W dni odświętne, jakie jak 11 listopad, jesteśmy świadkami zmasowanej wręcz gloryfikacji czasów przeszłych. Z notalgią wspominamy okres po odzyskaniu niepodległości, wyśmienitości tamtych lat w nowej, odradzającej się Polsce.
Jako że modernizm i okres Młodej Polski stanowią dla mnie źródło nieustającej inspiracji, postanowiłam podzielić się spostrzeżeniami nad kondycją naszej globalnej rzeczywistości, powielając niejako dylematy towarzyszące społecznościom końca XIX w. Nie odmawiam przy tym tej publikacji subiektywnego charakteru, nieco ku pokrzepieniu serc, a może i serca.
Czasy wpółczesne wywołują we mnie dualizm poznawczy. Z jednej strony jest to okres niewątpliwie piękny. Wszystko wydaje się tę tezę usprawiedliwiać : długotrwały pokój, nowy podział świata, ożywione kontakty różnych grup ludności we wszystkich niemal płaszczyznach. Następuje akumulacja kapitału oraz powszechne bogacenie się społeczeństw i świata , w któym żyje się coraz lepiej i coraz świetniej.
Państwa zachodnie bawią się i rozrzutnie korzystają z darów cywilizacji. Dominują idee i pojęcia uznane za banalne w swej oczywistości, zrozumiałe same przez się składniki świadomości zbiorowej : wolność, demokracja, rówość, równouprawnienie, pluralizm.
Jednakże temu triumfowi, o którym pisać można wiele i w wielu aspketach, zaczyna przeciwstawiać się zmierzch. Kontynuając analogię z wiekiem XIX i ostatnimi jego dekadami, kiedy to następował powolny rozkład la belle epoque, dostrzec można że zarówno ówczesnym jak i współczesnym towarzyszą zbieżne wątpiliwości.
Powszechniejsze staje się odczucie rozkładu i dekadencji. Wszystko zdaje się stopniowo zawodzić. Potęguje się ogólne wrażenie zagrożenia. W nierównościach podziału, w nienasyceniu kapitalistycznego imperializmu. Czyż nie dojrzewa w nas odrzuwane niebezpieczeństwo jakiejś nieuniknionej katastrofy ?
Wprawdzie trudno wyróżnic charakterystyczne dla XIX w. trendy migracyjne ze wsi do miast, tworzenie się nowej polityczno- gospodarczej siły, zdolnej zagrozić porządkowi współczesnego świata. Choć z drugiej strony niełatwo jest oprzeć się wrażeniu, że grono niezadwolonych, pozostających na marginesie stale się poszerza, a ostatnie wystąpienia obejmujące swym zasięgiem niemal cały zachodni świat zdają się dowodzić, że być może w najbliższych czasie będziemy świadkami narodzin jakiejś skondsolidowanej siły, która w swej jedności znacząco wpłynie na ład globalny.
Widomym wyrazem rodzących się sprzeczności jest wstrząsający kontrast pomiędzy blaskiem wielkomiejskich osiedli apartamentowców zamieszkiwanych przez bogacącą się finansjerę z ponurą nędzą i odrażającą szpetotą ubogich dzielnic biedoty.
Industralizacja i technizacja życia w XIX w. unaoczniły jeszcze jedną ważną konswenkwencję- zalew rynku towarowego masą produktów pochodzenia fabrycznego o jednakowym standardzie. Nadało to cywilizacji wielkoprzemysłowej piętna przygnębiającego, bezbarwnego unifromizmu. Wówczas kiełkować zaczeła dopiero obliczana na zysk, komercjalna kultura. Dziś jest ona chlebem powszednim. Ze wszystkich stron zalewani jesteśmy pospolitością, szablonem. Otaczaja nas beztylowość, tandetna pseudosztuka obliczana na niewybredne gusta klasy średniej. Wszystkie te elementy wyjałowiły rzeczywitośćz elementów osobniczej, zróżnicowanej orygialności.
Co gorsza w sukurs tym tendencjom idzie odpychająca obyczajowość, której jedną wartością jest pieniądz, jednym celem gromadzenie majątku i brak zasad postepowania. Złożoność bytu sprowadzana jest do odruchów wyłącznie fizjologicznych. Zaspokajanie popędów fizycznych stało się nadrzędne w stosunku do zagadnień metafizycznych. Odrzuca się Boga, wiare, bo te w sposób naturalny niepotrzebnie utrudniają i komplikują egzystencję.
Kwestie filozofii pozostawię na uboczu, gdyż jest to temat zbyt szerok. Warto jednak zauważyć i wysnuć ogólny wniosek, że zatraciła ona charakter scalającej syntezy, skupiając się na tendencjach redukowania rzeczywitości do form najprostszych.
Tak więc przy pozorach świetności zarówno wtedy jak i teraz, ogólny rozwój zdarzeń staje się coraz bardziej niepokojący . Otacza nas nijakość, wyrażająca się w mizernych aspiracjach i odpychającym stylu życia.
Nasza epoka, podobnie jak fin-de-siecle mimo swych osiągnięć i wspaniałości ujawnia swą niemoc, rozczarowanie.
Notatka ta miała być jednak "ku pokrzepieniu serc". Zakończę więc ją optymistycznym wyrazem nadzieji : okres zmierzchu ostatnich dekad wieku XIX zakończył się ostatecznie nowym otwarciem, generalnym odwróceniem wartości. Oby więc ta analogia sprawdziła się do końca.
Szczęśliwego dnia niepodległości !


Komentarze
Pokaż komentarze