Powściągliwy Dynamitard
Any writard who writes dynamitard shall find in me a never-resting fightard
14 obserwujących
61 notek
94k odsłony
  393   1

Najemnicy Łukaszenki blokują Jedwabny Szlak

Obecna sytuacja jest chyba największym wyzwaniem Polski do kwietnia 2010, a być może od wycofania wojsk radzieckich w 1991. Dlatego powinniśmy się trzy razy zastanowić zanim zrobimy coś głupiego. A w wypadku polityków na urzędzie reprezentujących Rzeczpospolitą: zanim coś głupiego powiedzą czy zatwittują. Wszelkie sprinty posłów po linii granicznej z siatką Ikei też mile widziane nie są. 

Niektórzy komentatorzy i politycy w odpowiedzi na zaostrzający się kryzys nawołują, by podstawiać pociągi i przewozić migrantów do Niemiec. To jest najgorszy możliwy wybór w tym momencie, nawet głupszy niż strzelanie do nich. Dopóki Zachód nas popiera, przynajmniej werbalnie, nasz kraj przechodzi „próby niszczące” jako sojusznik w NATO. Celem Rosji jest właśnie pokazanie, że sobie w takiej chwili nie radzimy, podnosimy ręce do góry i wołamy o pomoc Mamę Merkel (po co Tusk pojechał radzić się w sprawie Białorusi do Niemiec?) albo wchodzimy w buty Erdogana i Łukaszenki i teraz to my zaczynamy terroryzować rząd w Berlinie i Brukseli. Takich sojuszników nikt nie potrzebuje. Owszem, jeśli rządowa narracja Zachodu się zmieni i staniemy się celem ataków jak Orban w 2015, to my nie powinniśmy zwlekać ani chwili i tak jak Orban zacząć tych ludzi przewozić za Odrę.

Nam zależy na tym, by się pokazać jako sojusznik który „daje radę” i zarazem pokazać, że Putin szantażujący Zachód odcięciem gazu na zimę, jest partnerem, którego trzeba trzymać na dystans. Gra Rosji jest obliczona na efekt przeciwny: pokazać, że Polska jest niepoważna; złamać antyrosyjski kurs Zachodu i wymusić jeszcze większe ustępstwa Niemiec na rzecz Rosji. Pamiętajmy też, że gra jak w 1914-18 toczy się o ekonomiczne wyniszczenie: Rosjanie mają gaz, my w ramach „opcji atomowej” w drabinie eskalacyjnej mamy ograniczenie handlu ze Wschodem i Dalekim Wschodem. Czy w Pekinie wiedzą, że pociągi z Shenzen mogą niestety nie dojechać jeśli Łukaszenka będzie szturmował granicę w okolicy Brześcia? Teraz widzimy, że Baćka jeszcze bardziej niż Polska jest w tej sytuacji pod ostrzałem. To co miało być niewinnym biznesem rodzinnym ma boku stało się na niego grą o wszystko.

Te wydarzenia na granicy, pokazują moim zdaniem, inny, chciałby się rzecz, cywilizacyjny dylemat: co Polska ma robić z imigrantami, którzy po prostu będą do nas, wraz z obrastaniem w tłuszczyk naszej gospodarki, przyjeżdżać i próbować swoich szans na lepsze jutro?

Postawię sprawę jasno: W Polsce pracuje na stałe obecnie ponad milion imigrantów, a drugie tyle przebywa tymczasowo. Nic by się nie stało jakbyśmy przyjęli dodatkowe kilkadziesiąt tysięcy chętnych do pracy z Kurdystanu: Kurdów, Jazydów etc. To jest relatywnie świecki obszar w świecie muzułmańskim, funkcjonujący w kulturze technicznej która nie jest dramatycznie zapóźniona, więc gdyby akceptować tylko tych bardziej ogarniętych to Rzeczpospolita mogłaby ich strawić społecznie i kulturowo. Z resztą Kurdowie mają w swojej historii dużo paralel do naszych losów: kraina rozebrana przez silniejszych sąsiadów i niejednoznaczne relacje sojusznicze z USA. No i nie mamy, jak Niemcy, wielkiej mniejszości Turków, więc nie będziemy świadkami kontynuowania wojny plemiennej ze wschodniej Turcji w Polsce.

W tym akapicie wybrzmiewa między wierszami apel o: po pierwsze zakończenie publicznej schizofrenii dotyczącej imigrantów (czyli oficjalnie Polska dla Polaków, a w praktyce przyjmowanie kogo leci do pracy, bo jest tak niskie bezrobocie w Polsce że brakuje rąk do pracy), a po drugie prowadzenie selektywnej polityki imigracyjnej (tzn. ustalenie jakich kompetencji i z jakich obszarów geograficzno-cywilizacyjnych potrzebujemy i jak zamierzamy włączyć potomków tych ludzi w codzienne życie społeczne w Polsce - każdy kto choć czytał cokolwiek o problemach imigrantów na Zachodzie, ten wie, że radykalizuje się nie pierwsze pokolenie imigrantów co przyjeżdża do np. Francji czy Niemiec za chlebem i pracuje, ale drugie i trzecie, czyli wychowane już w szkołach i społeczeństwie na obczyźnie). 

Są niestety ku pomyślnemu przeprowadzeniu spraw, następujące problemy: Pierwszy jest taki, że ci ludzie i tak pewnie by wyjechali do Niemiec, więc my byśmy zapłacili za ich selekcje, a przemysł nad Renem by spijał śmietankę. Po drugie nasz Naczelnik w Warszawie jest zapatrzony w de Gaulle i francuski etatyzm lat ’60tych. Więc zamiast zmieniać Polskę w kraj, gdzie uczciwa praca zawsze się opłaca bardziej niż kombinowanie i nieróbstwo, w ramach źle pojmowanie wrażliwości społecznej promuje te same błędne wzorce, które dzisiejsza LGBT-lewica utrwaliła na Zachodzie. Polski Ład to nie tylko podwyżka kwoty wolnej od podatku, ale kopiowanie amerykańskich dopłat do kredytów mieszkaniowych, które były jedną z przyczyn krachu 2008 roku; oraz zwiększenie transferów bezpośrednich do ludzi którzy nie zhańbili się pracą (w kraju który przy praktycznie zerowym bezrobociu ma najwyższy odsetek ludzi niepracujących! – Polska, kraj paradoksów).

Wracając do wątku głównego: nie możemy pod żadnym pozorem przyjąć ludzi którzy teraz szturmują granicę pod Bobrownikami. O ile jeszcze w sierpniu i wrześniu, gdy ktoś kupował bilet z Iraku do Mińska, to po prostu był sprytnym kombinatorem, który chce się załapać na unijny dobrobyt wykorzystując nadarzającą się okazję, gdzie syn dyktatora organizuje przerzut do Schengen przez urokliwe lasy Białowieży. Natomiast, jeśli ktoś przylatywał w drugiej połowie października, to oczywiście wiedział co się święci: nie możemy tych ludzi infantylizować, oni wyłożyli 2-5tyś dolarów za bilet, niejednej podlaskiej rodzinie ciężko byłoby tyle pieniędzy zebrać. Tak więc przylatując do Mińska wiedzieli co tu się dzieje i wiedzieli, że stają się de facto najemnikami Łukaszenki i Putina w wojnie z Polską i Zachodem. Najemnikami za frajer, bo zwykle to werbujący płaci żołnierzom, a tu jest odwrotnie. Im możemy powiedzieć tylko lewicowe „no pasarán” i zamykać ich w obozach jenieckich.

Owszem, napływ imigrantów „ciapatych” wzbudza w dużej części Polaków złe emocje, ale możemy dosyć łatwo rozładować wszystkie lęki narodowców i zacząć od wpuszczania Kurdyjek jako au pair oraz do opieki nad polskimi emerytami i pacjentami w szpitalach. Ich kuchnia jest tak dobra, że sam bym się zgłosił na pacjenta w takim szpitalu:) Uwzględniając profil demograficzny wyborców skrajnej prawicy, jeśliby pierwsze 10 tysięcy imigrantów to byłyby dziewczyny w wieku lat 18-25 to na Marszu Niepodległości 2022 okazałoby się, że Ruch Narodowy polubiłby feminatywy i szedł pod hasłami „chcemy więcej uchodźczyń”. Więc się pytam, gdzie narodowy program wspierania migrantek? Gdyby telewizja zaczęła pokazywać transmisje z granicy, gdzie polska straż graniczna pomaga takim dziewczynom przekraczać zasieki, to zaraz by Łukaszenka musiał zmienić strategię.

 

 


 

 



Lubię to! Skomentuj15 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka