Marcin Górka (Gazeta Wyborcza): Pan czyta ten stenogram z ostatnich sekund lotu, załoga spokojnie dalej podchodzi do lądowania. Co pan myśli?
Krzysztof Krawcewicz (pilot): Że może zasnął? Bo to niemożliwe w żadnym rodzaju lotnictwa!
Źródło:
http://wyborcza.pl/1,75478,7964599,To_bylo_zlamanie_wszelkich_zasad.html
A ja się pytam - skąd ta pewność, że lądowali a nie odchodzili na drugi krąg tylko coś poszło nie tak i dalej spadali? Przecież nie znamy zapisów z rejestratora parametrów, nie wiemy co robiła załoga?. Rosjanie bardzo wcześnie stwierdzili, że żadnej awarii nie było (i to w momencie gdy cześć dowodów mogła leżeć jeszcze w błocie).
Pisałem o tym wcześniej tutaj we wpisie "Czy na pewmo Tu-154 był sprawny?"
http://dzida.salon24.pl/189399,czy-na-pewno-tu-154-byl-sprawny
Bo jeżeli na podstawie TYCH stenogramów Rosjanie budują np. tezę o tym, że piloci byli pod straszliwą presją przełożonych, to trzeba mieć dość - delikatnie mówiąc - krytyczne podejście do informacji w tej sprawie.
Chyba, że MAK dysponuje "lepszą" wersją stenogramów niż te które dostała Polska. Pewne poszlaki do ostrożnego formułowania takiej tezy mogą nie być tak zupełnie pozbawione podstaw (http://www.tvn24.pl/12690,1658816,0,1,podpisalem-inny-dokument,wiadomosc.html)
Ogólnie to wszystko kłóci mi się z ogólnymi zasadami prowadzenia dochodzenia w sprawie katastrof lotniczych, które jednak wymagają czasu i skrupulatności. To że dziennikarze o tym nie wiedzą to dziwne raczej nie jest, ale wypowiedzi niektórych ekspertów (T.Hypki) są conajmniej zastanawiające.
A więc - zapraszam do większej wstrzemięźliwości panie Tomaszu, zwłaszcza że zaliczył Pan kiedyś "wtopę" i orzekł na podstawie amatorskiego filmu, że przyczyną katastrofy Cessny 172 na Międzynarodowym Pikniku w Krakowie w czerwcu 2009 roku było przeciążenie maszyny i przeciągnięcie a prawda okazała się "trochę" inna (nie zdemontowana blokada wolantu).


Komentarze
Pokaż komentarze