19 obserwujących
128 notek
355k odsłon
  3625   0

Tusk, Niemcy i pralnia Amber Gold

W ostatnich dniach na nowo wróciła afera Amber Gold. I być może powoli by o niej przestano mówić, gdyby nie wypowiedzi Donalda Tuska na zjeździe CDU. Jego wiernopoddańczy hołd złożony Niemcom przypomniał, jak funkcjonowało państwo Tuska i układ mafijny w jego rodzinnym Trójmieście. 

Donald Tusk stwierdził między innymi, że sposób rządzenia CDU był "dobrodziejstwem, nie tylko dla Niemiec, ale dla całej Europy". Podziękował też za "polityczne przywództwo w dramatycznym momencie historii".

– To wam w dużej mierze zawdzięcza się, że wolność, szczerość, transparencja, prawda i rozsądek nie przegrały w walce z autorytarnymi tendencjami, korupcją kłamstwem i populizmem – mówił po niemiecku do delegatów CDU Donald Tusk. Te słowa brzmią jak żart, gdy wrócimy do wydarzeń z czasów rządów Donalda Tuska . To przecież za jego rządów królowała kłamstwo i korupcja, to za grosze były wyprzedawane kolejne polskie "srebra rodowe" a towarzystwo w kancelarii premiera bezczelnie kpiło z Polaków. Na tej pogardzie i kpinie wyrastali najbliżsi współpracownicy Tuska a sztandarowym przykładem jest Sławomir Nowak, jeden z najbliższych i najbardziej wpływowych urzędników administracji Donalda Tuska. Były minister transportu aktualnie przebywa w areszcie - w minionym tygodniu po raz kolejny sąd przedłużył mu ten środek zapobiegawczy - tym razem do kwietnia. Zarzut: gigantyczna korupcja i udział w zorganizowanej międzynarodowej grupie przestępczej. 

Nie bez powodu piszę o Sławomirze Nowaku - to za jego czasów kwitł biznes Marcina P. ( rocznik 1984 ) pod nazwą Amber Gold oraz OLT Express , który - jak wskazuje wiele poszlak - miał doprowadzić do upadku narodowego przewoźnika czyli LOT: polska firma lotnicza miała być za grosze sprzedana niemieckiej Lufthansie. 

Pralnia Amber Gold

Blisko dziesięć lat temu na łamach "Gazety Polskiej" i "Gazety Polskiej Codziennie" wspólnie z Dawidem Wildsteinem, Wojciechem Muchą i Samuelem Pereirą opisywaliśmy szczegółowo aferę Amber Gold. Wprawdzie każdy, kto się interesował tym przekrętem pamięta, że ze OLT Express, firmą Marcina P., współpracował Michał Tusk, syn ówczesnego premiera, to już mało kto przypomina sobie, że z Amber Gold współpracował m.in. znany warszawski adwokat mec. Paweł Kunachowicz oraz Emil Marat, wieloletni wiceprezes Radia PIN. Dyrektorem Biura Szkoleń Amber Gold był dr Mirosław Ciesielski, wieloletni pracownik GE Money Banku, współpracownik Jana Krzysztofa Bieleckiego w firmie konsultingowej „Doradca”. Z kolei Mirosław Bieliński, także bliski znajomy Bieleckiego i członek Gdańskiej Fundacji Kształcenia Menadżerów, jako prezes spółki skarbu państwa Energa podjął decyzję o sponsorowaniu filmu Andrzeja Wajdy o Lechu Wałęsie. Co ciekawe, drugim sponsorem była spółka Amber Gold. 

Korowód ludzi związanych z Amber Gold i jednocześnie z Donaldem Tuskiem oraz jego otoczeniem jest bardzo długi, co pokazuje, jak pewnie czuł się Marcin P., właściciel Amber Gold.: zatrudnienie Michała Tuska było dowodem na to, że ci, którzy stali za Marcinem P. traktowali syna premiera jak swoistą polisę na bezkarność. Słowa Michała Tuska "myśmy z tatą wiedzieli, ze to lipa" są dowodem na cynizm i wyrachowanie Donalda Tuska - wiedział, że w zarządzanym przez niego państwie funkcjonuje mocno podejrzana, szemrana firma, która na dodatek zatrudnia jego syna. Państwo Tuska dało zielone światło i pełne przyzwolenie na działalność 28-letnie oszusta skazanemu prawomocnymi wyrokami.

Słup na salonach

Marcin P. i jego zona Katarzyna nie sprawiali wrażenia tuzów intelektu i wizjonerów biznesu. Gdy późnym latem 2012 roku spotkaliśmy się z nimi w Gdańsku tuż przed ich aresztowaniem wyglądali raczej na drobnych cwaniaczków a nie na autorów jednego z największych przekrętów w III RP. Jak pisaliśmy w "Gazecie Polskiej" Po wybuchu afery media skrupulatnie policzyły, że Marcin P. ma na swoim koncie dziewięć wyroków, z czego pięć jest już zatartych. Pierwszy raz Marcin P. jako Stefański został skazany w 2005 r. na rok w zawieszeniu na trzy lata. Później w kolejnych latach były wyroki za oszustwa i przywłaszczenie pieniędzy z „Multikasy” – wszystkie w zawieszeniu na kilka lat. Marcin P. ma też na swoim koncie wyroki za wyłudzenie kredytów – ostatni wyrok zapadł w 2010 r. Sprawa jest o tyle ciekawa, że ani bank, ani sąd nie nakazały zwrócić Marcinowi P. wyłudzonych pieniędzy. A kwota była niebagatelna – ponad pół miliona złotych. Śledczy ustalili, że przy pomocy tzw. słupów (ludzi, którzy za drobną opłatą brali kredyty na swoje nazwisko, bez zamiaru oddania) Marcin P. wyłudził z GE Money Banku 57 kredytów. Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że w Amber Gold do momentu likwidacji pracowali ludzie, którzy wcześniej przez wiele lat byli zatrudnieni w GE Money Banku. Mimo wcześniejszych wyroków za popełnienie przestępstwa z tego samego artykułu kodeksu karnego Marcin P. nigdy nie otrzymał wyroku bezwzględnego więzienia – zawsze był to wyrok w zawieszeniu. Przez lata komornicy, którzy starali się od Marcina P. ściągnąć należności, odchodzili z kwitkiem. Powodem był brak majątku i dochodów. Należności Marcin P. zaczął spłacać w 2010 r., kiedy klienci Amber Gold zwabieni zyskami, zaczęli inwestować swoje pieniądze w złoto. A Marcin P. o stworzeniu Amber Gold mówił już w więzieniu - firma ruszyła, gdy Marcin P. wyszedł na przerwę w odbywaniu kary.

Lubię to! Skomentuj65 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka