Jeśli ktoś nie zauważył, w minionym tygodniu przypadły Święta Bożego Narodzenia. Zamieszczam tę informację głównie na użytek czytelników pewnej wysokonakładowej ogólnopolskiej gazety, którzy z życzeń zamieszczonych na pierwszej stronie nie mieli szansy się dowiedzieć, co właściwie świętują.
Proszę nie myśleć, że się czepiam, życzenia bardzo mi się podobały, szczególnie fragment o życzliwych rozmowach wzdłuż, wszerz i w poprzek świątecznego stołu. Zdecydowanie popieram życzliwe rozmowy i proszę o więcej, nie tylko w Święta, ale i na co dzień. Również w komisjach sejmowych i programach publicystycznych z udziałem polityków.
Zapewne w tym roku przy niejednym wigilijnym stole zasiedli naprzeciwko siebie sympatycy PO i PIS. I lepiej, jeśli życzliwie rozmawiali, a nie na przykład dźgali się nożami lub bili po głowach łyżką wyciągniętą z barszczu.
***
Nie czepiam się życzeń świątecznych i nie czepiam się sposobów, na jaki różni ludzie obchodzą Święta Bożego Narodzenia. Na przykład Janusz Palikot zamieścił na swoim blogu świąteczny wpis o tym, ze w wigilię 1941 roku esesmani zmuszali więźniów do wysłuchania na mrozie orędzia papieża Piusa XII. Zamarzły 42 osoby. (Nie znalazłem informacji, w jakim więzieniu czy obozie rzecz miała miejsce.) Z niecierpliwością czekam na wpis, jakim Pan P. uczci Wielkanoc.
***
Świątecznych klimatów ciąg dalszy. Z sondażu TNS Polska wynika, że 26 % Polaków zaprosiłoby na Wigilię Prezydenta Bronisława Komorowskiego. 11 % ugościłoby przy świątecznym stole Jarosława Kaczyńskiego, 8% Donalda Tuska lub Janusza Palikota. 5% badanych zaprosiłoby Ewę Kopacz lub Zbigniewa Ziobrę, 4% - Leszka Millera lub Janusza Piechocińskiego.
Konstrukcja psychiczna osób, które chciałyby spędzać Święta wspólnie z politykami, jest dla mnie zagadką. Sondaż nie precyzuje, czy sondaż przeprowadzono wśród osób cierpiących na zaburzenia psychiczne. Ale przecież możliwe są też inne motywacje. Ludzie, którzy deklarują chęć przyjęcia polityków pod swój dach w wigilijny wieczór, mogą po prostu chcieć zrobić na złość teściowej. Albo wolą rozmawiać z Bronisławem Komorowskim niż z teściową. Albo ankieter padł ofiarą niewybrednego żartu (tak to jest, gdy dzwoni się do przypadkowego społeczeństwa). Albo ankieter trafił właśnie na żelazny elektorat. Albo na alkoholika, który chętnie by się napił nawet z Ewą Kopacz, pod warunkiem, że pani marszałek wpadnie z flaszką. Albo w sondażu brały udział osoby bardzo samotne. A może po prostu Polacy są po prostu dobrymi ludźmi i uważają, że w Święta nikt nie powinien być sam.
Osoby cyniczne i wyprane z uczuć wyższych mogą uznać za trafną również taką interpretację: skoro w wielu zakątkach naszego kraju zgodnie ze starą tradycją w okresie świątecznym chodzą po domach Turoń z Herodem, to dlaczego nie Palikot z Niesiołem albo Ziobro z Suskim?
***
Święta świętami, ale mozolna praca polityczna nie ustaje. Jak donosi „Rzeczpospolita”, coraz bliższe jest powstanie nowej partii prawicowej, na której czele mają stanąć trzej tenorzy: Radosław Sikorski, Roman Giertych i Michał Kamiński. Nasza republika nie jest bowiem gorsza od rzymskiej i nas też stać na drugi triumwirat.
Najsilniejszą pozycję wśród trzech amigos ma ponoć Radek Sikorski. Bez niego, jak zapewnia Rzepa, Giertych i Kamiński nie mogliby liczyć nawet na 1% poparcia. Na jakie poparcie mogą liczyć z Sikorskim, gazeta nie podaje. Moim zdaniem 3 głosy mają jak w banku.
***
W tak zwanym międzyczasie minęła 10 rocznica ukazania się pamiętnego artykułu „Przychodzi Rywin do Michnika”. W różnych serwisach informacyjnych można było zobaczyć archiwalne nagrania z prac komisji śledczej. Aż łza się w oku kręci. W takich chwilach widać, jak szybko świat idzie do przodu. Na przykład od czasu afery Rywina znacznie udoskonalono mechanizmy działania komisji śledczych. Do tego stopnia, że nie trzeba już śledzić ich prac, aby przewidzieć tezy raportu końcowego. W najbliższym czasie nasza demokracja osiągnie zapewne jeszcze wyższy stopień rozwoju i komisji śledczych w ogóle nie będzie trzeba powoływać. W końcu i tak wiadomo, że wszystkiemu jest winny Jarosław Kaczyński.
***
W różnych miejscach naszego kraju pojawia się profesor Piotr Gliński. Spotyka się z ludźmi, rozmawia, udziela wywiadów, prowadzi wykłady, bierze udział w dyskusjach. Wypowiada się zazwyczaj sensownie i kulturalnie, wykazując się dużą wiedzą i zdrowym rozsądkiem. W normalnym kraju mógłby pewnie startować w prawyborach na szefa partii. U nas pokazuje się w telewizji i wśród ludzi zamiast szefa partii, żeby nie straszyć potencjalnych wyborców. Rzadko się zdarza tak jaskrawy dowód patologii naszego życia politycznego.
***
A od Nowego Roku warszawiacy będą drożej płacić za przejazd autobusem, tramwajem i metrem. W ten sposób Zarząd Transportu Miejskiego wspiera tych obywateli, którzy w 2013 roku postanowili zadbać o kondycję fizyczną. No cóż, twoje serce przypomina – piechotą zdrowiej.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)