0 obserwujących
144 notki
73k odsłony
  2523   0

Sześciolatki do szkół?Wolne żarty! Wzorujmy się na Finlandii

 

 

 

QS World University Rankings 2013/2014 nasze polskie uczelnie mieszczą się 4 setce na 800 klasyfikowanych szkół wg www.topuniversities.com. Ten wynik, to nie rewelacja.

 

Panika rządu przed referendum oświatowym jest dla mnie śmieszna. Wiadomo przecież, że rząd nie musi otrzymać TAK na wszystkie pytania. Odpowiedzi mogą pomóc rządowi znaleźć odpowiednie rozwiązania. Jeżeli powołano instytucję referendum, to trzeba z niej korzystać i ją respektować, a nie bojkotować. Czy rząd zrobi to samo co w przypadku protestu przeciwko prezydentowi Warszawy? Gdy niedemokratycznie, nawoływał do niepójścia do urn, do postawy nieobywatelskiej? Nie można mówić, że rząd nie ma w budżecie pieniędzy na naprawę edukacji. Na reformę z 6-latkami miał pieniądze i to obecna koalicja wymyśliła sobie, że pośle dzieci od 6 roku życia do szkoły. Powiedzmy sobie szczerze, wprowadzili to (i to z silnym oporem społecznym) tylko po to, żeby zatkać dziurę budżetową, którą mają w ZUS, by szybciej ci sześciolatkowie weszli do systemu podatkowego. Jak ta pseudoreforma wyszła? Wystarczy zapytać się rodziców jak im idą starania o miejsce dzieci w przedszkolach? Czy zapytać się rodziców np. z Piaseczna co sądzą o tym, że najpierw zlikwidowali im szkoły, by potem uczyć dzieci na dwie zmiany. Co do likwidacji, teraz rząd zorientował się, że rząd AWS, nota bene obecnego platformersa Jerzego Buzka, bez sensu zlikwidował szkolnictwo zawodowe i koalicja MEN, ma plany budowy całej sieci szkół zawodowych. Ponoć minister edukacji za rządów J. Buska pan Mirosław Józef Handke, uznał, że szkolnictwo zawodowe nie jest niezbędnym elementem systemu oświaty – kazał polikwidować wiele szkół, M. Handke przekonywał, że młodzież na siłę powinna dążyć do osiągnięcia wyższego wykształcenia. W efekcie, teraz mamy masowe bezrobocie młodzieży z wyższym wykształceniem. Mamy wielką emigrację, odpływ esencji polskiej nauki, myśli technologicznej za granicę i bardzo mało specjalistów-zawodowców, takich jak budowlańcy, stolarze, mechanicy, dla których szkoły zakładają koncerny zachodnie (VolksWagen), po to żeby wykształcić sobie specjalistów do montowni.

Obecna oświata: Dla mnie szkoła teraz to szkoła z gimnazjum, które nie wiem po co jest? Z nauką zdawania testów, bezmyślnych, nie twórczych, z drogimi podręcznikami, które co roku muszę kupować nabijając kasę kilku koncernom "krewnych i znajomych królika", bo Państwo nie potrafi (tak jak w Szwecji) z budżetu na edukację kupić w przetargu wszystkim szkołom jednego kompletu (oczywiście dla poszczególnych klas inne), przechodniego, który otrzymuje uczeń za darmo zaraz po przyjściu po wakacjach do szkoły, zlikwidowanym kuchniom zastąpionym kateringiem, płaceniem szkole totalnie za wszystko o składki na tzw. komitet rodzicielski, poprzez opłaty na nagrody dla dzieci, wyjazdy szkolne, przynoszeniem ryz papieru, bo „szkoła nie otrzymała dofinansowania”, przeglądem dentystycznym przez jedną z firm stomatologicznych prywatnych, po którym dowiedziałem się , że syn ma same dziurawe zęby. Przekazałem te wyniki znajomemu dentyście, to skwitował to: „przekaż to prokuraturze, dziecko ma wszystkie zęby zdrowe”.

Warto by było skorzystać z doświadczeń Finlandii, gdzie jest najlepszy system edukacji na świecie!, W międzynarodowych testach PISA dla 15-latków przygotowywanych przez OECD uczniowie z Finlandii byli na pierwszym miejscu (w 2000 i w 2003 roku) oraz na drugim w 2006 i w 2009 roku (w kategoriach czytanie i matematyka). Za każdym razem Finowie deklasowali inne europejskie społeczeństwa. gdzie dzieci rozpoczynają naukę w szkole podstawowej od 7 roku życia i do 16 roku życia (!) uczą się myśleć, czerpać z wiedzy, nie są testowane, nie mają stawianych ocen, nie mają zadanych prac domowych. „W pierwszych sześciu latach nauki nie chodzi o sukces akademicki, dlatego nie oceniamy uczniów. Chodzi o to, aby dziecko było gotowe do uczenia się później i znalazło swoją pasję” – mówił gazecie New York Times w grudniu zeszłego roku dr Pasi Sahlberg (za forsal.pl), autor książek na temat fińskiego systemu edukacji. Aby zostać nauczycielem w Finlandii, trzeba mieć co najmniej tytuł magistra, ukończyć wyższą szkołę pedagogiczną. Dostać się na pedagogikę jest trudniej niż na prawo czy medycynę (przypada 8 kandydatów na jedno miejsce). To wszystko dlatego, że jak podawał New York Times w 2009, pensja początkującego nauczyciela wynosiła 29 tys. dolarów. Więcej Na pewno Polski nie stać na aż tak wysokie pensje, jednak na pewno za mało inwestujemy w Polsce w naukę i oświatę z budżetu państwa. Wydatki z budżetu państwa na edukację z roku na rok spadają, ponieważ zadanie edukacji i oświaty zostało przeniesione na samorządy. W Finlandii wszystkie szkoły są państwowe. Uczniów mamy z roku na rok mniej, z powodu ujemnego przyrostu naturalnego, stąd można mniemać, że nasza młodzież i dzieci powinny uczyć się w coraz lepszych warunkach. Tak nie jest.

Mam wielką nadzieję, że zryw prawie miliona Polaków, podpisujących się pod referendum w proteście przeciwko „reformom edukacji”, nie zostanie zablokowany przez Sejm RP i potrząśnie naszymi rządzącymi.  I niech mi Państwo nie mówią, że nie stać nas, choćby na to, żeby przywrócić stan sprzed reformami, nawet z PRL-u, gdy nauczyciel musiał być po szkole pedagogicznej, zaś podręczniki były przechodnie. I nie pakowano do szkół sześciolatków na siłę. Tak jak teraz.

Najwyższy czas, by rządzący zrozumieli, że rozwój kraju zależy od wykształcenia naszych potomków. Zaś to nie zależy wprost proporcjonalnie od momentu rozpoczęcia edukacji w szkole podstawowej, tylko od warunków nauczania - systemu nauczania.

I na pewno było by pięknie, gdyby można było by zmieniać świat, rozwiązując bezmyślne testy. Ale tak nie jest. Świat jest bardziej skomplikowany, niż liczby w arkuszach ministra finansów.

Miłego dnia!

Lubię to! Skomentuj29 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale