyczących działaczy związkowych i osób związanych z „Solidarnością". Dlatego też, gdy zaczęły powstać oficjalne "niezależne" media pojawili się. w nich ludzie związani z aparatem władzy i komunistycznych służb.

 Krótkotrwała wolność

- To był czas niezwykły; zobaczyłem eksplozję wolności. Zobaczyłem, że możemy mieć realny wpływ na zmiany, na wyrwanie się z komunizmu – wspomina prof. Andrzej Kisielewicz, naukowiec z Uniwersytetu Wrocławskiego, w 1980 roku adiunkt w Instytucie Matematyki na Politechnice Wrocławskiej. Prof. Kisielewicz w "Solidarność" zaangażował się właśnie po sierpniu 1980, podobnie jak wiele innych osób , które stworzy;y 10-miliony ruch związkowy.

- Władza doskonale wiedziała, że siła, która się pojawiła jest nie do opanowania. Dlatego tez na czee strajków w głównych ośrodkach zostali albo ludzie zarejestrowani jako TW lub ludzie z aparatu partyjnego. Nie wszystkich udało się usunąć, nam na Śląsku się poszczęściło - mówi nam Andrzej Rozpłochowski, legenda opozycji, przewodniczący Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego.

Krzysztof Wyszkowski, współzałożyciel Wolnych Związków Zawodowych zwraca uwagę na fakt, że władza doskonale wiedziała, że wolne media są dla niej śmiertelnym zagrożeniem.

- Wtedy, w sierpniu 1980 nie było niezależnych mediów, musieliśmy o nie walczyć. Na pewno media były dla władzy pasem transmisyjnym do społeczeństwa a polecenia dla polskich komunistów były wydawane w Moskwie. Dlatego tak ważne było powołanie wolnych mediów- mówi Krzysztof Wyszkowski.

Dlatego też w 21 postulatach Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego z 17 sierpnia 1980 w trzecim punkcie zapisano "Przestrzegać zagwarantowaną w Konstytucji PRL wolność słowa, druku, publikacji, a tym samym nie represjonować niezależnych wydawnictw oraz udostępnić środki masowego przekazu dla przedstawicieli wszystkich wyznań."

Dostęp "Solidarności" do środków masowego przekazu stała się jednym z głównych punktów zapalnych w stosunkach między tworzącym się związkiem komunistycznymi władzami PRL. Niespełna miesiąc po podpisaniu Porozumień Sierpniowych - 29 września 1980 r. „Solidarność" podjęła decyzję o przeprowadzeniu cztery dni później godzinnego ogólnopolskiego strajku ostrzegawczego.

Mimo braku oficjalnych mediów, kwitła wydawnicza działalność - w drugim obiegu ukazywały się gazety, były wydawane książki, drukowano znaczki. Pierwszym oficjalnym tygodnikiem o ogólnopolskim zasięgu był "Tygodnik Solidarność" - jego pierwszy numer ukazał się w kwietniu 1981 w nakładzie 500 tys. egzemplarzy. Wolność skończyła się 13 grudnia 1981 r wraz z wprowadzeniem stanu wojennego - wtedy też zniknęły z rynku wszystkie niezależne czasopisma. 

Wykop Skomentuj83
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura