Odnośnie orzeczenia w sporze pomiędzy Kaczyńskim i Komorowskim, naszły mnie trochę gorzkie refleksję nad tzw. trybem wyborczym.
Normalnie, kto miał przyjemność przepychać się w polskim sądzie w jakiejkolwiek sprawie, wie ile czasu i nerwów to kosztuję. Czekanie na termin pierwszej rozprawy, biegłego, potem kolejna rozprawa i kolejna, wyrok (czasem z czapy kompletnie, bo np. sędzia nie zrozumiał pozwu), a więc apelacja. Słowem - zabawa na lata (tj. cyrk z tym jest wielki ale ubaw mały).
Tymczasem politycy wymyślili sobie tryb specjalny. Na okazję wyborów, mogą chlapać co chcą (i tak robią to na codzień), pozywać się jak coś im się nie podoba w chlapaniu konkurenta i jeszcze cała maszyneria sądowa Najjaśniejszej pracuje na ich rzecz (trzeba wyznaczyć rozprawę, sędzia musi być dostępny, sala, stenotypista itp.).
Ktoś powie - tak, ale to ważny interes społeczny, bo kłamstwo rzucone w czasie wyborów pod adresem przeciwnika to ... ple... ple i...lelum polelum.
A ja powiem, że mam to w nosie! Ja chcę, żeby politycy naprawiali system wymiaru sprawiedliwości dla WSZYSTKICH a nie robili sobie furtki dla swojej kasty. Chcecie się procesować o zniesławienia w rozsądnym czasie? To wycyrklujcie Temidę tak, aby pracowała sprawnie. I nie chce słyszeć, że to trudne, wymaga czasu, albo inne kwękania. Było na to już dość czasu.
P.S. Ta notka powstała przed wyrokiem, ale nie miałem kiedy jej opublikować.


Komentarze
Pokaż komentarze